Sport.pl

Piłkarzy Śląska Wrocław brąz z nutą wstydu

Śląsk w kompromitującym stylu przegrał z Legią w Warszawie 0:5, ale zdobył brązowy medal mistrzostw Polski. Wrocławianie zawdzięczają to zarówno własnej postawie w sezonie, jak i porażce Piasta ze zdegradowanym Bełchatowem.
W poprzednich dwóch sezonach Śląsk po ostatniej kolejce zawsze był w euforii, bo na zakończenie rozgrywek wygrywał z Arką Gdynia oraz Wisłą Kraków, gwarantując sobie odpowiednio srebro i złoto. Teraz wrocławianie zdobyli brąz, choć już w zupełnie innych okolicznościach.

Podopieczni trenera Stanislava Levego na podium utrzymali się dzięki niespodziewanej porażce Piasta Gliwice u siebie ze zdegradowanym ostatecznie GKS Bełchatów 2:3. Sami w ostatnim meczu sezonu zostali zaś zdeklasowani przez nowego mistrza kraju - Legię Warszawa.

Wrocławianie po pierwszej połowie przegrywali w stolicy już 0:4. Śląsk zmarnował kilka okazji w pierwszym kwadransie, a potem na boisku niepodzielnie panowali warszawianie. W ciągu dwóch minut dwie bramki dla Legii zdobył Marek Saganowski, a później było jeszcze gorzej. Podopieczni trenera Levego w destrukcji w zasadzie nie istnieli, a brzemienny w skutkach okazał się brak kontuzjowanego defensywnego pomocnika Marcina Kowalczyka. W drugiej linii w odbiór nie angażowali się ani środkowi pomocnicy: Sebastian Mila, Mateusz Cetnarski i Dalibor Stevanović, ani skrzydłowi: Piotr Ćwielong i Waldemar Sobota. Efekt był taki, że niemal po każdej stracie warszawianie stwarzali sobie znakomite sytuacje i po 45 minutach mogli prowadzić nawet 6:0. Prowadzili czterema bramkami, bo kolejne trafienia dołożyli znów Saganowski z karnego i Michał Kucharczyk. Po półgodzinie trener Levy przyznał się do błędu w zestawieniu zespołu i za ofensywnego Cetnarskiego wprowadził defensywnego Kaźmierczaka. Było już jednak za późno. Wrocławianie jeszcze jedną bramkę stracili w drugiej połowie, kiedy piłkę Miroslavowi Radoviciowi wyłożył Kosecki.

Wobec takiego wyniku Śląsk musiał nasłuchiwać wyniku z Gliwic i dobrych wieści się doczekał. Wrocławianie dzięki porażce Piasta już na Pepsi Arenie mogli bowiem odbierać brązowe medale. Medale, na które zapracowali w całym sezonie, choć niewątpliwie błędów czy nawet kompromitacji się nie ustrzegli. Nie da się jednak nie zauważyć, że drużyna mimo wielu trudności doszła do finału krajowego pucharu, a teraz dołożyła jeszcze miejsce na podium. Na miejsce w eliminacjach Ligi Europy niewątpliwie więc zapracowała. Śląsk znacznie wprawdzie odstawał od pierwszej Legii i drugiego Lecha, ale spośród drużyn aspirujących do ostatniego medalu był najlepszy. Teraz wrocławian czeka praca nad stworzeniem nowej drużyny, takiej, której nie będzie wstyd pokazać w Europie. Na pewno nie będzie w niej Kowalczyka, który odszedł do Rosji, może nie być też bramkarza Mariana Kelemena. Według informacji telewizji Polsat Słowak ma bowiem przenieść się do niemieckiego VFL Bochum za 400 tys. euro. Jakie będą dalsze zmiany, trudno powiedzieć, bo wiele zależy od sytuacji właścicielskiej i tego, czy ostatecznie klub przejmie Zygmunt Solorz.

Jedno jest pewne. Po ostatnim, mistrzowskim sezonie były już trener wrocławian Orest Lenczyk mówił, że Śląsk musi zrobić wszystko, aby nawet w wypadku braku złota nie upadł na pysk, tylko podtrzymał się kolanem. Wrocławianie są po tym sezonie poobijani, siniaków mają bez liku, ale wciąż stoją prosto. Oby jak najdłużej.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 5:0 (4:0)

Bramki: 1:0 Marek Saganowski (13.), 2:0 Marek Saganowski (15.), 3:0 Marek Saganowski (32. - rzut karny), 4:0 Michał Kucharczyk (39.), 5:0 Miroslav Radović (62.).

Legia: Kuciak, Rzeźniczak (46. Bereszyński), Choto (77. Żewłakow), Astiz, Brzyski, Jodłowiec, Furman, Kucharczyk, Radović, Kosecki Ż, Saganowski (72. Ljuboja).

Śląsk: R. Gikiewicz, Ostrowski (46. Pawelec), Grodzicki, Kokoszka, Socha Ż, Cetnarski (34.Kaźmierczak), Stevanović, Ćwielong, Mila (66. Patejuk), Sobota, Gikiewicz Ż.

Więcej o:
Komentarze (1)
Piłkarzy Śląska Wrocław brąz z nutą wstydu
Zaloguj się
  • llaz

    Oceniono 8 razy 8

    Śląsk w tym meczu dołączył się do celebracji tytułu przez gospodarzy, nie za bardzo chcieli im przeszkodzić. Takiego Stevanovica to prosze odstrzelić z trybem natychmiastowym. Przy 4 golu pilkarze gospodarzy kluczowe podanie zagrywają mu pod nosem, bez jego reakcji, przy 5 golu Radovic na 11 metrze dostaje pilkę i spokojnie przymierza, natomiast Słoweniec stoi na 16 metrze za Radovicem i się tylko przygląda. Cetnarski z głową w chmurach , błąd za błędem, itd.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX