T-Mobile Ekstraklasa. Śląsk Wrocław na krawędzi

Zarząd trzeciej drużyny ekstraklasy ubiegłego sezonu złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości. Jeśli miasto szybko nie porozumie się z Zygmuntem Solorzem, to klub zostanie zlikwidowany.
Sytuacja we Wrocławiu jest kuriozalna, bo obaj właściciele klubu domagają się od Śląska natychmiastowej spłaty długów. Miasto żąda zwrotu 12,5 mln zł z tytułu niespłaconej pożyczki, a grupa Polsat - 30 mln zł za prace przygotowawcze pod galerię obok stadionu.

To ostatnie żądanie przedstawiciele Zygmunta Solorza zgłosili pod koniec ubiegłego tygodnia. Ze strony miliardera był to kontratak - kilka dni wcześniej prawnicy prezydenta Rafała Dutkiewicza złożyli w sądzie wniosek o wszczęcie egzekucji poprzez sprzedaż klubu. Domagali się też ustanowienia zarządcy przymusowego. Władze miasta chciały, żeby wartość klubu została wyceniona przez biegłego sądowego. Na końcu Śląsk miałby zostać zlicytowany i prawdopodobnie przejęty przez nową spółkę miejską - Wojskowy Klub Sportowy Śląsk SA. Ta, w której większość udziałów ma Solorz, zostałaby z niczym.

Miliarder postanowił plan miasta zablokować. Zwrócił się do Śląska o oddanie środków, które zainwestował w przygotowanie terenu pod nieistniejącą galerię handlową obok stadionu. Solorz mógł to zrobić, bo w wypadku galerii inwestorem miał być Śląsk, a prace na tym terenie prowadziła firma należąca do biznesmena.

We wtorek za zgłoszeniem do sądu wniosku o upadłość klubu zagłosowało dwóch przedstawicieli miliardera w zarządzie - Michał Domański i Adam Stefanik. Desygnowany przez miasto prezes Piotr Waśniewski wstrzymał się od głosu. Po obradach władze Śląska wydały wspólne dramatyczne oświadczenie: "Śląsk Wrocław stał się zakładnikiem w sporze pomiędzy głównymi akcjonariuszami (...) W ocenie zarządu działania obydwu właścicieli Śląska od dłuższego czasu nie mają na celu poprawy sytuacji finansowej, ale jedynie zabezpieczenie swoich własnych interesów majątkiem spółki (...). Bez osiągnięcia konsensusu przyszłość Śląska Wrocław, najbardziej utytułowanego polskiego klubu piłkarskiego ostatnich lat, jawi się w czarnych barwach".

Sytuacja wrocławian jest dramatyczna. W klubie uspokajają, że pracują normalnie, drużyna na pewno zagra w niedzielę z Ruchem w Chorzowie, a w stanie upadłości układowej można nawet występować w ekstraklasie. Od grudnia na takich zasadach gra bowiem Widzew. Problem w tym, że upadłość układowa Śląska bardzo szybko może zmienić się w upadłość likwidacyjną. Stanie się tak, jeśli sąd uzna, że długi klubu są za duże i nie daje on nadziei na restrukturyzację. Wrocławianie w stan upadłości likwidacyjnej mogą zostać postawieni również wówczas, gdy nie będą na bieżąco regulować zobowiązań. A już wiadomo, że nie będą, bo przy konflikcie właścicieli nie mają środków na funkcjonowanie. W stanie upadłości likwidacyjnej Śląsk nie będzie mógł być członkiem PZPN i tym samym przestanie istnieć.

- Jest jasne, że jeśli miasto i Solorz się nie dogadają, to klub przestanie istnieć. Działania zarządu uważam za apel ostatniej szansy. To jasny komunikat do właścicieli: dusicie nas i jeśli nie przestaniecie, to po prostu umrzemy - mówi serwisowi Wrocław.Sport.pl osoba związana ze Śląskiem. Wniosek o upadłość można wycofać w każdej chwili. Ale najpierw miasto musiałoby się dogadać z Solorzem.

Działacz PZPN: - Różnica między Śląskiem a Widzewem jest taka, że w Łodzi wejście w upadłość układową było krokiem przemyślanym, przygotowywanym przez wiele miesięcy. Klub pozbył się najlepszych piłkarzy, ale miał za co żyć. We Wrocławiu sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli. Właściciele uprawiają zabawy z ogniem.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone