Śląsk bez licencji na europejskie puchary: PZPN piętnuje patologię we wrocławskim klubie

Dość prowizorki w finansowaniu Śląska - tak powinniśmy rozumieć decyzję Komisji Licencyjnej PZPN. Jeśli dzięki temu właściciele się opamiętają, trudno o lepszy prezent dla klubu.
Na teraz sytuacja wygląda tak, że Śląsk - nawet jeśli zakwalifikuje się do Ligi Europy, to w przyszłym sezonie nie będzie miał prawa w niej wystąpić. PZPN postanowił tak po zbadaniu sytuacji finansowej klubu.

Na decyzję związku po kibicowsku można się oczywiście złościć, ale lepiej przyznać, że jest ona sprawiedliwa i poniekąd oczywista. O tym, że wrocławski klub funkcjonuje na dziwnych zasadach, pisaliśmy w "Gazecie" od wielu miesięcy. Komisja Licencyjna wszystkie nasze wątpliwości potwierdziła. I uznała, że Śląsk w takich okolicznościach po prostu w europejskich pucharach wystąpić nie może.

Jej werdykt to cios wizerunkowy dla klubu, ale przede wszystkim ostra krytyka pod adresem właścicieli drużyny, czyli grupy Polsat, miasta Wrocław, a także ludzi, którzy Śląskiem zarządzają.

Pierwszym ważnym powodem, dla którego wrocławianie na razie licencji nie dostali, jest fakt, że w ich planie finansowym wydatki zdecydowanie przewyższają przychody. Śląsk w obliczu walki o mistrzostwo zakontraktował zbyt wielu piłkarzy za zbyt duże pieniądze i teraz po prostu nie ma im z czego zapłacić. Mimo kolejnych pożyczek pieniądze kończą się więc w zastraszającym tempie.

Kolejnym problemem podkreślonym przez komisję jest to, że miasto i grupa Polsat od wielu miesięcy nie potrafią się porozumieć w kwestii dalszego finansowania klubu. W efekcie Śląsk działa od przypadku do przypadku, od pożyczki do pożyczki, a porozumienia, ani dalszego planu rozwoju tak naprawdę nie ma.

Największym ciosem dla samego miasta jest to, że wrocławianie nie dostali licencji na grę w pucharach także dlatego, że niedawno miasto podało klub do sądu, domagając się zwrotu 12 mln zł pożyczki, jakiej ratusz udzielił mu w roku 2012. Wówczas Wrocław przekazał 6 mln zł za siebie i 6 mln zł za Zygmunta Solorza. Przedstawiciele miasta tłumaczą, że zwrotu pożyczki domagać się muszą, ale tak naprawdę klubowi krzywdy zrobić nie chcą. Krzysztof Sachs, przewodniczący Komisji Licencyjnej, skomentował to znamiennymi słowami: - Jeśli interpretować fakty takimi, jakimi one są, a nie jak są tłumaczone, to fakty stoją w sprzeczności z intencją dalszego finansowania klubu.

Werdykt Komisji Licencyjnej PZPN ma jednoznaczny wydźwięk: dość prowizorki w Śląsku. Jeśli wrocławianie chcą otrzymać licencję na grę w pucharach (a mają taką możliwość, bo ich odwołanie zostanie rozpatrzone do 28 maja), to ich sytuacja musi się szybko zmienić. Polsat i miasto muszą jednoznacznie zadeklarować, że chcą dawać pieniądze na klub, oraz uniezależnić to od własnych skomplikowanych rozliczeń.

Przedstawiciele Wrocławia i Zygmunta Solorza powinni więc przełamać długotrwały impas, zacząć ze sobą rozmawiać i w ekspresowym tempie załatwić sprawy, które pozostały nierozwiązane od miesięcy. Inaczej właściciele będą wprost winni temu, że Śląsk w pucharach nie zagra.

Chyba że stanie się coś nadzwyczajnego i w tej krytycznej sytuacji właściciele się w końcu porozumieją. Wówczas Komisji Licencji Klubowych PZPN trzeba będzie wysłać specjalne podziękowania. Bo takie porozumienie byłoby dla Śląska czymś bardziej cennym niż potencjalny awans w tym sezonie do Ligi Europy.