Sport.pl

Orest Lenczyk wiecznie młody: Nestor trenerów mierzy w reprezentację Polski?

Orest Lenczyk, przejmując Zagłębie Lubin, przypomina się piłkarskiemu środowisku, które zawsze go nie doceniało. 71-letni trener wciąż ma marzenia - mierzy w reprezentację Polski.
"Sir Orest", "profesor" - to pozytywne określenia Lenczyka funkcjonujące w piłkarskim środowisku, doceniające jego pracę i osiągnięcia. "Dziwak", "pan od wuefu", "dziadek" - tak mówią ci, którzy za nim nie przepadają.

Od zawsze był inny. Indywidualista, który ma swoje zdanie. Chodzący swoimi ścieżkami, niezabiegający o tanią popularność. Zdystansowany, ironiczny, czasami złośliwy.

Wielu narzekało, że "stary" i "dziwak" nie lubi obcokrajowców, że zwalcza menedżerów. Kiedy pracował w Śląsku, narzekano, że rozmawiał tylko z młodszym od niego o dwa lata sekretarzem miasta i młodszym o cztery lata współpracownikiem Zygmunta Solorza. Młodego prezesa klubu czy dyrektora sportowego traktował jak powietrze.

Wielu piłkarzy i ludzie ze środowiska nie rozumieją jego fenomenu. Ironizują, że treningi Lenczyka polegają na robieniu fikołków. Śmieją się, że podczas zajęć piłkarze ćwiczą z meblami ogrodowymi.

Były czasy, kiedy w polskim futbolu "dyskwalifikowało" go to, że nie pije i nigdy nie układa się z rywalami oraz sędziami. Zajmował się tym, czym - co niby normalne - powinien każdy szkoleniowiec: przygotowywał piłkarzy do meczów. Ale w polskim futbolu klubowym nie zawsze było to oczywiste.

W tym wszystkim słabo przebijały się głosy doświadczonych piłkarzy, którzy podkreślali, że w swojej karierze nigdy nie byli tak dobrze fizycznie przygotowani jak w drużynach Lenczyka. Nestor wraca do ekstraklasy po roku przerwy. Wtedy rozstał się ze Śląskiem po najlepszych osiągnięciach w historii klubu. Dla wielu kibiców było to spore zaskoczenie. Tabloidy wysłały trenera na definitywną emeryturę.

Fakty są inne. Lenczyk jest uzależniony od tego zawodu, potrzebuje trenerskiej adrenaliny. Spełnia się w tej profesji. Mimo prawie 71 lat wciąż jest głodny sportowych sukcesów. Pewnie dlatego jego rozmowy z szefami Zagłębia były krótkie i konkretne. Strony błyskawicznie osiągnęły porozumienie.

Trener wrócił do ekstraklasy nie tylko na złość znienawidzonym tabloidom, nie dlatego, że brakuje mu pieniędzy i nudzi go rola emeryta. Ma aspiracje i ambicje, których prawie nikt w Polsce nie dostrzega: marzy o pracy z reprezentacją Polski, a praca w Zagłębiu to okazja, by przypomnieć się środowisku.

Przed laty Kazimierz Górski dobrotliwie mawiał o swoich kolegach: "Dobry trener, tylko wyników nie ma". Lenczyk pracuje w zawodzie od 40 lat, zaczynał, kiedy niektórych trenerów ekstraklasy - w tym jego poprzednika z Zagłębia - nie było na świecie. W latach 70. był mistrzem Polski z Wisłą i niewiele brakowało, by awansował do półfinału Pucharu Europy! Zostawmy "prehistorię". W 2007 roku Lenczyk wywalczył wicemistrzostwo Polski z malutkim Bełchatowem, a od tytułu dzieliły go minuty (mistrzem zostało Zagłębie). Dwa sezony później przejął wiosną pogrążone w kryzysie Zagłębie. Z dziesięciu meczów wygrał dziewięć i klub w wielkim stylu wrócił do ekstraklasy.

Jesienią 2010 roku przejął Śląsk, który był przedostatni w tabeli i w tym samym sezonie doprowadził go do wicemistrzostwa. A w następnym sezonie do mistrzostwa i Superpucharu! Wywalczył te sukcesy z zespołem przeciętnym personalnie, z klubem, w którym właściciele prowadzą ze sobą otwartą wojnę.

Równocześnie trenerem reprezentacji PZPN mianowano Waldemara Fornalika, a jego asystentem Marka Wleciałowskiego. Obaj są uczniami Lenczyka. W lidze Fornalik był z Ruchem trzeci i drugi, awansował do finału Pucharu Polski. Z Lenczykiem nie ma co go porównywać.

Notowania Fornalika słabną, pojawiają się nowe kandydatury na selekcjonera. Jako jednego z najpoważniejszych kandydatów wymienia się Adama Nawałkę z Górnika. Kilkanaście lat temu był wicemistrzem i mistrzem z Wisłą, ale wtedy krakowianie dominowali w lidze. Potem miał długą złą passę, m.in. przyczynił się do degradacji silnego personalnie Zagłębia, za słabe wyniki zwolniono go z Jagiellonii. W trzech ostatnich sezonach jego Górnik kończył sezon szósty, ósmy i piąty. Znowu nie wytrzymuje porównania z Lenczykiem i jego sukcesami w ostatnich latach.

A sam Orest Lenczyk? Pewnie w swoim stylu złośliwie ironizuje: "Co jeszcze mam zrobić, aby PZPN mnie dostrzegł"?

Więcej o: