Sport.pl

Co się stanie z piłkarskim Śląskiem jeśli zostanie postawiony w stan upadłości?

Postawienie w stan upadłości spółki, która jest właścicielem piłkarskiego Śląska, nie oznacza automatycznej likwidacji klubu. Znacznie poważniejszym problemem jest brak porozumienia pomiędzy Zygmuntem Solorzem i władzami Wrocławia, paraliżujący działania Śląska.
Piłkarski Śląsk znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Brak dopływu gotówki może w perspektywie kilku tygodni doprowadzić do poważnych problemów, nawet postawienia spółki w stan upadłości.

Takiego scenariusza nie wykluczyli prezes Śląska Piotr Waśniewski oraz Włodzimierz Patalas, członek rady nadzorczej spółki. Pisaliśmy o tym w środowym wydaniu "Gazety". Co rzeczywiście oznaczałoby ewentualne złożenie wniosku do sądu o upadłość? Procedura upadłościowa nie oznacza natychmiastowego upadku i likwidacji klubu. W Śląsku realizowana byłaby upadłość ugodowa, czyli wariant, w którym klub chce się porozumieć z wierzycielami, aby móc spłacać swoje długi.

- Największymi wierzycielami Śląska są piłkarze i gmina Wrocław - mówi Piotr Waśniewski, prezes wrocławskiego klubu.

Największe pieniądze, bo 12 mln zł, Śląsk winny jest swojemu współwłaścicielowi, czyli miastu. W tym przypadku porozumienie dotyczące spłaty zaległości pewnie zostanie osiągnięte. Większym problemem może być proces ugodowy z zawodnikami, którym Śląsk winny jest pieniądze. W tym przypadku piłkarze muszą zaakceptować plan spłaty zaległości, niekoniecznie w całości. Ale czy zgodzą się na taki wariant, w którym otrzymają mniej pieniędzy?

Najbliższe miesiące będą dla klubu najtrudniejsze, bo większe pieniądze trafią do Śląska dopiero w lipcu i sierpniu. Wówczas kolejną transzę - około 1,5 mln zł - przekaże główny sponsor Tauron. Poza tym spłyną pieniądze z Canal+ - około 8 mln zł.

Podobne kłopoty Śląsk miał w tym samym okresie minionego roku. Wtedy płynność finansową klubu uratowało 12 mln zł pożyczki z miasta, której do dziś mistrzowie Polski nie spłacili. Dziś wariant z kolejną pożyczką miejską jest nierealny, a przetrwanie klubu do lata bez dotacji może okazać się trudne.

Jednak jak podkreślał prezes Waśniewski, to nie zadłużenie klubu jest jego największym kłopotem. Fundamentalny problem to ryzyko braku porozumienia właścicieli klubu. Śląsk nie jest w stanie przetrwać bez pieniędzy właścicieli. Przedłużający się pat pomiędzy Zygmuntem Solorzem i władzami Wrocławia bardzo źle wróży klubowi.

Solorz nie chce utrzymywać drużyny. Władze Wrocławia mają zarezerwowane pieniądze na zespół, ale tylko pod warunkiem, że środki zostaną przekazane na podwyższenie kapitału akcyjnego. Jednak na takie rozwiązanie nie zgadza się Solorz, gdyż wtedy większościowym udziałowcem Śląska zostałoby miasto.

Tak więc przede wszystkim porozumienie właścicieli dotyczące finansowania drużyny może doprowadzić do zakończenia procesu upadłościowego.

- Zawsze, już w trakcie trwania procedury, można wycofać wniosek upadłościowy - zaznacza Włodzimierz Patalas.

Trudno przewidzieć, jak PZPN potraktuje sytuację Śląska. Z końcem marca kluby grające w ekstraklasie zaczynają składać dokumenty i ubiegać się o przyznanie licencji na nowy sezon. Jeśli klub nie przedstawi wiarygodnych gwarancji finansowych i źródeł dochodu, może nie otrzymać licencji na występy w ekstraklasie.

Co ciekawe, w grudniu minionego roku sąd ogłosił upadłość Widzewa Łódź. Upadłość miała charakter likwidacyjny i umożliwiła klubowi odroczenie płatności zobowiązań bez naliczania odsetek. Dzięki temu klub nadal funkcjonuje i wbrew obawom przystąpił do rundy rewanżowej ekstraklasy.

Przedstawiciele Widzewa uważają, że klubowi nie grozi zabranie licencji na grę w ekstraklasie w nowym sezonie. Podkreślają, że wprowadzają program naprawczy, wskazany w Podręczniku Licencyjnym.

Ale czy Widzew i Śląsk otrzymają licencje, okaże się pod koniec maja.

Więcej o: