Konflikt we wrocławskiej radzie miasta: Kto w piłkarskim Śląsku uprawia politykę?

Sprowadzanie problemów piłkarskiego Śląska wyłącznie do polityki jest tezą fałszywą, która absolutnie nie pomoże klubowi. Dziś kluczową rzeczą jest znalezienie pomysłu na mądre zarządzanie Śląskiem, a nie wyszukiwanie wyimaginowanych wrogów.
Czwartkowa, nadzwyczajna rada miasta, poświęcona piłkarskiemu Śląskowi, w zasadzie zakończyła się fiaskiem. Posiedzenie zwołane na wniosek Platformy Obywatelskiej tylko zaogniło napiętą atmosferę między PO a klubem radnych prezydenta Rafała Dutkiewicza. Nic konstruktywnego do sprawy nie wniosło.

PO zaprosiło na posiedzenie Józefa Birkę, przewodniczącego rady nadzorczej Śląska, najbliższego współpracownika Zygmunta Solorza. Ten jednak nie wystąpił, gdyż odmówiono mu takiej możliwości. Przewodniczący rady powołał się na ekspertyzę prawną, która nie przewiduje wystąpienia osoby z zewnątrz. Więc Birka był, ale tylko w kuluarach odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Szkoda, że tak się stało. Od wielu miesięcy władze miasta wypowiadają krytyczne opinie o Solorzu i jego współpracownikach, publicznie stawiają im pytania w stylu: Kiedy zaczną płacić na Śląsk, co dalej z finansowaniem zespołu? A gdy jest taka możliwość, aby właśnie o to zapytać wprost, bezpośrednio, robią unik i rezygnują z szansy.

Nie ma znaczenia, że pomysł zaproszenia Józefa Birki na radę był autorstwa Platformy. Przecież niewygodne, trudne pytania mogliby zadawać przewodniczącemu Birce radni klubu prezydenta Dutkiewicza. Mogli pytać o wszystko, co tylko ich interesuje. I skąd przekonanie, że radni PO Birkę potraktowaliby łagodnie, i sugestie, że zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia oraz zaproszenie na nie przedstawiciela Zygmunta Solorza było posunięciem czysto politycznym?

Prezydent Rafał Dutkiewicz i jego najbliżsi współpracownicy od pewnego czasu z zadziwiającym uporem wmawiają wszystkim, że Platforma na piłkarskim Śląsku uprawia politykę. Każdy, nawet najdrobniejszy spór w kwestii piłkarskiego klubu sprowadzają do rangi politycznej rozgrywki.

To zaskakujące i dziwne. Co politycznego jest w tym, że radni chcą wyjaśnić kwestie finansowania klubu, na który z publicznych pieniędzy idzie wiele milionów złotych? Czy jeśli podobną wątpliwość PO miałaby w przypadku dofinansowania teatrów, czy opery, też byłaby to kwestia polityczna?

Głos PO w sprawie przelewania milionów na Śląsk ma podtekst polityczny, ale już deklaracja władz miasta o przekazaniu 16 mln zł na klub jest całkowicie apolityczna. Dla prezydenta Wrocławia nie jest kwestią polityczną organizowanie konferencji prasowej tuż przed wyborami samorządowymi - na rok przed rozpoczęciem sezonu - podczas której ogłasza reaktywację koszykarskiego Śląska. I czyni to z Przemysławem Koelnerem, biznesmenem, który zasiadał w honorowym komitecie poparcia Rafała Dutkiewicza w wyborach samorządowych.

Pewnie polityczno-wyborczego znaczenia nie ma też wielokrotne otwieranie stadionu: podczas koncertu Georgea Michaela, meczu Śląska czy wręczanie nagród w turnieju Polish Masters oraz witanie piłkarzy przed meczem Brazylia - Japonia? Wszystko to w oczach kilkudziesięciu tysięcy widzów siedzących na trybunach i setkach (milionach) przed telewizorami. To oczywiście przypadkowe zdarzenia.

Grupa kibiców, która pojawiła się w czwartek na sali obrad rady miasta z transparentem "PO nie uprawiaj polityki w Śląsku Wrocław", to pewnie "dowód" na tezę zwolenników prezydenta. Ale już kibice wywieszający na stadionie kilkudziesięciometrowy transparent z napisem "Dutkiewicz 1947% poparcia" to prawdopodobnie spontaniczna akcja fanów, której absolutnie nie należy łączyć z polityką.

I aby nie było niejasności - rozumiem że prezydent stara się w każdy sposób pozyskiwać wyborów i byłoby dziwne, aby nie wykorzystywał takich imprez do zdyskontowania swojej popularności. Istnieje jednak granica hipokryzji w zarzucaniu politycznemu przeciwnikowi czynów, które samemu uprawia się na potęgę.