Śląsk meczem z Widzewem zaczyna rundę rewanżową: Wywalczyć choćby puchary

W Śląsku przed piłkarską wiosną z zazdrością patrzą na wzmocnienia i dobrą sytuację finansową prowadzących w tabeli Legii oraz Lecha. We Wrocławiu nie ma ani jednego, ani drugiego, ale to nie oznacza, że drużyna nie może osiągnąć sukcesu i wylądować przynajmniej na podium.
Śląsk do dzisiejszego, pierwszego meczu z Widzewem Łódź przystępuje mocno obity wizerunkowo i nadwątlony piłkarsko. W tym pierwszym wypadku nie chodzi tylko o nieudaną próbę zatrzymania Tomasza Jodłowca, ale także wcześniejsze przepychanki z Sebastianem Milą i wojnę między właścicielami klubu.

Jeśli chodzi o aspekt sportowy, to najważniejszy jest brak wzmocnień (pozyskanie jedynie bezrobotnego Krzysztofa Ostrowskiego) i utrata wspomnianego wcześniej Jodłowca. Wrocławianie nie tylko bowiem nie są personalnie silniejsi niż jesienią, ale do gry przystępują także z wyrwą w obronie. - Nie co ukrywać, że jesteśmy w trudnej sytuacji. Teraz wszystko musimy układać na nowo, a warto pamiętać, że przez cały okres przygotowawczy pracowaliśmy właśnie nad grą w defensywie. Jeśli na cztery dni przed meczem wypada nam podstawowy obrońca, jeden z najlepszych w ekstraklasie, to trudno być zadowolonym - mówił wczoraj trener Śląska Stanislav Levy.

Wrocławianie po utracie Jodłowca w ekspresowym tempie starają się załatwić transfer kolejnego defensora, a pierwszy na ich liście jest zawodnik Polonii Warszawa - Adam Kokoszka. Piłkarz, który w swojej karierze grał w Wiśle Kraków i włoskim Empoli, chce odejść z warszawskiego klubu, bo ten ma problemy z płatnościami. Co ciekawe, Kokoszka jest jednym z zawodników, do których prawa ma Józef Wojciechowski, czyli biznesmen, z którym Śląsk skonfliktował się przy okazji transferu Jodłowca do Legii. Czy to możliwe, by spór został przełamany, a Kokoszka trafił do wrocławskiego klubu. - Nie chce się wypowiadać na temat tego jednego piłkarza. Od poniedziałku mam na biurku życiorysy także 30 innych obrońców z całego świata - mówił trener Levy.

Szkoleniowiec wrocławian nie ukrywał, że tak czy inaczej jego drużyna zimą została nieco w tyle za prowadzącymi w lidze Legią Warszawa i Lechem Poznań. Wrocławianie będący na piątym miejscu w ekstraklasie tracą do nich odpowiednio siedem i trzy punkty. - Legia i Lech były bardzo aktywne na rynku transferowym. O warszawianach można powiedzieć, że swoimi działaniami zrobili maksimum, żeby zapewnić sobie tytuł. Zawsze jednak trzeba jeszcze rozegrać 15 kolejek - stwierdził trener Śląska.

Wrocławianie szanse na doścignięcie wymienionej dwójki zdają się mieć niewielkie, bo Legia wzmocniła się pięcioma piłkarzami, a Lech pozyskał Fina Kaspera Hamalainena oraz Łukasza Teodorczyka. Z drugiej strony zupełnie inaczej wygląda sytuacja kadrowa wyprzedzających Śląsk - Polonii Warszawa i Górnika Zabrze. Polonia zdaje się być w fazie kompletnego rozkładu, a Górnik zimą sprzedał Arkadiusza Milika do Bayeru Leverkusen. Trudno więc powiedzieć, jak po tych stratach będą się prezentować ekipy trenerów Piotra Stokowca i Adama Nawałki.

Śląsk, choć oczywiście nawet w naszej lidze coraz wyraźniej słabnie, nadal ma więc spore szanse na wdarcie się na ligowe podium. W klubie duże nadzieje wiążą z dobrze przepracowanym okresem przygotowawczym, w którym formę strzelecką odzyskał choćby Crisitian Diaz, a najwięcej grał Dalibor Stevanović. Gdyby więc ci piłkarze potrafili zagrać na miarę swoich możliwości, to wrocławianie mogliby zakwalifikować się do europejskich pucharów. Niezależnie od tego, czy zrobią to przez ligę czy Puchar Polski, gdzie dobrnęli już do ćwierćfinału, taki wynik należałoby uznać za sukces.

Śląsk Wrocław - Widzew Łódź, sobota, godz. 15.45. Stadion Miejski.