Oto nowy Śląsk trenera Stanislava Levego: Czy sięgnie po wielkie sukcesy?

Śląsk meczem z Rudarem Plevija w Lidze Europy rozpoczyna nowy sezon. Po sporych roszadach kadrowych przebudowany zespół jest teraz autorskim dziełem trenera Stanislava Levego. Czy nowy Śląsk sięgnie po sukcesy?
Piłkarski Śląsk ma za sobą doskonałą passę sukcesów. Drużyna w ciągu ostatnich trzech sezonów zawsze kończyła rozgrywki ligowe na podium, zapewniając sobie start w europejskich pucharach. Poza tym zespół wywalczył Superpuchar Polski.

Złoto Lenczyka

Ekipa, która sięgnęła najpierw po wicemistrzostwo, później mistrzostwo i Superpuchar kraju, była drużyną stworzoną i zbudowaną przez Oresta Lenczyka. Na początku minionego sezonu Lenczyka zastąpił Czech Stanislav Levy, który udanie kontynuował dzieło swojego poprzednika. Udanie, gdyż trzecie miejsce na mecie ligowych zmagań i awans do finału Pucharu Polski to ewidentny sukces zespołu i debiutującego w Polsce szkoleniowca.

W ostatnich tygodniach w Śląsku doszło do dużych zmian personalnych. Odeszło wielu graczy, którzy byli ważną częścią silnego Śląska. I nie ma znaczenia, że z niektórych graczy szefowie klubu zrezygnowali sami, a innych nie udało im się zatrzymać. Liczy się fakt, że kadrowo skład mistrzowskiego Śląska powoli przechodzi do historii. Teraz z Wrocławiem pożegnali się: Diaz, Elsner, Voskamp, Ćwielong, Kowalczyk, czy Łukasz Gikiewicz. Rok temu odeszli m.in.: Celeban, Madej, Fojut i Pietrasiak.

Wprawdzie we Wrocławiu zostały jeszcze symbole sukcesów Śląska: Sebastian Mila oraz Waldemar Sobota, są Marian Kelemen czy Przemysław Kaźmierczak, ale już w zupełnie innym towarzystwie, graczy, którzy dołączyli do zespołu na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Wizja Levego

Mamy przebudowany, nowy Śląsk, który został już autorsko wymyślony i stworzony przez Stanislava Levego. A wizja futbolu Levego znacznie różni się od tej, jaką preferował Orest Lenczyk. Za czasów Lenczyka Śląsk grał futbol bardziej zachowawczy, wyrachowany. Trener większą wagę przykładał do destrukcji. Wówczas zespół często czyhał na błąd rywala i dopiero wtedy zadawał decydujący cios. Niektórzy narzekali, że wrocławianie grali brzydko, żartowali, że "stawiają autobus" we własnym polu karnym. Wynikało to z prostej rzeczy - Lenczyk dobierał taktykę pod możliwości zespołu, wychodząc z założenia, że grając otwarty futbol z tymi zawodnikami, Śląsk nie wywalczy najważniejszych trofeów.

Stanislav Levy zdecydowanie bardziej stawia na ofensywę. Chce, aby jego zespół grał widowiskowo, ofensywnie, strzelał dużo bramek. Stawia na dominację swojej drużyny, chce, aby Śląsk był częściej przy piłce niż rywal, żeby atakował wszechstronnie. I nie jest ważne, czy zespół będzie strzelał gole po finezyjnie rozegranym ataku pozycyjnym, czy szybkich akcjach skrzydłami. Liczy się jedno - jego Śląsk musi dominować i atakować, a nie czekać przyczajony za podwójną gardą na potknięcie przeciwnika.

Kluczowy Mila

Aby realizować tę koncepcję, ściągnięto napastników Sebino Plaku i Marco Paixao. Finalizowane są także rozmowy z bratem bliźniakiem Marco - Flavio, który może grać jako skrzydłowy zarówno w pomocy, jak i ataku. Ale nie tylko. Przecież brazylijski lewy obrońca Dudu, który kiedyś występował w Widzewie, słynął z widowiskowych rajdów i dobrej gry w ofensywie.

Dla zrównoważenia proporcji do drużyny dołączył defensywny pomocnik Tomasz Hołota, ale przecież kimś trzeba zapełnić stratę po odejściu Elsnera czy Kowalczyka. Jednak to może być za mało. Tym bardziej że na dłużej wypadł z gry kontuzjowany stoper Rafał Grodzicki. Do defensywy Śląsk koniecznie powinien sprowadzić co najmniej jeszcze jednego gracza.

Oczywiście w grze Śląska z czasów Lenczyka i Levego są elementy wspólne. To przede wszystkim kluczowa rola Sebastiana Mili. Dlatego szefom klubu tak bardzo zależało na podpisaniu nowego kontraktu z kapitanem, który na boisku imponuje asystami, kreowaniem gry, a w szatni staje się rozważnym, mentalnym przywódcą drużyny. W tym przypadku Levy nie zmieniał czegoś, co jest wielkim atutem drużyny, i działa prawie idealnie.

Pierwsza przeszkoda

Są momenty, kiedy trener Levy się asekuruje i narzeka, podkreślając, że Legia Warszawa i Lech Poznań mają zdecydowanie liczniejsze, mocniejsze kadry zespołów. Szczególnie Legia. Specjalnie odkrywcze to nie jest. Jednak szkoleniowiec Śląska chyba wie, do jakiego klubu przychodził i w jakich warunkach przyszło mu pracować. Budżet wrocławskiego klubu jest przeciętny i wciąż się nie domyka. Tak więc do Legii nie ma co się porównywać.

Dzisiejszy mecz w Lidze Europy z czarnogórskim Rudarem Pljevlja będzie pierwszym oficjalnym testem nowego Śląska. Szkoleniowiec wrocławian chwalił wczoraj rywali, mówiąc, że to "groźny zespół". Jednak więcej było w tym kurtuazji niż realnej oceny możliwości Czarnogórców. Śląsk ma znacznie większe aspiracje - w Lidze Europy dotrzeć jak najdalej, a w ekstraklasie pozostać w ścisłym gronie potentatów.

Czy nowy, widowiskowy Śląsk sięgnie po równie wielkie sukcesy jak ten z czasów Lenczyka, przekonanym się za kilkanaście miesięcy. Bez względu na wszystko nie może się jednak potknąć na starcie.