Poziom polskiego futbolu ligowego sięgnął dna: Tak źle jeszcze nigdy nie było

Fakt, że słaby Śląsk Wrocław zajmuje trzecie miejsce w ekstraklasie to dowód, iż poziom ligowej piłki nożnej w Polsce sięgnął dna. Podziwiać należy tylko wytrwałość kibiców, którzy chcą to amatorstwo jeszcze oglądać
Śląsk zagrał z Pogonią Szczecin jeden z najsłabszych meczów od wielu miesięcy. Rywale też prezentowali żenujący poziom - w efekcie mecz stał na dramatycznie słabym poziomie. Po spotkaniu krytycznie oceniano przed wszystkim postawę mistrzów Polski, zarzucając wrocławianom brak pomysłu na grę, chaos, słabą dynamikę akcji, porażająca nieporadność w ofensywie.

Piłkarze Śląska, broniąc się, tłumaczyli, że drużyna w tym sezonie rozegrała wiele meczów i zawodnicy odczuwają zmęczenie. Dodawali, że nie liczy się piękno gry, tylko punkty. A Śląsk wywalczył z Pogonią komplet i awansował na trzecie miejsce w tabeli.

Są gorsi od Śląska

Problem jest jednak głębszy i poważniejszy. Tu nie chodzi o krytykowanie Śląska i podważanie sportowych sukcesów tej ekipy. Bo fakty i sportowa matematyka są proste - po 25 kolejkach sezonu Śląsk ma 40 punktów i zajmuje trzecie miejsce w tabeli.

Śląsk jest słaby? Owszem, drużyna ostatnio nie powala swoją grą na kolana. Ale co w takim razie trzeba powiedzieć o trzynastu innych klubach, które zgromadziły mniej punktów od wrocławian i są w tabeli niżej od nich? Że jeśli Śląsk jest słaby, to drużyny zajmujące niższą pozycję są beznadziejnie?

Niestety, prawda o polskim futbolu klubowym jest bolesna i smutna. Poziom polskiej piłkarskiej ekstraklasy jest żenująco niski i pogarsza się z każdym sezonem. Tak źle nie było chyba jeszcze nigdy w historii - tego po prostu nie da się oglądać. I stwierdzam to z wielkim smutkiem, a nie złośliwą satysfakcją. A krytyka Śląska jest tylko elementem większej całości naszego ligowego futbolu. To, że mizerny Śląsk zajmuje trzecie miejsce, świadczy o potencjale tej ligi.

Kibic na mękach

W Polsce wymyślono reformę ligi. Meczów będzie teraz o kilkadziesiąt więcej. Polscy piłkarze rzeczywiście muszą grać więcej, ale czy rzeczywiście taka reforma podniesie poziom naszego futbolu? Czy dla samego faktu, że w sezonie Legia z Lechem zagrają o jeden mecz więcej, trzeba wprowadzać właśnie taka reformę, która zwiększy liczbę meczów słabeuszy? A co będzie, jak kibice nie będą mogli dłużej patrzeć na to amatorstwo, odwrócą się od rozgrywek i przestaną chodzić na beznadziejnie słabą kopaninę?

Czasami, gdy na boisko wprowadzany jest zawodnik z ławki rezerwowych, widać jak trener lub jego asystenci tłumaczą mu jak ma grać. Pokazują w specjalnych notatnikach trenera kartki z rozrysowanymi schematami rozgrywania stałych fragmentów gry, rozwiązań w ofensywie czy w defensywie. To normalne, taktyczne wskazówki.

Wiecznie młode beztalencia

Problem w tym, że wielu z naszych piłkarzy na boisku prezentuje się tak, jakby miało ogromne kłopoty z podstawami gry w futbol: z przyjęciem piłki, podaniem na kilka metrów, wyjściem na pozycję, uderzeniem piłki głową. Oni nie mają podstaw, a wymaga się od nich realizowania skomplikowanych schematów taktycznych. To tak, jakby od analfabety wymagać, aby czytał Szekspira w oryginale.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Z naszej ligi błyskawicznie "wyciągani" są najzdolniejsi piłkarze już ograni, tacy jak Lewandowski, Piszczek czy Błaszczykowski. Poza tym skauci z zagranicznych lig transferowali z Polski zawodników dobrze się zapowiadających: Sobiecha, Milika czy Rybusa, a nawet takich, którzy w ekstraklasie nie zdążyli zadebiutować, jak Zieliński z Udinese czy Horoszkiewicz z Herthy.

Zostają przeciętniacy, starzy wyjadacze i "wiecznie młodzi", którzy nie mają talentu. Ale na polską kopaninę się nadają. I jest tak, że "wiecznie młody" 22-letni napastnik w barwach mistrza Polski debiutuje w ekstraklasie. Wiele można zrzucić na tremę, na zły dzień. Ale pewnych rzeczy oszukać się da. Piłkarsko 22-latek nie umie praktycznie nic. Jest niby napastnikiem, ale kompletnie nie ma instynktu napastnika, ma 195 centymetrów wzrostu, ale nie skacze go główek, więc pewnie kiepsko gra w powietrzu. Na ziemi też słabo. Jak w PRL brakowało czekolady, sprzedawano wyroby czekoladopodobne. Teraz mamy wyroby piłkarskopodobne.

Dobry na mistrza Polski

I, aby nie było niejasności: zawodnik (nazwisko nieważne) jest w tym wszystkim najmniej winny. Przecież w wieku trampkarza czy juniora ktoś go szkolił, uczył podstaw futbolu. W wielu europejskich klubach ostrą sportową selekcję prowadzi się już wśród nastolatków. Tam często skreśla się już 14-latków, zaznaczając, że nie nadają się do zawodowego futbolu. U nas o piłkarzach dwudziestokilkuletnich zdarza się mówić, że to perspektywiczny, młody gracz. I zatrudnia w klubie, który jest mistrzem Polski.

A potem mamy takie mecze jak ten niedzielny Śląska z Pogonią. Czy dziesiątki na innych naszych stadionach. Mecze, po których nie ma się więcej ochoty oglądać polskiej ligi.