Śląsk przegrał w sądzie z Ryszardem Tarasiewiczem: Były trener nie musi oddawać klubowi 1,5 mln zł

Trener Ryszard Tarasiewicz nie musi oddawać Śląskowi żadnych pieniędzy z około 1,5 mln złotych, jakie klub wypłacił mu w efekcie zerwania kontraktu.
Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił wniosek Śląska Wrocław o uznanie, że Sąd Polubowny przy Polskim Związku Piłki Nożnej nie powinien rozstrzygać sporu finansowego pomiędzy wrocławskim klubem i Ryszardem Tarasiewiczem, byłym szkoleniowcem zespołu.

Ryszard Tarasiewicz został odsunięty od prowadzenia zespołu we wrześniu 2010 roku, po sześciu pierwszych kolejkach ligowych. Drużynę objął wówczas Orest Lenczyk i z przedostatniego miejsca w tabeli doprowadził ja w tych samych rozgrywkach do wicemistrzostwa Polski.

Natomiast odsunięty od drużyny Tarasiewicz domagał się od Śląska wypłaty wszystkich pensji jeszcze przez prawie dwa lata, czyli do końca podpisanego kontraktu, wszystkich premii za wygrane mecze w sezonie 2010/11, a więc w sezonie, kiedy zespół prowadził, oraz nagrody za zdobycie wicemistrzostwa Polski.

PZPN przyznał rację Tarasiewiczowi i przychylił się do większości żądań zwolnionego trenera - Śląsk musiał wypłacić zwolnionemu trenerowi wszystkie pensje do końca trwania kontraktu oraz premię za wicemistrzostwo Polski - w sumie około 1,5 mln złotych. Śląsk odwoływał się od tej decyzji, ale ostateczna decyzja Piłkarskiego Sądu Polubownego przy PZPN była korzystna dla szkoleniowca.

W efekcie Śląsk odwołał się od wyroku PZPN do sądu cywilnego, twierdząc, że Piłkarski Sąd Polubowny nie był właściwym organem, który miał rozstrzygać spór finansowy między klubem a Ryszardem Tarasiewiczem. Gdyby wyrok sądowy był korzystny dla klubu, Śląsk mógłby domagać się od Tarasiewicza zwrotu części pieniędzy z wypłaconych mu 1,5 mln.

Jednak Sąd Okręgowy we Wrocławiu odrzucił wniosek Śląska.

- Sąd w całości podzielił naszą argumentację, którą prezentowaliśmy od początku sporu - podkreśla Marcin Kwiecień, adwokat reprezentujący Ryszarda Tarasiewicza. - Wykładnia sądu jest miażdżąca dla Śląska. Wyrok nie jest prawomocny. Ale nawet jeśli Śląsk odwoła się od tej niego, to jestem przekonany, że apelacja też będzie korzystna dla nas - podkreśla mecenas Kwiecień.