Napastnik Śląska Wrocław otarł się o śmierć

- Dwa-trzy dni więcej i mógłbym już nie żyć. To było straszne, ale teraz wiem, że każdy dzień jest ważny - powiedział w ?Fakcie? o swoich problemach zdrowotnych sprzed kilku lat w napastnik Śląska Wrocław, Łukasz Gikiewicz.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Gikiewicz udzielił tabloidowi obszernego wywiadu. Opowiedział w nim, że kilka lat temu przeszedł ciężką i skomplikowaną operację wyrostka i był bardzo bliski śmierci. Napastnik Śląska doskonale pamięta dzień, w którym nie tylko na włosku zawisła jego kariera, ale także życie.

- Dwa-trzy dni więcej i mógłbym już nie żyć - mówi Gikiewicz. - Byłem wtedy w Suwałkach i podczas gry zabolał mnie brzuch. Organizm sportowca dłużej się broni, stąd aż tak nie odczuwałem tego bólu. Minęły trzy-cztery dni, a ja nie mogłem normalnie korzystać z toalety. Taki ból. W klubie nie wiedzieli, co to jest - opowiada.

Dalej kontynuuje: - Chcieli ciąć mnie wzdłuż klatki piersiowej, nie zgodziłem się na to. To była decyzja na własną odpowiedzialność. Pojechałem stamtąd do Olsztyna, gdzie w końcu powiedzieli mi, co dolega. Operowali mnie cztery godziny, schudłem 30 kilogramów. Jelita były w koszmarnym stanie. Uczyłem się chodzić od nowa, bo byłem tak chudy.

Gikiewicz przyznaje, że ta sytuacja miała na niego ogromny wpływ i bardzo go zmieniła. I nie chodzi tu tylko o zmianę nawyków żywieniowych - musi mieć specjalną dietę i nie może pić alkoholu. - To było straszne, ale teraz wiem, że każdy dzień jest ważny. Cieszę się z każdej minuty spędzonej na boisku - przyznaje.

Cały wywiad z napastnikiem Śląska przeczytasz tutaj.