T-Mobile Ekstraklasa. Śląsk i race w przepastnych stanikach

Policja wylicza: kibole Śląska i Zagłębia w derbach pobili stewarda, uszkodzili hydrant i odpalili 52 race. Wojewoda chce część stadionu zamknąć, w PZPN liczą, że pirotechnika w końcu kibolom przejdzie. Ci tymczasem bez większych problemów wnoszą na stadion race, mimo coraz szczelniejszej ochrony. Wnoszą w majtkach, w stanikach, a nawet w kondomach chowanych w... odbycie.
Wniosek o zamknięcie ulubionej trybuny kiboli Śląska oraz trybuny kibiców gości policja złożyła we wtorek. Jeśli w środę wojewoda Aleksander Marek Skorupa się do niego przychyli, po raz pierwszy w historii część nowego obiektu będzie wyłączona.

- Przy argumentach wytoczonych przez policję wojewoda nie ma innego wyjścia, jak zamknąć część stadionu - mówi jego rzecznik Jarosław Perduta, co oznacza, że decyzja właściwie zapadła. Nie wiadomo tylko, na jak długo Skorupa wyłączy część obiektu oraz czy zamknie wyłącznie trybuny gospodarzy, czy także gości.

Jak wylicza policja, podczas piątkowych derbów kibice Śląska i Zagłębia odpalili w sumie 52 race, osiem petard hukowych, uszkodzili hydrant i pobili stewarda. Spotkanie przerwano również na kilka minut, gdy kibole gospodarzy zasypali boisko serpentynami. Zdaniem strażaków spowodowali zagrożenie życia, bo odpalali środki pirotechniczne pod monstrualną flagą. Od płonącego ognia płachta mogła się zapalić lub stopić i poparzyć znajdujących się pod nią ludzi.

Klub jest bezradny

Działacze Śląska są załamani. Klub ma ogromne kłopoty finansowe, rozmowy o jego przejęciu przez miasto się przeciągają, a wrocławianie po raz kolejny będą musieli zapłacić za kiboli. W tym sezonie stracili już na tym ponad 200 tys zł. Taką grzywną UEFA ukarała ich za podobne zachowanie kiboli w Brugii i Sewilli. Teraz czekają na karę od Komisji Ligi i twierdzą, że wobec kibolstwa są bezradni. Przed derbami ściągnęli psy policyjne wyszkolone w znajdowaniu materiałów pirotechnicznych, kibiców starannie przeszukiwano, a tym z Lubina kazano nawet ściągać buty. Za próbę wniesienia rac zatrzymano tylko jedną osobę.

- Wszyscy są sprawdzani na tyle, na ile jest to możliwe i na ile pozwala ustawa o ochronie imprez masowych. Kibice wnoszą race w majtkach, kobiety w stanikach - mówi Małgorzata Korny, dyrektorka Śląska ds. bezpieczeństwa. Tak właśnie było podczas jednego z meczów, gdy pirotechnikę w bieliźnie wywąchał policyjny pies. - Ale przecież niemożliwe, aby ochrona sprawdzała rutynowo, kto tam co trzyma - mówi Korny. Według niej zdarza się, że kibice wkładają race do prezerwatyw, a następnie chowają w... odbyt, czego dowodem są wyrzucone kondomy znajdowane przez ochronę w toaletach po meczach.

"Odpalanie rac w końcu fanom przejdzie"

Co ciekawe, kibiców Zagłębia mogło we Wrocławiu nie być. W zeszłym sezonie podczas spotkania derbowego odpalili oni race, petardy hukowe oraz zdemolowali toalety na stadionie. Ponieważ race odpalali również kibole Śląska, Komisja Ligi zdecydowała, że wiosenne i jesienne pojedynki pomiędzy tymi drużynami odbędą się bez fanów gości. Później jednak abolicję wprowadził prezes PZPN Zbigniew Boniek. - Nie żałujemy tej decyzji ani współpracy ze środowiskiem kibiców. Wielu z nich naprawdę się zmienia, wie już, że nie ma sensu krzywdzić własnego klubu. Wiadomo jednak, że taka zmiana to proces długotrwały i niełatwy - przekonuje Andrzej Padewski, członek zarządu PZPN, który do niedawna odpowiadał za kontakt z kibicami. - Jestem pewien, że odpalanie rac w końcu fanom przejdzie. Na Zachodzie problemu raczej już nie ma, na Bałkanach jest z kolei znacznie większy niż w Polsce. My jesteśmy pośrodku drogi - dodaje Padewski.

W tym sezonie za negatywne zachowanie kibiców zamknięto całe lub część stadionów Widzewa Łódź, Cracovii Kraków, Zagłębia Lubin, Pogoni Szczecin, Zawiszy Bydgoszcz i Lechii Gdańsk. Za wywieszenie antylitewskiego transparentu wyłączona została część obiektu w Poznaniu, a w europejskich pucharach Legia Warszawa grała przy pustej "żylecie" i przy pustym stadionie. Tę ostatnią karę wymierzała UEFA.

Polskie kluby za wybryki kiboli w Europie zapłaciły prawie 400 tys. euro, czyli ponad 1,6 mln zł.