Sport.pl

Później będzie tylko trudniej. Śląsk gra z GKS-em Bełchatów

Choć Śląsk zmierzy się w sobotę z najdziwniejszym przeciwnikiem w lidze, to jeśli chce myśleć o czołowych lokatach, powinien pokonać na wyjeździe ostatni w tabeli GKS Bełchatów. Później mistrzom Polski o dobre rezultaty może być już tylko trudniej
Tak specyficznego zespołu jak GKS próżno szukać nie tylko w Polsce, ale chyba też w całej Europie. Bełchatowianie w czterech meczach w tym roku ani nie strzelili gola, ani też go nie stracili, a wszystkie ich spotkania zakończyły się bezbramkowymi remisami.

Te rezultaty wypromowały głównie litewskiego golkipera drużyny Emilijusa Zubasa, choć samej drużyny ani o krok nie przybliżyły do utrzymania w lidze. GKS nadal jest w tabeli na dnie, jego spadek wydaje się przesądzony, ale jednocześnie zespół trenera Kamila Kieresia wyrósł na przeciwnika wyjątkowo niewygodnego. O tym, że outsider wcale nie zamierza oddawać punktów, przekonały się już w tym roku zarówno prowadząca w tabeli Legia Warszawa, jak i czający się za jej plecami Lech Poznań. Oba czołowe zespoły ekstraklasy podejmowały bełchatowian u siebie, oba nie tylko nie strzeliły im bramki, lecz także mogły zwyczajnie przegrać. W decydujących momentach piłkarzom GKS pod bramką mocarzy brakowało bowiem odrobiny dokładności.

Mimo wszystko ostatnia drużyna w tabeli to dla Śląska rywal idealny, by podtrzymać dobre humory spowodowane awansem do półfinału Pucharu Polski, udowodnić, że forma piłkarzy rzeczywiście idzie w górę, a poza tym - by po prostu zdobyć niezbędne trzy punkty. Należy bowiem pamiętać, że w ostatnich trzech spotkaniach wrocławianie sporo ich potracili, remisując kolejno z Koroną Kielce, Ruchem Chorzów i Podbeskidziem Bielsko-Biała. Podopiecznym trenera Stanislava Levego szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało się wprawdzie zrównać punktowo z trzecią Polonią Warszawa, lecz po GKS czekają ich w lidze jedynie wyzwania sportowo trudniejsze. Kalendarz rozgrywek jest bowiem tak ułożony, że w drugiej części rundy Śląsk zmierzy się z zespołami z górnej części tabeli, a zmagania z nimi przeplatane będą pucharowymi pojedynkami z Wisłą Kraków. Tu miejsca na słabość już nie będzie, tak jak nie będzie przerwy na mecze reprezentacji, dającej zwykle piłkarzom i trenerom odrobinę czasu na spokojniejszą pracę.

Od meczu z GKS rozgrywki wyraźnie przyspieszają, a wyścig po miejsce w pucharach na dobre zacznie się dla Śląska właśnie w sobotę. To, jak mocno wrocławianie go rozpoczną, zależy od kilku czynników, a jednym z bardziej znaczących jest dyspozycja Sebastiana Mili. Przypomnijmy, że w poprzedniej rundzie to właśnie w meczu z bełchatowianami Mila wrócił do zespołu po przymusowej pauzie i zaliczył od razu dwie asysty. W sobotę Śląsk również chciałby go odzyskać, co znaczy tyle, by jego kapitan wrócił do swojej normalnej dyspozycji. Ostatnie tygodnie lider drużyny miał bowiem tak słabe jak trudne: nie dość, że grał przeciętnie, to jeszcze zmarnował rzut karny z Podbeskidziem. W meczu z Flotą znów pokazał jednak próbkę swoich umiejętności, cudowną asystą obsługując Łukasza Gikiewicza. Od tego ostatniego w sobotę również będzie zależało bardzo dużo. Choć wrocławski napastnik wirtuozem techniki nie jest, to miewa przebłyski formy, czego dowodem był piękny gol strzelony bielszczanom czy trafienie przeciwko wiceliderowi I ligi. Przede wszystkim ma jednak Gikiewicz za plecami Milę, a o takim rozgrywającym wielu jego kolegów z napadu innych drużyn może tylko pomarzyć. Gdyby lider wrocławian był w odrobinę lepszej dyspozycji, a Gikiewicz umiałby ją wykorzystać, to nie musieliby drżeć przed nim tylko zawodnicy GKS, którym strzelił już w tym sezonie trzy gole (dwa w pucharze i jeden w lidze).

Początek meczu Śląska w Bełchatowie w sobotę o godz. 15.45.

Więcej o: