Fatalna sytuacja finansowa mistrza Polski: Czy będzie wniosek o ogłoszenie upadłości Śląska?

Sytuacja finansowa piłkarskiego Śląska Wrocław jest tak fatalna, że jeśli w ciągu kilku tygodni właściciele nie przekażą pieniędzy do zarządzającej klubem spółki, może on zostać postawiony w stan upadłości. Czy to realna groźba, czy tylko próba nacisku na Zygmunta Solorza?
Właścicielami spółki WKS Śląsk Wrocław są gmina - 49 proc. udziałów oraz biznesmen Zygmunt Solorz - 51 proc. udziałów.

Milioner od początku 2012 roku nie przekazał do klubu ani złotówki. Powołuje się na umowę, na podstawie której właściciele mieli finansować Śląsk tylko do końca 2011 roku. Później ciężar utrzymywania drużyny miała przejąć galeria handlowa, jaką planowano wybudować obok stadionu. Jednak inwestycja nie została zrealizowana.

Miniony rok Śląsk przetrwał dzięki 12 mln zł pożyczki udzielonej przez gminę. Wrocław połowę założył za siebie, a drugą za Solorza. Do dziś biznesmen nie oddał pieniędzy klubowi, a Śląsk nie zwrócił pożyczki miastu.

Problemem klubu są jednak nie tylko dług wobec gminy i 4 mln zł zaległości wobec piłkarzy. Śląsk ma problemy z pieniędzmi na bieżącą działalność.

Brak zabezpieczenia finansowego może oznaczać konieczność zgłoszenia wniosku o upadłość Śląska.

Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta i członek rady nadzorczej Śląska: - To realny scenariusz. Jeśli nie znajdą się pieniądze na utrzymywanie drużyny, to zarząd spółki będzie zmuszony złożyć wniosek o jej upadłość. W tym roku miasto przesłało pieniądze na część zaległych wypłat dla piłkarzy. Więcej nie jesteśmy w stanie już dawać. Mamy odłożone pieniądze, ale tylko na podwyższenie kapitału akcyjnego. Jednak takiego rozwiązania nie akceptuje drugi właściciel klubu.

Pytany o przyszłość Śląska prezes spółki Piotr Waśniewski odpowiada dyplomatycznie.

- Jeśli zawiodą wszelkie pozytywne scenariusze, fiaskiem zakończą się rozmowy właścicieli i nie będę widział żadnych perspektyw, podejmę odpowiednie działania wynikające z obowiązujących mnie przepisów prawa. Ewentualna procedura upadłościowa to zabezpieczenie interesów wierzycieli. Największymi są piłkarze i gmina Wrocław - mówi Waśniewski. 

Od kilku miesięcy władze miasta szukają inwestora, który przejąłby spółkę. Na razie bez powodzenia. Równocześnie Wrocław złożył ofertę Solorzowi: za 8,7 mln zł chce od niego odkupić akcje w Śląsku.

W 2009 roku biznesmen kupił akcje Śląska za prawie 12 mln zł. Przez dwa lata finansował zespół i przekazał pieniądze na podwyższenie kapitału. W sumie wydał na klub piłkarski około 25 mln zł. Czy zgodzi się teraz odsprzedać swoją część za niespełna 9 mln? Do tej pory Solorz nie odpowiedział na ofertę Wrocławia.

Patalas: - Czekamy na ruch pana Solorza. Musi dać konkretną odpowiedź: czy sprzeda nam Śląsk, czy nie? Może obudzi się dopiero wtedy, kiedy klub zostanie postawiony w stan upadłości.

Waśniewski: - Bez porozumienia właścicieli klubu w sprawie finansowania Śląsk nie jest w stanie przetrwać.

Jeśli Solorz zgodziłby się odsprzedać miastu udziały, gmina jako większościowy udziałowiec mogłaby finansować drużynę z miejskich pieniędzy. Przekazywano by je na podwyższenie kapitału akcyjnego spółki.

Pod koniec marca rozpoczyna się procedura przyznawania klubom licencji PZPN na grę w Ekstraklasie w nowym sezonie. Jeśli Śląsk nie przedstawi wiarygodnych gwarancji finansowych, może nie zostać dopuszczony do gry.

Prezes Waśniewski: - Komisja licencyjna musi wiedzieć, jakie będą źródła finansowania Śląska. A klub bez pomocy właścicieli nie będzie w stanie funkcjonować na dotychczasowym poziomie sportowym. W kwietniu, najpóźniej w maju te kwestie powinny być wyjaśnione.