Ryszard Tarasiewicz będzie musiał oddać Śląskowi prawie 1,5 mln zł? W sądzie klub górą

Sąd apelacyjny uznał, że komornik nie powinien ściągnąć z kont Śląska Wrocław prawie 1,5 mln zł odszkodowania, które otrzymał od klubu trener Ryszard Tarasiewicz. Czy to oznacza, że szkoleniowiec będzie musiał pieniądze oddać?
We wtorek odbyła się kolejna odsłona konfliktu pomiędzy Śląskiem Wrocław a jego byłym trenerem. Tym razem, po raz pierwszy, satysfakcję mogli poczuć jednak wrocławscy działacze. Do tej pory przegrali oni bowiem ze swoim byłym szkoleniowcem wszystkie spory. Najpierw PZPN rozwiązał kontrakt Tarasiewicza z winy klubu, potem sąd polubowny przy związku przyznał mu prawie 1,5 mln zł odszkodowania, aż w końcu komornik ściągnął klubowi te pieniądze z konta. Te okazuje się, Sąd Okręgowy we Wrocławiu nie powinien był nakładać klauzuli wykonalności na wyrok piłkarskiego sądu polubownego. Tak uznał sąd apelacyjny. - Sąd uznał nasze racje, które od początku tej sprawy podnosiliśmy. To oznacza, że Ryszard Tarasiewicz nie powinien był otrzymać od nas tych pieniędzy i one są w istocie pieniędzmi Śląska - mówi rzecznik klubu Michał Mazur. Czy to oznacza, że szkoleniowiec będzie musiał przelane środki oddać? - Będziemy to analizować. Czekamy również na wyrok drugiej instancji w sprawie tego, czy sąd polubowny mógł w ogóle się sprawą Tarasiewcza zajmować, skoro w naszej umowie ze szkoleniowcem nie było takiego zapisu - tłumaczy Mazur.

Zdaniem Marcina Kwietnia, który reprezentował Tarasiewicza, trener pieniędzy nie będzie musiał oddawać. Przynajmniej na razie. - Tak naprawdę wyrok sądu apelacyjnego to przysłowiowa musztarda po obiedzie. Miałby znaczenie, gdyby egzekucja komornicza jeszcze trwała, a przecież jest już zakończona. Żeby trener musiał zwrócić pieniądze, musiałby zostać spełnione dwa warunki. Najpierw sąd powszechny musiałby orzec, że sąd polubowny przy PZPN nie mógł się sprawą zajmować, a dopiero potem Śląsk musiałby wystąpić z osobnym powództwem wobec trenera - opisuje Kwiecień.

W jego ocenie cała procedura zajmie kilka lat.

Spór Ryszarda Tarasiewicza ze Śląskiem trwa tak naprawdę od 2010 roku. Wówczas szkoleniowiec został odsunięty od prowadzenia drużyny, a zastąpił go Orest Lenczyk, który zdobył z drużyną wicemistrzostwo, mistrzostwo i Superpuchar Polski. Śląsk nie zwolnił jednak Tarasiewicza, a jedynie go zawiesił. Klub nie chciał płacić trenerowi odszkodowania za zerwanie kontaktu, który obowiązywał do czerwca 2012 roku. Ostatecznie mistrzowie Polski musieli jednak spłacić szkoleniowca, a popularny Taraś dostał od klubu prawie 1,5 mln zł. Sprawa jest w sądzie.