Śląsk wrócił na ziemię: Solorz chce kasy od miasta za dziurę, miasto chce, aby Solorz dawał pieniądze na Śląsk

Po chwilowym zawieszeniu broni właściciele Śląska, czyli Zygmunt Solorz i miasto, znów wrócili do wzajemnych oskarżeń. Tym razem władze Wrocławia wydały oświadczenie, w którym nieudaną inwestycję przy stadionie nazywają ?fuszerką Polsatu?
Zawieszenie broni między dwoma właścicielami Śląska trwało dosłownie kilka dni, czyli tyle, ile potrzeba było na to, by klub otrzymał licencję na grę w europejskich pucharach.

Teraz, w okresie kontraktowania nowych piłkarzy i rozpoczęcia przygotowań do sezonu, obie strony wróciły do wojny na słowa.

Początkowo inicjatywę przejął Polsat, który zaczął wysyłać zaskakujące sygnały, że zamierza klub w całości wykupić. Inaczej rezygnuje z jego finansowania. Była to pewna niespodzianka, bo choć firma Zygmunta Solorza większościowym akcjonariuszem Śląska już jest, to od początku 2012 r. nie przekazała na jego finansowanie ani złotówki. Szef rady nadzorczej klubu i najbliższy współpracownik Solorza Józef Birka mówił, że miliarder mógłby nie tylko przejąć Śląsk, lecz także wybudować nową halę sportową obok stadionu i stać się operatorem obiektu. Szykowała się rewolucja.

Problem w tym, że po kilku dniach sprawa wróciła do punktu wyjścia. Sam Solorz w wywiadzie dla "Gazety Wrocławskiej" przyznał bowiem, że na razie o żadnych zmianach nie ma mowy. Najpierw miasto musi mu bowiem zwrócić środki, jakie zainwestował w budowę galerii handlowej przy stadionie.

Inwestycja nie zakończyła się wprawdzie sukcesem, lecz miliarder zapłacił za wykopanie po nią wielkiego dołu i teraz domaga się, by zwrócić mu środki, które wydał. Solorz zapowiedział, że może też ewentualnie ziemię kupić, ale na pewno nie za 68 mln, za ile miasto wystawiło ją w przetargu.

Taka postawa miliardera rozłościła władze miasta. Rzecznik prezydenta Rafała Dutkiewicza w oświadczeniu przesłanym do mediów napisał m.in.: "Miasto nie jest związane z Polsatem Nieruchomości żadną umową dotyczącą inwestycji, która miała się dokonać na gruncie przy stadionie. Medialne roszczenia Polsatu związane z tą inwestycją nie są w żaden sposób udokumentowane. Dialog za pośrednictwem prasy nie ułatwia formalnego i cywilizowanego sposobu rozwiązania problemów. Polsat Nieruchomości podjął się realizacji inwestycji, której nie podołał, i nie ma powodu, aby straty Polsatu były rekompensowane przez miasto (chyba że nakłady rzeczywiście podniosły wartość gruntu; nigdy jednak nie otrzymaliśmy dokumentacji, która by to potwierdzała)". Dalej przedstawiciele miasta byli jeszcze ostrzejsi: "Źle odbieramy warunkowanie finansowania klubu koniecznością uprzedniego naprawiania przez miasto ewidentnej fuszerki Polsatu".

Po co miasto wydało takie oświadczenie?

- W ostatnim czasie pojawiło się wiele wypowiedzi pana Birki, które nie były z nami konsultowane. Znajdowało się w nich ultimatum, którego nam stawiać nie wolno. Pewne rzeczy musieliśmy przeciąć - tłumaczy Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta i wiceszef rady nadzorczej klubu. - Polsat od dawna nie przekazał na klub żadnych środków, a z tego co mi wiadomo, zadeklarował w Komisji Odwoławczej PZPN, że tak się stanie - przypomina Patalas.

Władze miasta konsekwentnie przypominają również, że jako samorząd nie mogą sprzedać Solorzowi ziemi przy stadionie inaczej niż w drodze przetargu.

- My nie jesteśmy prywatną firmą, która może działać na zasadzie "jakoś się dogadamy". Jeśli Polsat chce kupić działkę, to musi zgłosić swoją oficjalną ofertę - podkreśla sekretarz.

Czy powrót do konfliktu nie zaszkodzi Śląskowi, który jest właśnie w trakcie kontraktowania nowych piłkarzy i rozpoczął już przygotowania do nowego sezonu?

- Za pieniądze nie sprowadzamy żadnych nowych piłkarzy, tylko zapełniamy luki po tych, którzy odeszli. Poza tym wkrótce wpłyną pieniądze od ekstraklasy, od telewizji i od sponsorów, co da klubowi pewien oddech. Sprawa przyszłości Śląska musi się jak najszybciej rozwiązać i pójść w którąś ze stron - zaznacza Patalas.

Na uwagę, że mówił już tak wiele razy, odpowiada: - Wiem, wiem, ale teraz to już naprawdę ostatni raz. Zobaczy pan, że tak się stanie.