Po pierwszym meczu finału PP: Śląsk jest słabszy od Legii i na Puchar nie zasługuje

Nadzieja umiera ostatnia - pocieszał się trener Śląska Stanislav Levy po porażce z Legią 0:2 w pierwszym finałowym meczu Pucharu Polski. Nadzieja na odwrócenie losów rywalizacji w rewanżu jest iluzoryczna - Śląsk piłkarsko jest słaby i na triumf w Pucharze nie zasługuje.
Znamienny był fakt, że tuż po meczu, analizując przebieg gry, piłkarze Śląska wypowiadali zdania w stylu: "Dopóki piłka w grze, dopóty wszystko jest możliwe", "Pojedziemy do Warszawy powalczyć i odrobić dwubramkową stratę". Chętniej mówili o przyszłości, o czekającym ich rewanżu, niż meczu, który przed chwilą się skończył.

I trudno im się dziwić. Bo co mądrego mogli powiedzieć? Że na stadion mistrza Polski przyjechała Legia, zabrała wrocławianom piłkę, nie dała w nią pograć i łatwo wygrała pierwsze spotkanie?

Porażka z Legią nie jest sportowym końcem Śląska. Jednak łatwość, z jaką Legia zdominowała wrocławski zespół, zaskoczyła nawet samych graczy mistrza Polski. We wrocławskim klubie od dawna podkreślano: w tym sezonie najważniejszy jest Puchar Polski, to nasz cel numer jeden. Przed finałem delikatnie, ale systematycznie pompowano balon nadziei i marzeń. Gracze mistrza kraju wyliczali sukcesy, jakie stały się ich udziałem w ostatnich latach, dodając, że z trofeów brakuje im tylko Pucharu Polski.

Balon nadziei szybko pękł. Legia zagrała we Wrocławiu osłabiona, bez kilku swoich ważnych zawodników - Ljuboji, Radovicia czy Wawrzyniaka. Mimo to pokazała Śląskowi miejsce w szeregu. Legia lepiej prezentowała się fizycznie, taktycznie, jej piłkarze stwarzali sobie liczne okazje strzeleckie i potrafili je wykorzystać. Goście dobrze prezentowali się jako zespół, ale mieli też kilka indywidualności, które zadecydowały o takim przebiegu spotkania.

W defensywie imponował wszechstronny Artur Jędrzejczyk, który często włączał się do akcji ofensywnych i stwarzał zagrożenie pod bramką Śląska. W pomocy młody Dominik Furman przy wsparciu Ivicy Vrdoljaka całkowicie wyłączył z gry Sebastiana Milę - mózg wrocławskiej ekipy. Innych zawodników nie trzeba było wyłączać. Niestety, taki Przemysław Kaźmierczak jest cieniem zawodnika z minionego sezonu.

Pierwszoplanowym bohaterem został jednak 35-letni napastnik Marek Saganowski. "Sagan" pokazał nie tylko graczom Śląska, ale również wrocławskim kibicom, jak powinien zachowywać się na boisku prawdziwy środkowy napastnik. W Śląsku grający na tej pozycji wyginęli już dawno temu.

Nie sztuką jest znęcać się dziś nad poszczególnymi zawodnikami Śląska. Przegrali, bo byli wyraźnie słabsi od rywala. To w sporcie normalne. Oczywiście pozostał spory niedosyt, choćby z powodu dość mizernej waleczności wrocławian. Przegrywając 0:2, Śląsk próbował odwrócić losy pojedynku, czynił to jednak bez specjalnej wiary. Wyglądało tak, jakby Legia, dominując piłkarsko i fizycznie, stłamsiła również wrocławian psychicznie. Rywale szybko odebrali im złudzenia, że w finale mogą jeszcze liczyć na cud. A ci bez wiary marzyli tylko, aby dotrwać do końca gry.

Obiektywnie oceniając, w takiej dyspozycji Śląsk nie zasługuje na żadne trofea. Wiosną drużyna gra nierówno, chimerycznie. Jest absolutnie nieprzewidywalna, a to nie charakteryzuje klasowych zespołów. Niepokojąco wielu piłkarzy przechodzi wyraźny kryzys formy, co dodatkowo obniża potencjał ekipy.

Osobną kwestią są napastnicy. Śląsk nie posiada dziś żadnego zawodnika w ataku, który byłby przynajmniej ligowym średniakiem. Bez graczy w tej formacji w dłuższej perspektywie się nie da. To tak, jakby rajdowiec wyjeżdżał na trasę wyścigu z dziurawą oponą.

Przed środowym rewanżem w Warszawie Śląsk ma iluzoryczne szanse na odwrócenie losów rywalizacji i zdobycie Pucharu. Ale przegrany Puchar z Legią nie będzie raczej największym zmartwieniem wrocławskiego klubu. Żyjąc nadzieją sukcesu, wierząc w kolejny triumf tej ekipy, większość kibiców zapomniała o kluczowych problemach Śląska - kłopotach finansowych, o sporach właścicieli, o niejasnej przyszłości aktualnego wciąż mistrza Polski.

Zdecydowanie łatwiej przewidzieć rozstrzygnięcie rywalizacji w Pucharze Polski z Legią niż to, co wydarzy się w Śląsku w kolejnych tygodniach.