1000 meczów Śląska: Wybieramy najlepszego piłkarza, trenera w historii klubu oraz drużynę wszech czasów

Sobotni mecz piłkarzy Śląska z Widzewem Łódź będzie spotkaniem numer 1000, jakie wrocławianie rozegrają w ekstraklasie. Z okazji jubileuszu wroclaw.sport.pl wybiera najlepszą ?jedenastkę? wszech czasów Śląska, najwybitniejszego piłkarza oraz trenera w historii klubu. Wspominamy też niezwykłe mecze Śląska z różnych epok
Ostatni mecz rundy jesiennej pomiędzy Śląskiem i Legią był 999. pojedynkiem wrocławian rozegranym w piłkarskiej najwyższej klasie rozgrywkowej - kiedyś I lidze, dziś ekstraklasie.

Dlatego sobotni mecz z Widzewem to będzie wspaniały jubileusz - wrocławski Śląsk rozegra tysięczne spotkanie. Pierwszy mecz w I lidze Śląsk zagrał 16 sierpnia 1964 r. w Bytomiu, gdzie przegrał 0:3 z miejscowymi Szombierkami. Pierwszą wygraną zespół zaliczył trzy dni później, kiedy na własnym stadionie pokonał 2:1 Gwardię Warszawa.

Tak fantastyczny jubileusz to doskonała okazja, aby przypomnieć najbardziej emocjonujące ligowe spotkania Śląska. Ale także wybrać najsilniejszą jedenastkę wszech czasów, najlepszego piłkarza i trenera w historii Śląska.

Od dziś na łamach "Gazety" oraz w portalu wroclaw.sport.pl będziemy publikować wspomnienia wybitnych piłkarzy Śląska, którzy w różnym okresie bronili barw wrocławskiego zespołu. Każdy z nich opowie o swoim jednym wyjątkowym meczu rozegranym w barwach Śląska. Opowieści graczy będziemy publikować każdego dnia do końca tygodnia.

Oprócz tego wybieramy drużynę wszech czasów Śląska, najlepszego piłkarza i trenera w historii klubu. O typy w plebiscycie poprosiliśmy wielu byłych trenerów, piłkarzy, dziennikarzy, osoby związane z wrocławskim futbolem. Typy wszystkich głosujących oraz wyniki plebiscytu opublikujemy w najbliższą sobotę, w dniu 1000. meczu Śląska.

Dziś swój wyjątkowy mecz w barwach Śląska wspominają Klaus Masseli oraz Janusz Sybis.

Klaus Masseli (bramkarz w latach 60.)

Mecz, który najbardziej zapadł mi w pamięć, zagrałem w pierwszym naszym sezonie w I lidze, czyli w rozgrywkach 1964/65. Graliśmy wtedy z Górnikiem Zabrze we Wrocławiu. Zremisowaliśmy 3:3, choć prowadziliśmy 3:1 po dwóch golach Pawła Śpiewoka i trzecim Jana Świerniaka. Pamiętam taką sytuację z naszego pola karnego, gdy Ernest Pohl krzyczał do Włodzimierza Lubańskiego i Zygfryda Szołtysika, przyszłych gwiazd polskiej piłki: "Ruszcie się, gnojki, bo jak tu przegramy, to was do autobusu nie wpuszczę".

Wtedy Górnik wrzucił nie tylko czwarty, lecz także piąty i szósty bieg. W ciągu trzech minut strzelił nam dwa gole, doprowadził do wyrównania, ale wygrać nie potrafił. Nie odpuściliśmy, szliśmy na wymianę i mecz mógł się zakończyć nawet wynikiem 5:5. Tamto spotkanie z trybun Stadionu Olimpijskiego oglądało chyba ze 40 tysięcy ludzi, a po zakończeniu pojedynku wszyscy kibice bili nam brawo na stojąco. W końcu wyrwaliśmy remis obecnemu i przyszłemu mistrzowi Polski, jednej z najlepszych drużyn w historii polskiej piłki.

Janusz Sybis (legendarny napastnik)

Na zawsze zapamiętam nasz mecz z Pogonią Szczecin z sezonu 1974/1975. To było spotkanie rundy wiosennej, 21. kolejka. Graliśmy wówczas z "Portowcami" na Stadionie Olimpijskim. Spotkanie oglądało ponad 50 tysięcy kibiców na stojąco, bo na trybunach nie było ławek. W Polsce przy większej publiczności wtedy nie zdarzyło mi się grać, choć pamiętam występy z reprezentacją Polski w Brazylii i Argentynie, gdzie nasze mecze oglądało po 100 tysięcy fanów. Na Olimpijski wszyscy przyszyli obejrzeć wtedy debiut Władysława Żmudy, który wcześniej z reprezentacją Polski wywalczył trzecie miejsce na mistrzostwach świata i był wielką gwiazdą. Po meczu to jednak oklaskiwano mnie, a nie Władka, bo strzeliłem dwie bramki i wygraliśmy 2:0. Już na początku gry strzeliłem gola efektownym szczupakiem po dośrodkowaniu Józka Kwiatkowskiego. Drugiego gola zdobyłem w samej końcówce po podaniu Tadzia Pawłowskiego. Po meczu gazety oczywiście odnotowały debiut Żmudy, ale to ja byłem na czołówkach.