Najlepszy piłkarz, największy spryciarz, największe rozczarowanie. Subiektywne podsumowanie sezonu Śląska Wrocław

Kto najlepszym, a kto najgorszym piłkarzem sezonu. Kto największym spryciarzem, a kto zanotował największą wpadkę. Tego wszystkiego dowiesz się z subiektywnego podsumowania sezonu Śląska Wrocław.
Śląsk zakończył już rozgrywki piłkarskiej ekstraklasy. Zakończył sukcesem w postaci trzeciego miejsca w lidze i awansu do Ligi Europy. Poza tym wrocławianie zakwalifikowali się do finału Pucharu Polski, gdzie w dwumeczu ulegli Legii Warszawa. Oto subiektywne podsumowanie ich dokonań.

Najlepszy piłkarz: Sebastian Mila

Dla kapitana Śląska Wrocław to był dziwny sezon. Zaczął się od kilku meczów pauzy, był przeplatany słabszą formą i ciągnącą się niemal w nieskończoność "zimną wojną" o kontrakt, a zakończył przedłużeniem umowy. Mimo tych perturbacji Mila wciąż okazuje się dla drużyny bezcenny. Nawet grając w mniejszej liczbie spotkań został najlepszym podającym całej ligi (13 asyst) i drugim strzelcem zespołu (7 goli).

Gdyby więc nie rozgrywający Śląska, to wrocławianie mieliby na swoim koncie aż o 20 goli mniej. Gdy dodamy do tego znakomite występy przeciwko Wiśle w półfinale Pucharu Polski oraz fakt, że Mila miał udział przy każdej bramce zespołu w europejskich pucharach, to wniosek może być tylko jeden: to absolutnie najlepszy grać Śląska w medalowym sezonie.

Najgorszy piłkarz: Dalibor Stevanović

Wybór niewdzięczny z wielu powodów. Po pierwsze, nie jest przyjemnie nadawać komuś tego rodzaju łatkę. Po drugie, trudno porównać zawodników, którzy na boisku pojawiali się ledwie na chwilę (np. obrońca Marek Wasiluk czy Jakub Więzik) i tych, którzy grali bardzo często, jak np. właśnie Dalibor Stevanović. Po trzecie, wspominany Słoweniec końcówkę sezonu miał w miarę udaną: strzelił ważną bramkę w Krakowie w półfinale Pucharu Polski, wbił dwa gole Piastowi w Gliwicach. Skąd więc takie rozstrzygnięcie?

Dalibor Stevanović w wielu meczach był po prostu najsłabszym piłkarzem drużyny, a że grał w wielu spotkaniach, to jego niemoc widać na tle kolegów najwyraźniej. Poza tym Słoweniec naprawdę nie ma nawyków defensywnego pomocnika i w odbiorze jest słabiutki. W ofensywie też nie dawał drużynie tyle, ile można by od niego wymagać. Piłkarz oczywiście może wykonywać rozmaite gesty w kierunku dziennikarzy, wyzłośliwiać się i twierdzić, że nie znają się na piłce, bo w nią nie grali. Proponuje jednak, by wsłuchał się w opinie ludzi, którzy albo w polskim futbolu coś osiągnęli (patrz były kapitan reprezentacji Waldemar Prusik czy gwiazda Legii - Wojciech Kowalczyk), albo prowadzili dość sporą ilość drużyn ligowych (patrz trener Romuald Szukiełowicz). Nie jest przypadkiem, że gra Słoweńca przez większość sezonu była po prostu miażdżona.

Najlepszy transfer: Marcin Kowalczyk

Przychodził do Śląska jako boczny obrońca, kończył sezon na pozycji defensywnego pomocnika. Na każdej pozycji (był jeszcze stoperem) solidny, na boisku rzetelny, pod koniec rozgrywek okazał się zawodnikiem, którego trener Stanislav Levy zdawał się poszukiwać. Kowalczyk prezentował bardzo równą formę, we Wrocławiu sportowo się odbudował, a to wszystko zaowocowało powołaniem do kadry (nie pojechał na zgrupowanie przez kontuzje) oraz transferem do Rosji. Szkoda tylko, że "Kowal" odchodzi ze Śląska w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Jest to raczej rozstanie bez klasy.

