Przez działania władz Wrocławia Śląsk może stracić licencję na grę w ekstraklasie!

Plan miasta mający na celu zlicytowanie Śląska za długi i przejęcie go od Zygmunta Solorza może potrwać wiele miesięcy. Co gorsza, może on doprowadzić do wykluczenia drużyny z europejskich pucharów, a nawet utraty licencji na grę w ekstraklasie!
Niestety, ten czarny scenariusz może się spełnić. Tak wynika z informacji, które uzyskaliśmy w dwóch niezależnych źródłach. Według naszych dobrze poinformowanych rozmówców działania podjęte przez władze Wrocławia są niezwykle ryzykowne i mogą zakończyć się zarówno spektakularnym sukcesem, jak i katastrofalną porażką.

Plan miasta zakłada zlicytowanie Śląska za długi i przejęcie go od Zygmunta Solorza. Śląsk jest winny miastu 12,5 mln zł. A działająca w imieniu prezydenta Rafała Dutkiewicza kancelaria prawna Masiota i Wspólnicy złożyła wniosek do sądu o wszczęcie egzekucji poprzez sprzedaż Śląska. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, klub w ramach licytacji za 12,5 mln zł długu przejęłaby reprezentująca miasto spółka Wojskowy Klub Sportowy SA, która według Masioty mogłaby grać w ekstraklasie.

I tu pojawia się pierwszy problem. Według naszych rozmówców - związanych z PZPN i Ekstraklasą SA prowadzącą rozgrywki ligowe - wcale nie jest oczywiste, że nowy Śląsk mógłby przejąć licencję obecnego.

- To jest kwestia interpretacji. Znam oczywiście stanowisko Masioty, który twierdzi, że nie będzie przeszkód. Ale znam też opinie innych prawników, którzy twierdzą, że takie przeszkody będą. Moim zdaniem sprawa nie jest oczywista i będzie zależała od podstawy PZPN czy Ekstraklasy - analizuje jeden z naszych rozmówców.

W podobny sposób wypowiadał się w środę inny nasz rozmówca, związany z Zygmuntem Solorzem. On również przekonywał, że nie można przenieść licencji na grę w ekstraklasie z obecnej sportowej spółki akcyjnej do innej. Zabraniają tego przepisy licencyjne.

Nie wiadomo, ile cała operacja licytowania i przejęcia Śląska może potrwać. Adwokat Jacek Masiota twierdzi, że w najlepszym wypadku może się to stać do końca rundy jesiennej, czyli do grudnia, lub do początku wiosennej, czyli do lutego.

Nasi rozmówcy przedstawiają inną wersję wydarzeń. - Jeśli prawnicy Solorza będą chcieli blokować całe przedsięwzięcie i przeciągać je w czasie, to prawo daje im wiele takich możliwości. Niemal każdy etap postępowania sądowego może zostać zaskarżony i wszystko będzie się ciągnąć miesiącami - twierdzą.

I co najgorsze, istnieje realne zagrożenie, że przedsięwzięcie przeciągnie się tak długo, iż Śląsk będzie musiał w stanie wojny właścicielskiej przystąpić do kolejnego procesu licencyjnego, aby otrzymać prawo gry w sezonie 2014/2015. A już przed obecnymi rozgrywkami wrocławianie mieli problemy z licencją. Początkowo Komisja Licencyjna PZPN nie przyznała im prawa do występu w europejskich pucharach. Ostatecznie tę decyzję cofnięto, bo w trybie nagłym miasto oraz Polsat obiecały zgodnie finansować klub.

Do związku trafiły gwarancje finansowe z obu stron i oświadczenie, w którym czytamy, że "obaj akcjonariusze zgodnie pragną zapewnić, że nie doprowadzą do utraty płynności finansowej przez WKS Śląsk Wrocław". Ta płynność za chwilę może być jednak utracona. Ale jeszcze gorsze są ostatnie działania miasta, będące zaprzeczeniem wcześniejszych zapewnień o zgodnym działaniu z Polsatem. Wiosną ujawniliśmy, że miasto, chcąc odzyskać 12,5 mln zł od Śląska, oddało sprawę do sądu. Ten zadecydował, że klub musi oddać te pieniądze, a wyrok się uprawomocnił. Ówczesny rzecznik prasowy prezydenta Paweł Czuma zapewniał jednak oficjalnie, że miasto nie będzie się domagać zwrotu tych pieniędzy, bo klub nie ma z czego oddać. Mówił tak, gdyż trwał proces licencyjny i komisja mogła nie przyznać wrocławianom prawa do gry w ekstraklasie i europejskich pucharach.

Minęło jednak kilka tygodni i na podstawie wyroku nakazującego Śląskowi zwrot 12,5 mln zł miasto oddało sprawę do sądu, wnioskując o zlicytowanie klubu. W ten sposób Śląsk kompletnie stracił wiarygodność, bo wbrew zapewnieniom rzecznika prezydenta Dutkiewicza chce egzekwować wyrok sądu.

- Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której wrocławianie nie otrzymają licencji nie tylko na grę w pucharach, ale także na grę w ekstraklasie. Do procesu licencyjnego przystąpią z długami, w czasie konfliktu właścicieli i w trakcie procesu sądowego. Drugi raz nikt w te same zapewnienia nie uwierzy - podkreśla nasz informator.

Śląsk może się też narazić na kary ze strony UEFA. Według przepisów do 30 czerwca klub nie powinien mieć zaległości wobec zawodników, a jeśli takie były, to należy je spłacić do 30 września. Śląsk wypłacił teraz zawodnikom premie za mistrzostwo Polski, ale inne zobowiązania na blisko 4 mln zł wobec piłkarzy nadal pozostały. A klub nie ma pieniędzy, by je uregulować. Właśnie na ten problem zwracał uwagę prezes Piotr Waśniewski w ostatnim liście do właścicieli, prosząc ich o pomoc i zawarcie zgody. Zamiast tego miasto oddało sprawę do sądu.

Podczas środowej konferencji prasowej prezydent Rafał Dutkiewicz oraz Jacek Masiota oświadczyli, że do zakończenia sprawy w sądzie nie będą niczego komentować.