Finał piłkarskiego Pucharu Polski: Śląsk Wrocław ma szansę przejść do historii

Dla Śląska finałowy dwumecz z Legią to okazja nie tylko do zdobycia Pucharu Polski i trzeciego z rzędu awansu do europejskich pucharów. To szansa, by wejść do historii polskiego futbolu. Początek meczu we Wrocławiu dziś o godz. 18.30, relacja na wroclaw.sport.pl
W dziejach naszej piłki zdarzały się wprawdzie zespoły, które osiągały znacznie bardziej spektakularne wyniki niż obecny Śląsk. Trudno jednak byłoby znaleźć ekipę, która w ciągu czterech lat wygrałaby Puchar Ligi, wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, Superpuchar oraz Puchar Polski.

Wrocławianie tego właśnie mogą dokonać, a do kolekcji brakuje im jedynie ostatniego z wymienionych trofeów. Na drodze do niego drużynie trenera Stanislava Levego staje Legia Warszawa, czyli przeciwnik najtrudniejszy z możliwych. Warszawianie są liderem ekstraklasy, obrońcą Pucharu Polski oraz najlepszą obok Śląska krajową drużyną w ciągu ostatnich trzech sezonów. Paradoksem jest jednak fakt, że o ile we Wrocławiu ten okres będzie się kojarzył głównie z pozytywnymi zaskoczeniami i momentami radości, o tyle w stolicy głównie z rozczarowaniami i cierpieniem.

Dla Legii znacznie mniej liczy się bowiem fakt, że krajowy Puchar zdobyła dwa razy z rzędu, a w Lidze Europy udało jej się zajść do 1/16 finału. Warszawianie cierpią, bo mimo ogromnych inwestycji nie zdobyli mistrzostwa kraju, a co jeszcze gorsze - na finiszu poprzednich rozgrywek oddali prowadzenie w lidze i pozwolili zdobyć złoto właśnie Śląskowi. Dziś, kiedy znów w tabeli prowadzą, lecz za ich plecami czai się poznański Lech, jedyne, czego pragną, to to, by sytuacja znowu się nie powtórzyła.

Z Legią grać potrafią

Piłkarze mistrza Polski otwarcie mówią bowiem, że ich najważniejszym celem jest Puchar Polski. Oni trofeum wprost pożądają: w końcu od sukcesów, jeśli można odrobinę przesadzić, zdążyli się już uzależnić, poza tym do europejskich pucharów chcieliby awansować w wyniku własnych zwycięstw, a nie triumfów innych. Warto pamiętać, że pokonanie Legii w dwumeczu da Śląskowi pewne miejsce w Lidze Europy. W innym przypadku wrocławianie będą musieli wywalczyć je przez miejsce w lidze lub, o ironio, dzięki tytułowi mistrzowskiemu dla warszawian.

Podopieczni trenera Stanislava Levego w starciu z Legią faworytem nie są, ale z drugiej strony wcale nie stoją na straconej pozycji. W lidze obie drużyny dzieli wprawdzie 16-punktowa przepaść, ale teraz o wyniku rywalizacji zadecydują tylko albo aż dwa spotkania (rewanż 8 maja w Warszawie). O tym, że Śląsk może być w nich lepszy, przekonuje tak jego piłkarski potencjał, jak i analiza poprzednich spotkań obu ekip.

W ostatnich trzech sezonach (łącznie z trwającym) nie było bowiem w Polsce zespołu, który ogrywałby warszawian równie skutecznie jak wrocławianie. Legię udawało im się pokonać w każdych rozgrywkach przynajmniej raz, jeśli dodać zwycięstwo w karnych w Superpucharze Polski, to tylko w obecnym sezonie czynili to dwukrotnie. W grudniu we Wrocławiu Śląsk zagrał chyba najlepszy mecz pod wodzą trenera Levego i ograł rywali 1:0 po bramce Tomasza Jodłowca, który teraz gra w Legii.

W tamtym spotkaniu mistrzowie Polski chyba jedyny raz w sezonie byli w stanie rzeczywiście wyzbyć się swoich słabości i przede wszystkim naprawdę dobrze bronili. Teraz będą musieli to robić jeszcze lepiej, bo siła ofensywna rywali, choćby po transferze Wladimera Dwaliszwiliego, dodatkowo się zwiększyła. Ze względu na formę dwumeczu ciekawe będzie również to, jak oba zespoły poradzą sobie z faktycznymi i możliwymi osłabieniami za kartki. W pierwszym pojedynku nie zagrają na pewno pauzujący Janusz Gol z Legii i Adam Kokoszka ze Śląska, ale podobną karą w rewanżu zagrożonych jest aż 14 zawodników - sześciu z Legii i ośmiu ze Śląska.

Czekamy na widowisko

Dla Śląska dwumecz z Legią ma jeszcze jeden wymiar. Dla wrocławian z jednej strony będzie to koniec pewnej ery, z drugiej ważny element budowania zespołu na przyszłość. Rywalizacja z warszawianami to ostatnie wielkie wyzwanie tej drużyny w tym kształcie, przede wszystkim dlatego, że po sezonie najprawdopodobniej odejdzie lider i kapitan Sebastian Mila. Z nim mogą odejść też defensywny pomocnik Rok Elsner czy skrzydłowy Piotr Ćwielong.

Przyszłość klubu z Wrocławia przy tym poziomie napięcia między właścicielami, czyli grupą Polsat, a miastem Wrocław wciąż pozostaje wprawdzie ogromną niewiadomą, ale niemal pewne jest, że ową przyszłość łatwiej będzie budować w oparciu na kolejnym sukcesie. Taki mechanizm w przypadku Śląska obserwujemy od sezonu wicemistrzowskiego, a można zaryzykować tezę, że gdyby nie tamten wynik, to dziś mistrz kraju wyglądałby zupełnie inaczej.

Każdy kolejny triumf pozwala klubowi pozostać na powierzchni, utrzymuje go w świadomości przedstawicieli biznesu i sprawia, że wciąż można przyciągnąć na stadion nowych kibiców. Na pojedynku Śląska z Legią może być ich nawet komplet 35 tys. (pojemność stadionu na to spotkanie została zmniejszona). Oby zobaczyli dobre widowisko. I wciąż jeszcze mistrzowski Śląsk.

Śląsk Wrocław - Legia Warszawa, czwartek, godz. 18.30, Stadion Miejski. Relacja w TVN Turbo i Orange Sport oraz na sport.pl

wrocław.sport.pl