Dwa samobójcze gole bramkarzy. Obydwa niefortunnie strzelili zawodnicy naszych drużyn

Dwie niefortunne interwencje bramkarzy Michała Gliwy i Mariana Kelemena spowodowały, że w 22. kolejce T-Mobile Ekstraklasy padły dwie bramki samobójcze. Obydwie przytrafiły się dolnośląskim klubom.
Najpierw w piątkowym meczu Zagłębia Lubin z Koroną Kielce samobójczego gola strzelił Michał Gliwa, bramkarz Zagłębia. Był już doliczony czas gry, ale na szczęście Zagłębie prowadziło 2:0. Wtedy na strzał w dystansu zdecydował się Tomasz Lisowski z Korony. Piłka leciała tuż przy słupku, jednak Gliwa popełnił błąd - wybił ją za słabo i bliżej środka bramki. Później nastąpił ciąg dalszy niefortunnych interwencji - piłkę próbował wybić obrońca Bartosz Rymaniak, ale tak niefortunnie ją uderzył, że trafił w leżącego Gliwę. Piłka znów wróciła na pole bramkowe lubinian, gdzie uderzył ją Pavol Stano - sprzed bramki chciał ją wybić obrońca Zagłębia Costa, jednak nie zdążył, bo uprzedził go Gliwa. Bramkarz nieco zlekceważył sytuację i uczynił to tak niefortunnie, że wrzucił ją sobie do siatki.

Natomiast podczas sobotniego meczu Polonii Warszawa ze Śląskiem samobója zaliczył Marian Kelemen, bramkarz mistrzów Polski. W tym wypadku można jednak mówić o ogromnym pechu. Przy stanie 2:1 dla wrocławian w 47. min po mocnym dośrodkowaniu z pięciu metrów główkował Jacek Kiełb. Piłka minęła Kelemena, trafiła w poprzeczkę i odbijając się niefortunnie, nastrzeliła w tylną część nóg słowackiego bramkarza. Kelemen nawet nie widział piłki, która po odbiciu od niego wpadła do siatki.

Co ciekawe, Marian Kelemen jest jednym z nielicznych bramkarzy, którzy grając w polskiej lidze, zaliczyli już gola we właściwą stronę. Kelemen zdobył go w ostatniej kolejce sezonu 2010/2011, kiedy Śląsk pokonał 5:0 Arkę Gdynia. Wrocławianie dzięki temu zwycięstwu zapewnili sobie wówczas wicemistrzostwo Polski. Kelemen przy stanie 4:0 w 85. min wykonywał rzut karny i pewnie trafił do siatki.