Negocjacje miliardera z władzami Wrocławia: Solorz jednak wykupi piłkarski Śląsk?

Miliarder Zygmunt Solorz oraz prezydent Rafał Dutkiewicz w tajemnicy negocjują warunki, na których biznesmen odkupiłby od miasta udziały w piłkarskim Śląsku. Biznesmen praktycznie w całości przejąłby finansowanie drużyny, ale stawia konkretne warunki.
Zygmunt Solorz już miał definitywnie wycofać się ze Śląska. Konsekwentnie podkreślał, że dłużej nie zamierza wydawać pieniędzy na drużynę.

Od początku 2012 r. nie finansował zespołu, gdyż wygasła umowa, która zobowiązywała obydwu właścicieli do utrzymywania klubu. Pieniądze przekazywało tylko miasto, co doprowadziło do otwartego konfliktu między współwłaścicielami. W Śląsku Solorz ma 51 proc. udziałów, miasto - 49 proc.

Tajne rozmowy

Jednak od kilkunastu dni prowadzone są tajne rozmowy, które mogą całkowicie zmienić sytuację w Śląsku. Wbrew rozpowszechnianym oficjalnie informacjom to nie miasto chce odkupić Śląsk od Solorza. To miliarder miałby wykupić większość udziałów miasta w spółce piłkarskiej i praktycznie w całości przejąć klub oraz ciężar jego utrzymywania. Informację tę potwierdziliśmy w dwóch bardzo wiarygodnych źródłach, które zastrzegły sobie anonimowość.

Pierwszym sygnałem wskazującym na to, że biznesmen nie sprzeda swoich udziałów w klubie i zamierza go współfinansować, był moment, gdy Komisja Licencyjna PZPN nie przyznała Śląskowi licencji na grę w europejskich pucharach. W uzasadnieniu podkreślano niepewne źródła finansowania klubu i spory między właścicielami.

Solorz zostanie w futbolu?

Solorz oraz władze Wrocławia zareagowały natychmiast, zapewniając, że bez względu na wszystko będą utrzymywać drużynę. Pisaliśmy o tym w tekstach "Europa dla Śląska?" i "Solorz wraca do Śląska".

Wówczas właściciele przedstawili oświadczenie, które wysłali do PZPN. Napisali w nim: "Pomiędzy dwoma głównymi akcjonariuszami spółki WKS Śląsk Wrocław SA toczą się negocjacje dotyczące przyszłej struktury właścicielskiej. Negocjacje są trudne i mogą być długotrwałe. Niezależnie od tego obaj akcjonariusze pragną zapewnić, że nie doprowadzą do utraty płynności finansowej przez WKS Śląsk Wrocław".

W oświadczeniu większość obserwatorów zwróciła uwagę na wątek zapewnienia gwarancji finansowych. Jednak kluczowe było tam sformułowanie: "negocjacje dotyczące przyszłej struktury właścicielskiej". W tym zdaniu kryje się właśnie tajemnica negocjacji dotyczących całkowitego przejęcia klubu przez biznesmena. Kilka dni później doszło do bezpośredniego spotkania prezydenta Rafała Dutkiewicza z Zygmuntem Solorzem. Jednak obydwie strony odmówiły komentarza na temat szczegółów rozmów.

Warunki biznesmena

Wiemy, że Solorz proponuje miastu odkupienie większości udziałów w klubie, ale stawia warunki. Miliarder nie zamierza tylko dokładać do piłkarzy, chce to połączyć z biznesem, który zapewniłby mu zysk.

Solorz na działce obok Stadionu Miejskiego planuje postawić halę widowiskowo-sportową na prawie 20 tysięcy widzów. Należąca do biznesmena telewizja Polsat często transmituje gale sztuk walk i stacja miałaby własny nowoczesny obiekt, w którym mogłaby organizować takie imprezy czy koncerty muzyczne.

Przypomnijmy, że na tym gruncie Solorz wcześniej chciał zbudować galerię handlową, z której zyski miały utrzymywać Śląsk. Ostatecznie galeria nie powstała. Odebranie tej działki Solorzowi przez miasto było początkiem wzajemnego konfliktu.

Działka w cenie 80 mln zł dwa razy była wystawiona przez miasto na sprzedaż, ale nikt nie stanął do przetargu. Teraz cenę obniżono do 68 mln zł, jednak i ta cena jest astronomiczna, więc negocjacje Solorza z władzami Wrocławia trwają.

Czyj będzie stadion?

Wiemy również, że przedmiotem negocjacji jest ewentualne przejęcie przez Śląsk zarządzania Stadionem Miejskim. Przynajmniej w części. Dziś Śląsk wynajmuje obiekt na mecze od miejskiej spółki Wrocław 2012. Od początku gry wrocławskiej drużyny na tym obiekcie osoby związane z Solorzem miały zastrzeżenia do pewnych rozwiązań. Największe dotyczyły tego, że to Wrocław 2012 sprzedaje ekskluzywne, najdroższe loże na mecze Śląska, a klub nie otrzymuje z tego żadnych pieniędzy.

Rozmowy Zygmunta Solorza z władzami Wrocławia nie są łatwe dla żadnej ze stron. Nie bez przyczyny we wspólnym oświadczeniu obydwaj właściciele podkreślali: "Negocjacje są trudne i mogą być długotrwałe", choć nie określili dokładnie, czego dotyczą.

Pewne jest, że władze Wrocławia są już zmęczone ciągłym finansowaniem drużyny piłkarskiej. Na ten cel przeznaczono już ponad 30 mln zł, a klub i tak ma spore zaległości wobec piłkarzy i problemy z bieżącą działalnością. Wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli miasta, sugerujące, że odkupią klub od Solorza i sprzedadzą innemu inwestorowi, były tylko pobożnymi życzeniami. Nie było i nie ma chętnych na przejście Śląska.

Największy opór miasta dotyczy kwestii zarządzania Stadionem Miejskim. W tym wypadku ratusz jest w arcytrudnej sytuacji. Miasto spłaca rocznie około 45 mln zł kredytu zaciągniętego na inwestycję i pokrywa straty spółki Wrocław 2012, które w tym roku wyniosą prawie 20 mln zł. Utrzymuje też Śląsk. W efekcie wydatki na Wrocław 2012 i Śląsk są bardzo duże. Miasto musi szukać jakiegoś rozwiązania, które pozwoli mu zaoszczędzić część z tych milionów.

Trudno przewidzieć, czy obydwie strony dojdą do porozumienia. Wszystko potrwa na pewno kilka tygodni. A może jeszcze dłużej.