Sport.pl

Śląsk Wrocław kontra Zagłębie Lubin: Derby w cieniu trenera Lenczyka

Dzisiejszy mecz Śląska z Zagłębiem to będą derby szczególne. Dla wrocławian, dla lubinian i dla trenera Oresta Lenczyka. Nawet gdyby doświadczony trener gości twierdził, że jest inaczej.
Lenczyk jako trener Zagłębia zmierzy się dziś z klubem i z piłkarzami, z którymi osiągał wielkie sukcesy: zdobył mistrzostwo, wicemistrzostwo Polski i Superpuchar. Zmierzy się jednak Lenczyk ze Śląskiem zupełnie innym, bo ukształtowanym przez trenera Stanislava Levego.

Obecny Śląsk piłkarsko znacznie się zmienił przez rok, kiedy 71-letniego szkoleniowca już z nim nie było. Inne są filary zespołu: w bramce częściej gra Rafał Gikiewicz, w defensywie są nowi Adam Kokoszka czy Dudu Paraiba, na skrzydłach akcje ma napędzać Sebino Plaku, a w ataku straszyć Marco Paixao. Oba Śląski - Lenczyka i Levego - spaja osoba Sebastiana Mili, w każdym przypadku kapitana, lidera i rozgrywającego drużyny. Mila też jednak prezentuje się inaczej niż wcześniej, na razie nie ma takiej liczby asyst jak w sezonie wicemistrzowskim czy mistrzowskim.

Śląsk czeskiego trenera gra inaczej niż Śląsk nestora polskich szkoleniowców. Bardziej kombinacyjnie, ofensywnie, choć wbrew powszechnemu przekonaniu nie przekłada się to na razie na większą liczbę strzelonych bramek. Wrocławianie bez wątpienia lepiej operują piłką, ale jednocześnie bardziej niefrasobliwie prezentują się w defensywie, zatracili umiejętność zaskakiwania rywali po stałych fragmentach gry. I co najważniejsze: z trenerem Levym Śląsk nie osiągnął jeszcze takich sukcesów jak z jego poprzednikiem. Dzieje się tak, choć przecież to Czecha zawodnicy chwalą za treningi piłkarskie i za odpowiednie podejście, a Lenczyka ganią za nieustanną konieczność ćwiczenia na siłowni czy materacach.

Kwestia treningów jest zresztą jednym z powodów, dla których mecz derbowy będzie dla szkoleniowca Zagłębia szczególny. Nawet jeśli on sam twierdzi, że w żadnym klubie się nie zakochiwał, każdy traktuje jak miejsce pracy, a więc i Śląska specjalnymi względami nie darzy. Szkoleniowiec nie chce jednak przyznać, że pamięta Levemu, iż ten na początku krytykował przygotowanie fizyczne zawodników, oraz pamięta, jak go ze Śląska wyrzucano. O zwolnieniu wcześniej niż od zarządu dowiedział się z telewizji, w kluczowym momencie nie wsparł go prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, którego nazywał przecież przyjacielem. Słowem, nie ma w Polsce drugiego klubu, z którym Lenczyk chciałby wygrać bardziej niż ze Śląskiem. Bo nie ma też trenera, który byłby bardziej pamiętliwy.

We Wrocławiu wszyscy zastanawiają się, jak doświadczony szkoleniowiec Zagłębie na derby przygotuje, gdzie poszuka słabych stron Śląska, czy zdecyduje się wyznaczyć indywidualnego opiekuna dla Sebastiana Mili. Derby, poza wszelkimi innymi podtekstami, będą ciekawym pojedynkiem piłkarskim, taktycznym. W poprzednim sezonie dwukrotnie wygrał je prowadzący Zagłębie Pavel Hapal. Jego drużyna pokonała Śląsk na wyjeździe 2:0 i u siebie aż 4:0. Hapal dwukrotnie pozwalał wrocławianom prowadzić grę, dwukrotnie nastawił zespół na kontry i dwukrotnie okazał się on niesamowicie skuteczny. Czy tak samo zrobi Lenczyk, który w debiucie z Jagiellonią ustawił Zagłębie niezwykle ofensywnie, z jednym tylko defensywnym pomocnikiem? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że tak naprawdę w pierwszym pojedynku pod jego wodzą nie ujawniła się żadna "magia" przypisywana szkoleniowcowi. Po prostu lubinianie zostali ustawieni normalnie, bez zbędnych kombinacji. Robert Jeż zagrał jako pomocnik, a nie wyimaginowany fałszywy skrzydłowy, podwieszony pod napastnikami. Szybki Dawid Abwo wyszedł na boku boiska i strzelił bramkę. Aleksander Kwiek robił to, co potrafi, czyli piłkę rozgrywał. Tylko tyle i aż tyle.

Zarówno Śląsk, jak i Zagłębie przed derbami regionu są w drugiej połowie tabeli, odpowiednio na 9. i 13. miejscu. Oba zespoły dzielą tylko dwa punkty. To oznacza, że zarówno wrocławianie, jak i lubinianie bardzo potrzebują punktów. Zapowiada się więc niezwykle ciekawy pojedynek. Pojedynek, który powinien być poprzedzony brawami dla trenera Lenczyka. W końcu na Stadion Miejski wraca człowiek dla obiektu i Śląska szczególny. Niezależnie od tego, gdzie będzie jeszcze pracował.

Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin, piątek, godz. 20.30, Stadion Miejski

Więcej o: