Włodzimierz Lubański: Brugge potrafi być bezwzględne [WYWIAD]

- Mają solidny, poukładany, a zarazem dynamiczny zespół. W przypadku Belgów słaby punkt to defensywa: często niestabilna i popełniająca proste błędy - mówi wybitny reprezentant Polski Włodzimierz Lubański przed czwartkowym meczem Śląska z Club Brugge.
ROZMOWA Z

Włodzimierzem Lubańskim

Dawid Antecki: Śląsk w pierwszym meczu III rundy kwalifikacji Ligi Europy zmierzy się jutro u siebie z Club Brugge. Wrocławianie mają szanse z 13-krotnym mistrzem Belgii?

Włodzimierz Lubański: Wszyscy w Polsce zastanawiają się, jak wysoko w tym dwumeczu Śląsk przegra. Jednak wrocławianie, wbrew temu, co mówią inni, nie są na straconej pozycji. Jest tylko jeden warunek. Jeśli we Wrocławiu chcą liczyć na korzystny rezultat - muszą zagrać naprawdę dobre spotkanie i nie popełniać błędów, bo Belgowie skrzętnie je wykorzystają. Piłkarze Śląska wielokrotnie pokazywali, że stać ich na dobre występy, bo mają w składzie solidnych zawodników.

Wrocławianie trafili chyba najgorzej, patrząc na rywali pozostałych polskich drużyn reprezentujących nas w europejskich pucharach?

Rywal nie jest łatwy, ale z tym trzeba się liczyć, aspirując do grona klubów występujących w fazie grupowej europejskich pucharów. Club Brugge to drużyna, która zawsze na koniec sezonu znajduje się w pierwszej trójce belgijskiej ekstraklasy. Regularnie rywalizują też w europejskich pucharach co najmniej na szczeblu grupowym. Mają solidny, dobrze poukładany, ale zarazem dynamiczny i skuteczny zespół. Jeśli trzeba, piłkarze Brugge potrafią być też cierpliwi i poczekać na dogodną okazję do ataku. To już nie jest jednak drużyna z europejskiego topu, jak miało to miejsce przed laty.

Brugge ma jednak nadal piłkarzy rozpoznawalnych w Europie, jak choćby Islandczyk Eidur Gudjohnsen, który grał w Chelsea i Barcelonie.

- Prawda jest taka, że Gudjohnsen przyszedł do Club Brugge u schyłku swojej piłkarskiej kariery. To fajny, poukładany chłopak. Znam dobrze jego ojca Arnora, graliśmy razem w Lokeren. Tak jak ja był napastnikiem. Syn poszedł w jego ślady i też gra w ataku. Ale powiedzmy sobie otwarcie, Eidur to już nie ten sam zawodnik co w lidze angielskiej czy hiszpańskiej. Islandczyk ma coraz więcej problemów z załapaniem się do meczowej jedenastki. Braki motoryczne nadrabia ogromnym doświadczeniem i według mnie zdecydowanie bardziej niebezpieczny będzie jako joker, wchodzący z ławki rezerwowych. Nie upatrywałbym w nim największego zagrożenia w belgijskim zespole. Są inni, zdecydowanie bardziej bezwzględni gracze w Club Brugge.

Tacy jak Maxime Lestienne?

- Jest bardzo niebezpieczny. Ale czy Lestienne jest faktycznie takim talentem, za jaki wszyscy go uważają? To fakt, że w Belgii sporo się mówi o tym chłopaku. Wszyscy wiążą z nim wielkie nadzieje, ale on jeszcze nawet nie zadebiutował w kadrze. Na pewno nie jest to teraz zawodnik na miarę Edena Hazarda, do którego często się go porównuje. Jest niesamowicie dynamiczny i dobrze drybluje, ale da się go zatrzymać. Przede wszystkim wrocławianie muszą zagrać mądrze. Lestienne zaczyna mieć problemy, jak kryje się go krótko. Piłkarzowi o tej specyfice trzeba zostawiać na boisku jak najmniej miejsca, wtedy się po prostu dusi.

W czym Śląsk może upatrywać swojej szansy, aby uzyskać korzystny rezultat z Belgami?

- Zauważyłem, że Club Brugge od kilku sezonów ma problemy z defensywą. Aktualni piłkarze nie dają takiej jakości jak w innych zespołach. Obrońcom zdarzają się nieporozumienia, potrafią być niestabilni. Mają za to niezłych bramkarzy: doświadczonego Serba Vladena Kujovicia i 21-latka z Australii Matthew Ryana, na którego postawił hiszpański szkoleniowiec w pierwszym meczu sezonu ze Sportingiem Charleroi.

Club Brugge ma szanse przełamać hegemonię Anderlechtu Bruksela?

- Przede wszystkim w Brugii nie mają problemów z dokonywaniem ciekawych transferów. Klub jest w stabilnej kondycji finansowej, ma dobre zaplecze i ładny 30-tysięczny stadion. Club Brugge nie tylko dobrze wychowuje młodych zawodników, ale skutecznie prześwietla też inne rynki i pozyskuje utalentowanych juniorów z zagranicy. W zasadzie większą marką w Belgii jest właśnie tylko Anderlecht. Zauważyłem, że mimo to młodzi zawodnicy chętnie wybierają Brugię, bo mają większe szanse na grę. Przykładem jest Laurens de Bock, o którego starało się kilka klubów. Bardzo dobrze zapowiadający się defensor ostatecznie Lokeren zamienił na Club Brugge. Miał być inwestycją w przyszłość, a został podstawowym zawodnikiem. Wszyscy liczą, że de Bock odniesie tam spory sukces.