Półfinał Pucharu Polski: Czy Śląsk zawróci Wisłę?

Wisła do niedawna mogła być dla Śląska wzorem do naśladowania, a dziś jest przestrogą przed tym, co może się wrocławianom przytrafić w przyszłości. Podopieczni trenera Stanislava Levego, korzystając ze słabości rywala, powinni więc wyeliminować go w półfinale Pucharu Polski.
Jeszcze przed chwilą faworyt pojedynku takiego, jak ten dzisiejszy, byłby tylko jeden i byliby nim oczywiście krakowianie. Teraz sytuacja zasadniczo się zmieniła, choć chyba jednak nie na tyle, by wierzyć, że Śląsk poradzi sobie z drużyną "Białej Gwiazdy" bez problemów.

Do osądu, iż tak właśnie będzie, stanowczo zachęca jednak przynajmniej kilka czynników. Po pierwsze, to Śląsk jest mistrzem Polski, a krakowianie w zeszłym sezonie zajęli w lidze siódmą lokatę. Po drugie, to wrocławianie w obecnych rozgrywkach są w tabeli na wysokim trzecim miejscu, podczas gdy Wisła pałęta się gdzieś w drugiej połowie stawki i obecnie jest 10. Po trzecie, to Śląsk gra u siebie, a po czwarte, w przeciwieństwie do rywala zaprezentował w poprzedniej kolejce formę zwyżkującą i pokonał mocny Górnik Zabrze. Dla odmiany krakowianie polegli zaś u siebie z gliwickim Piastem.

Wisła aż taka słaba?

Wszystko to przemawia na korzyść drużyny trenera Levego, choć przy wyrokowaniu wyniku dzisiejszej rywalizacji sportową logiką kierować się raczej nie należy. W ostatnich pięciu pojedynkach Śląska z Wisłą wyjątkowo jej brakowało a jedyne, co można było dostrzec, to wyrównany bilans sił. I to niezależnie od aktualnej formy i sytuacji w ekstraklasie. Wrocławianie przegrywali więc z rywalami, gdy byli faworytami (jesienią na wyjeździe i w zeszłym roku u siebie), a pozostawali bez porażki, gdy nikt na nich nie stawiał (remis i zwycięstwo w srebrnym sezonie trenera Oresta Lenczyka). Jedynym wyjątkiem był majowy mecz, w którym Śląsk zapewnił sobie w Krakowie mistrzostwo Polski. Wówczas wrocławianie wygrać musieli, i to zrobili.

Dziś mogą mieć ze zwycięstwem problemy, choć Wisła jak na wypracowane przez siebie wieloletnie standardy jest wyjątkowo słaba. Owa słabość nie jest jednak tak wielka, aby podopieczni trenera Tomasza Kulawika nie byli w stanie osiągnąć korzystnego rezultatu w dwumeczu będącym dla nich ostatnią szansą na awans do europejskich pucharów. Krakowianie nadal posiadają piłkarzy z nazwiskami (Małecki, Kosowski, Pareiko, Iliev), a o tym, że potrafią ukąsić, Śląsk najboleśniej przekonał się właśnie jesienią po porażce w ostatniej minucie. Paradoksalnie wrocławianie zagrali wówczas dość asekuracyjnie (brak napastników), a jednak byli o wiele lepsi, mieli mnóstwo szans i zmarnowali rzut karny. Być może więc gospodarze swój zachowawczy styl powtórzą, choć z drugiej strony równie dużą szansą dla nich byłoby zrobienie czegoś odwrotnego: rzucenie się na rywala i próba zdominowania go. Byłaby to wersja tyle ryzykowna, co dająca szansę złamania Wisły od razu. O ile oczywiście krakowianie nie domagają aż tak bardzo, jak się wszystkim wydaje.

Trupy z szafy

Innym aspektem wrocławsko-krakowskiej rywalizacji jest to, że tak jak kiedyś Wisła była dla Śląska wzorem, tak teraz może być przestrogą. Przykład "Białej Gwiazdy" pokazuje bowiem, że wielkość nie jest dana raz na zawsze, a dokonanie przebudowy zespołu niedbale i w nieodpowiednim momencie może przynieść katastrofalne efekty. Jeśli jeszcze niedawno trofea zdobyte na polskim podwórku niemal wylatywały na Reymonta z klubowych półek, to teraz sypią się tam "trupy z szafy". Klub, który kiedyś seryjnie zdobywał mistrzostwa kraju, aktualnie jest rzucany od jednej koncepcji do drugiej, przeżył prawdziwą sportową degrengoladę, która może spotkać każdego, także Śląsk. Nie do końca wiadomo bowiem, czy Wisła, według obecnie nią rządzących, ma być polska, czy zagraniczna, wiadomo zaś jedno: jest przeraźliwie słaba. Choć aż szkoda na to patrzeć, Śląsk musi dziś odrzucić sentymenty. Niech dramatu rywali dopełni, póki ma na to okazje.

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków, dziś, godz. 18.30, Stadion Miejski we Wrocławiu. Relacja w TVN Turbo i na Sport.pl. Rewanż za tydzień w Krakowie