Śląsk gra rewanż z Club Brugge. Musi przejść samego siebie

Śląsk w pierwszym meczu z Club Brugge otarł się niemal o perfekcję, zagrał świetnie i zwyciężył zasłużenie. Pytanie tylko, czy wrocławianie są w stanie powtórzyć to w rewanżu w Brugii. Transmisja dziś o godz. 20.45 w Polsacie Sport.
By przejść Brugge i awansować do IV rundy eliminacji Ligi Europy, piłkarze Stanislava Levego będą tak naprawdę musieli przejść samych siebie. No bo jak inaczej nazwać zagranie dwóch spotkań na poziomie wcześniej dla nich niedostępnym.

Po zwycięstwie we Wrocławiu 1:0 nawet sam szkoleniowiec drużyny przyznał, że jego podopieczni otarli się o górny pułap własnych możliwości. Chwilę później dodał, że limitu oczywiście nie osiągnęli, bo przecież w innym wypadku nie byłoby sensu pracować dalej.

Jak nie Polacy

Prawda jest taka, że u siebie Śląsk rzeczywiście zachwycił, i to nie tylko swoich kibiców. Wrocławianie ściągnęli na siebie sympatię fanów z całego kraju, zaprezentowali się zupełnie inaczej, niż do tego przywykliśmy w przypadku polskich drużyn w europejskich pucharach. Zespół z Wrocławia do renomowanego przeciwnika podszedł bez strachu, miał na spotkanie przygotowany plan taktyczny i konsekwentnie go zrealizował. Wisienką na torcie była tak naprawdę piękna bramka Sebino Plaku i zwycięstwo bez straty gola.

Dziś wszyscy we Wrocławiu zastanawiają się, czy Śląsk będzie w stanie styl gry sprzed tygodnia powtórzyć. Podopiecznym Levego za jego kadencji udawało się zagrać mecze bardzo dobre, jak choćby drugie spotkanie finałowe Pucharu Polski z Legią Warszawa. Prawie nigdy dobrej gry piłkarze nie byli w stanie powtórzyć dwukrotnie, w krótkim odstępie czasu i z silnym przeciwnikiem. Ostatni raz zdarzyło się to w półfinale pucharu z Wisłą Kraków, ale przecież krakowianom klasą do Belgów tak daleko jak z Wrocławia do Brugii.

Najważniejsze skrzydła

Co powinien zrobić Śląsk, żeby awansować? Podobnie jak tydzień temu: zacząć aktywnie, nie dać się stłamsić i starać się grać podaniami do szybkich Sebino Plaku czy Waldemara Soboty. W defensywie najważniejsza będzie postawa pomocników Dalibora Stevanovicia i Przemysława Kaźmierczaka oraz współpraca skrzydłowych z bocznymi obrońcami. W pierwszym meczu Stevanović i Kaźmierczak wygrali walkę o drugą linię z pomocnikami Brugge: Blondelem, Simmonsem i Verstreatem.

Jednocześnie Plaku i Sobota w odbiorze wspomagali tak Dudu Paraibę, jak i Krzysztofa Ostrowskiego. I to w wypadku Śląska była jedna z największych nowości. W lidze często zdarza się bowiem, że boczni pomocnicy swoich kolegów za plecami nie asekurują, a na wrocławskich flankach pojawia się ogromna dziura. To właśnie po zagraniach ze skrzydeł dwie bardzo groźne akcje tydzień temu stworzyło sobie Brugge: najpierw strzał Wanga został zablokowany, potem uderzenie De Suttera cudownie odbił Gikiewicz. W podobny sposób stuprocentową szansę na zdobycie gola ze Śląskiem wypracowała sobie Wisła, a golkiper wrocławian nie zawsze będzie przecież bronił tak olśniewająco jak przy uderzeniu Boguskiego.

Powtórzcie Dundee

Tak czy inaczej, szanse Śląska na awans wydają się zdecydowanie większe niż przed pierwszym spotkaniem. Wrocławianom do przejścia dalej wystarczy remis lub minimalna porażka w stylu 1:2 czy 2:3. Ten ostatni wynik Śląsk dwa lata temu osiągnął w szkockim Dundee. Wtedy wrocławianie też wygrali u siebie 1:0, w rewanżu byli słabsi, przegrywali już 0:2 i 1:3, ale ostatecznie uratował ich strzał w okienko Sebastiana Dudka. Cudowny i niespodziewany. Zupełnie taki jak ewentualne wyeliminowanie Brugge.

Jeśli Śląsk przejdzie dalej, to rywala w boju o wejście do fazy grupowej Ligi Europy pozna w piątek. Będzie on prawdopodobnie jeszcze mocniejszy niż Brugge.