Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz deklaruje: Musimy powstrzymać zarazę nacjonalizmu

Ideologowie organizacji nacjonalistycznych starają się sięgać do środowiska piłkarskich kibiców. Nie możemy im na to pozwalać. Wszelkimi dostępnymi sposobami musimy ich zaszczepić przeciwko tej zarazie - mówi Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia.
Prezydent Rafał Dutkiewicz odniósł się do wydarzeń na Uniwersytecie Wrocławskim, podczas których nacjonaliści z NOP oraz kibole Śląska próbowali przerwać wykład profesora Zygmunta Baumana. O zdarzeniach na Uniwersytecie, nacjonalistycznej agresji skrajnych ugrupowań i angażowaniu się w nie środowisk kibolskich Dutkiewicz mówi w wywiadzie, jaki ukazał się na stronie www.wroclaw.pl

Panie prezydencie, dlaczego stanął Pan w obronie prof. Zygmunta Baumana? Czy nie przeszkadza Panu jego przeszłość?

Rafał Dutkiewicz: Wielokrotnie publicznie zabierałem głos w tej sprawie, ale jeszcze raz powtórzę, że choć nie ja byłem inicjatorem wizyty profesora we Wrocławiu, uznałem, że moim obowiązkiem jest bronić porządku i wolności uczelni wyższej, bez względu na poglądy prezentowane przez jej gościa. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy mnie znają, znają również mój stosunek do komunizmu i ludzi z tym totalitarnym systemem związanych. Powszechnie wiadomą prawdą jest również to, że prof. Bauman był elementem stalinowskiego aparatu przemocy. Niemniej nie do mnie, jako prezydenta miasta, należy dokonywanie oceny jego przeszłości. Wrocławianie powierzając mi urząd prezydenta, wymagają ode mnie między innymi zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim, bez względu na ich postawy i wybory życiowe. Ten obowiązek staram się wypełniać najlepiej jak potrafię. Odnoszę wrażenie, że w tej bardzo przykrej sprawie powiedziałem już wszystko, dlatego pragnę już zamknąć mój udział w tej dyskusji, której kontynuacja, w moim najgłębszym przekonaniu, niczego nie rozstrzygnie.

Czy zjawisko nacjonalizmów jest poważnym problemem Wrocławia?

- To jest bardzo poważny problem Wrocławia i całej Polski. Co do zakresu wciąż jest raczej marginalny, ale jeśli państwo polskie się nim nie zajmie natychmiast, to jest ryzyko, że stanie się szerokim problemem społecznym. I wtedy się rozleje. Jest jeszcze czas, żeby skutecznie dobrać się do bandytów. Ale powtarzam: proszę nie utożsamiać politycznych działaczy organizacji nacjonalistycznych z kibicami. Na trybunach czy to we Wrocławiu, czy w Warszawie, czy w Gdańsku zasiadają ludzie, którzy chcą oglądać piłkę nożną, nią się pasjonują. Prawdą jest natomiast, że ideologowie organizacji, o których rozmawiamy, starają się sięgać do środowiska piłkarskich kibiców. Nie możemy im na to pozwalać. To często są młodzi, jeszcze nieukształtowani ludzie, nieodporni na wirusy. Wszelkimi dostępnymi sposobami musimy ich zaszczepić przeciwko tej zarazie. Na stadiony nie przychodzą działacze NOP, w olbrzymiej większości to są porządni kibice. Od wielu miesięcy staram się o tym przekonać kolejnych ministrów spraw wewnętrznych. Jak dotąd bez skutku.

Czy można postawić znak równości między neofaszystowskimi organizacjami takimi jak np. NOP i kibicami piłkarskimi. Mówiąc wprost: czy nacjonalizm rodzi się na stadionach?

- Odnoszę wrażenie, że kolejni ministrowie spraw wewnętrznych tak ten problem widzą i chcieliby nacjonalistycznych bandytów wtłoczyć w sfery kibicowskie. A ja uważam, że ten problem tkwi w legalnie działających organizacjach, właśnie typu NOP. I to te organizacje posługują się kibicami. Jasne, że część interwencji trzeba podjąć wśród kiboli, ale źródłem problemu są organizacje skrajnych nacjonalistów. Musimy pamiętać, że na trybunach zasiadają tysiące normalnych, wiernych kibiców. Oddanych klubowi i kochających piłkę. Po prostu. Tych ludzi nie interesują zadymy, nacjonalizmy etc. Oni kochają piłkę nożną. Dalej w diagnozie zgadzam się z ministrem Sienkiewiczem: w rozwiązanie problemu musi być włączone sądownictwo, prokuratura. Tylko, że bez rzetelnej pracy operacyjnej to nie pojedzie. Bo efekty pracy wychowawczej przyjdą za parę lat. Na marginesie podzielę się z panią jeszcze jedną konstatacją. Dziwi mnie mianowicie, dlaczego tak się dzieje, że już drugi minister spraw wewnętrznych ogranicza problem do stadionów i piłki nożnej. Przed kilkoma miesiącami "odbijałem się" od ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych, który również spychał problem nacjonalizmu, a właściwie wyjaśnienie go do środowisk kibolskich. A ja myślę, że kwestia jest głębsza. Nacjonalizm jest zarówno zjawiskiem społecznym, jak i politycznym. Należy go zwalczać na każdym poziomie, na którym się pojawia. Kiedy zwracam na to uwagę kolejnemu już ministrowi spraw wewnętrznych, kiedy tłumaczę, że trzeba dobrać się do organizacyjnego jądra nacjonalizmu w Polsce, spotykam się z gwałtowną reakcją wyparcia. Bardzo gwałtowną reakcją. Słyszę, może nie wprost, że mam się odczepić od próby wskazywania politycznej i organizacyjnej strony zjawiska współczesnego polskiego nacjonalizmu. Nie rozumiem tego.