Najgorszy transfer: Sylwester Patejuk

Miał solidnego konkurenta w postaci Erica Moulounguiego, ale jednak Gabończyk grał krócej i dał drużynie nieco więcej. Patejuk wyraźnie przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Piotrem Ćwielongiem i Waldemarem Sobotą, choć nie był w niej wcale na straconej pozycji. Skrzydłowy Podbeskidzia przychodził do Śląska z reputacją dość zaskakującego objawienia ligi, gracza szybkiego, z niezłym uderzeniem. Niestety, dotąd ze swoich walorów pokazał niewiele. Okazało się, że były gracz Podbeskidzia niezbyt nadaje się do ataku pozycyjnego, rywalom do miejsca w składzie ustępuje pod względem techniki. Gol z Hanoverem i z Wisłą Kraków to trochę za mało.

Największe objawienie: Piotr Ćwielong

Bezapelacyjnie. Zaczynał i kończy sezon, będąc w pewnym sensie na wylocie ze Śląska. Tyle że na początku jako zawodnik niechciany, teraz jako piłkarz trudny do zatrzymania i mogący przebierać w ofertach. Ćwielong ma za sobą najlepszą rundę w życiu - został najlepszym strzelcem zespołu (8 goli), zdobył dla niego masę ważnych bramek, w ofensywie prezentował skuteczność dotąd niespotykaną. Jeśli odejdzie, będzie to ogromna strata dla drużyny, ale też cios w koncepcję lansowaną przez trenera Levyego.

Największe rozczarowanie: Rafał Grodzicki

Grodzicki przeszedł Ruchu Chorzów, czyli ekipy wicemistrza Polski, jako gracz mający stać się filarem wrocławskiej defensywy. Niestety, owym filarem nie był w zasadzie do końca sezonu. Owszem, w jego końcówce zdarzały mu się spotkania niezłe czy poprawne, ale wciąż nie zamazuje to obrazu całości. Słabej całości. Grodzicki przegrał rywalizację o miejsce w składzie kolejno z Kowalczykiem i Jodłowcem, a potem nawet Wasilukiem i Kokoszką. W jedenastce grał dopiero wówczas, kiedy do linii pomocy przesunięto Kowalczyka.

Najlepszy mecz: z Legią w Warszawie w finale Pucharu Polski 1:0

Były w minionym sezonie mecze, które Śląsk wygrywał wyżej. W żadnym jednak nie udało mu się zdominować tak bardzo tak silnego rywala. I to w sposób mimo wszystko zaskakujący. Kiedy na mecz w Warszawie wrocławianie wyszli bez napastnika, w rezerwie mając głównie graczy z Młodej Ekstraklasy, to wydawało się, że finał Pucharu Polski po porażce u siebie 0:2 oddali niemal walkowerem. Nic z tych rzeczy. Śląsk taktycznie zagrał najlepszy mecz w sezonie, zwyciężył zasłużenie, zasłużył na uznanie. Po takim meczu naprawdę można było użyć hasła "Chwała zwyciężonym".

Najgorszy mecz: z Legią w Warszawie 0:5

Niby wynik osłodził ostatecznie brązowy medal, ale fakt pozostaje faktem: Śląsk w Warszawie się skompromitował. I akurat nie ma znaczenia, że na początku meczu stworzył sobie kilka okazji bramkowych. Postawa wrocławian w destrukcji, innych słów nie znajduje, była po prostu straszna. Najzwyczajniej w świecie niegodna ustępujących mistrzów Polski.

Największy spryciarz: Sebastian Mila

Kategoria nietypowa, nie do końca piłkarska czy nawet sportowa. Równie dobrze można jej przyporządkować aspekt biznesowy. Tak czy inaczej, chodzi o to, że Sebastian Mila tak długo czekał, tak długo naciskał, aż w końcu dostał od Śląska Wrocław satysfakcjonującą ofertę, satysfakcjonującą życiowo i finansowo. Pomocnikowi udało się wynegocjować podwyżkę, dostał kontrakt na trzy lata, z możliwością pracy w klubie po zakończeniu kariery. Okazało się, że w dbaniu o swoje interesy Mila jest tak samo skuteczny jak na boisku.

Największa wpadka: afera alkoholowa z Patrikiem Mrazem

W tej kategorii konkurencja spora, bo przecież była jeszcze "Jodłowiecgate" i transferowa opera mydlana. Historia Mraza jest jednak najsmutniejsza. Nie dość, że we Wrocławiu za grosz nie pokazał on potencjału zawodnika z Ligi Mistrzów, to jeszcze przygodę z klubem zakończył po treningu, na który przyszedł wstawiony. Portal Weszlo.com podał ostatnio, że Mraza znów złapano po pijanemu - tym razem za kierownicą. Chyba rzeczywiście Słowak ma spory problem.