Murawa na stadionie we Wrocławiu koszmarna. Będzie gorzej?

Jeśli trener Stanislav Levy przed meczem z Widzewem mówił, że na wrocławskiej murawie można grać w siatkówkę plażową, a nie w piłkę nożną, to w sobotę uprawiać ciężko byłoby zarówno pierwszy, jak i drugi sport. Boisko na Stadionie Miejskim było bowiem w katastrofalnym stanie, i co więcej na środowy mecz z Flotą Świnoujście w Pucharze Polski może być jeszcze gorzej.
Wrocławianie pokonali łodzian 2:1, a mecz, jak na trudne warunki, zwłaszcza w pierwszej połowie, był toczony w szybkim tempie. Tak czy inaczej murawa stadionu we Wrocławiu była w katastrofalnym, opłakanym stanie. - Rzeczywiście, ciężko było dzisiaj biegać, a co dopiero grać. Piłka miejscami po prostu stawała w miejscu - narzekał skrzydłowy Śląska Waldemar Sobota - strzelec drugiej bramki dla gospodarzy. - W takich warunkach naprawdę ciężko ocenić naszą dyspozycję. Nie było wiadomo, jak kopnąć piłkę tak, żeby poleciała w pożądanym kierunku. Ta murawa po prostu nie nadawała się do gry - stwierdził kapitan Śląska Sebastian Mila. Jeśli przed meczem trener Stanislav Levy narzekał, że na Stadionie Miejskim można grać w siatkówkę plażową z powodu dużej ilości nasypanego piasku, to po opadach śniegu boisko zamieniło się w kompletne grzęzawisko. Piłkarze obu drużyn mieli ogromne problemy, żeby się po nim poruszać.

Wielu zawodników zastanawiało się, czy boisko jeszcze gorzej nie będzie wyglądało w środę, kiedy Śląsk zmierzy się w ćwierćfinale Pucharu Polski z Flotą Świnoujście. Początek meczu o godz. 17.