Władze miasta do Śląska: Natychmiast oddajcie 12 milionów pożyczki

Miasto wezwało Śląsk do natychmiastowej spłaty 12 mln zł pożyczki udzielonej klubowi rok temu, ale mistrz Polski nie ma z czego oddać tych pieniędzy. Czy sprawa trafi do sądu?
Kilka dni temu władze Wrocławia przesłały do piłkarskiego Śląska pismo, w którym domagają się natychmiastowego zwrotu 12 mln zł pożyczki. Miasto te pieniądze pożyczyło klubowi w kwietniu minionego roku.

Oddajcie dług!

Wówczas Śląsk utracił płynność finansową, na pewien czas konto klubu zajął komornik i pożyczka był jedynym wyjściem z beznadziejnej sytuacji. Miasto, ratując klub, pożyczyło mu 6 mln zł za siebie oraz drugie 6 za Zygmunta Solorza, większościowego właściciela spółki.

Prezes Śląska Piotr Waśniewski potwierdza, że otrzymał pismo z miasta z żądaniem oddania długu.

- Spłata pożyczki miała zostać dokonana dzięki środkom finansowym uzyskanym z podniesienia przez właścicieli kapitału akcyjnego spółki, ale jak dotąd do tego nie doszło. Termin spłaty pożyczki już upłynął, więc powinniśmy się z niej rozliczyć - mówi prezes Waśniewski.

Kiedy w kwietniu 2012 r. ratusz pożyczał 6 mln zł za Zygmunta Solorza, otrzymał od niego zabezpieczenie. Biznesmen miał się w nim zobowiązać do zwrotu tej sumy. Tak informowali wtedy dziennikarzy przedstawiciele władz miasta.

Nieoficjalnie wiemy, że w zabezpieczeniu Solorz zastrzegł, że odda 6 mln zł z pieniędzy, jakie odzyska za nakłady poniesione na działce obok Stadionu Miejskiego. Problem w tym, że działka do dziś nie została sprzedana, więc Solorz swojej części długu nie oddał.

Prezes Śląska: Nie mamy pieniędzy

Śląsk zgodnie z zapisem w umowie powinien zwrócić pieniądze do końca roku. Nie oddał, gdyż nie ma gotówki.

Waśniewski: - Śląsk nie ma dziś z czego spłacić tej pożyczki. W tej kwestii jesteśmy uzależnieni od porozumienia między właścicielami. Liczę, że w najbliższym czasie impas między nimi zakończy się.

Piłkarski mistrz Polski od wielu miesięcy jest w fatalnej sytuacji finansowej. Żyje głównie dzięki kolejnym pieniądzom przelewanym z kasy miasta. Na początku tego roku otrzymał 4 mln zł na bieżącą działalność. Później ma dostać kolejne 12 mln. Na razie nie wiadomo, w jakiej formie przekazane zostaną te pieniądze i czy również kiedyś Śląsk będzie musiał je oddać.

Widmo sądu?

Czy miasto może jakoś odzyskać pożyczone miliony?

- Teoretycznie istnieje możliwość, że miasto odda sprawę do sądu i w ten sposób będzie chciało odzyskać pieniądze - zaznacza prezes Piotr Waśniewski.

Przy takim scenariuszu komornik mógłby zabezpieczać pieniądze na koncie Śląska. Latem wpłynie tam gotówka z tytułu umowy sponsorskiej z Tauronem oraz telewizyjnej z Canal+. Niestety, nie udało nam się uzyskać komentarza władz Wrocławia w tej sprawie. Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta oraz członek rady nadzorczej Śląska, nie odbierał wczoraj telefonu.

Z nieoficjalnych, ale bardzo wiarygodnych źródeł wiemy, że nagłe żądanie zwrotu pożyczki wynika z kilku powodów. Dokumenty miasta są właśnie analizowane przez Najwyższą Izbę Kontroli. Niespłacona wielomilionowa pożyczka nie mogła pozostać niezauważona.

Poza tym konflikt właścicielski w piłkarskim Śląsku zaostrza się i w ten sposób prezydent Rafał Dutkiewicz zabezpiecza w spółce interesy miasta.

Upadek Śląska realny

Dodajmy, że wielki kryzys Śląska to efekt fiaska budowy galerii handlowej, której działalność miała utrzymywać wrocławską drużynę. Inną przyczyną jest wycofanie się Zygmunta Solorza z finansowania zespołu. Miliarder, inwestując we wrocławski zespół, zobowiązał się do utrzymywania piłkarzy do końca 2011 r.

Władze Wrocławia chcą teraz za blisko 9 mln zł odkupić od miliardera drużynę. Jednak ten transakcję uzależnia od odzyskania ponad 20 mln zł zainwestowanych w przygotowanie terenu pod galerię. Prezydent Dutkiewicz nie zamierza łączyć tych dwóch transakcji i pat trwa.

- Sytuacja Śląska naprawdę jest bardzo trudna. Klub ma długi, brakuje mu na bieżącą działalność, a co gorsza, wszystko potęguje impas pomiędzy Solorzem i władzami Wrocławia. To źle wróży klubowi. Gdyby nie chodziło Śląsk, tylko jakąś zwyczajną spółką, już dawno by upadła - twierdzi nasz rozmówca proszący o anonimowość.