Dramat Śląska w Zabrzu: wrocławianie wygrywali, ale w doliczonym czasie gry stracili dwa gole i przegrali!

Niewiarygodny mecz w Zabrzu. W 90. minucie Śląsk prowadził z Górnikiem 2:1, a napastnik wrocławian Paixao był w sytuacji sam na sam, ale spudłował. W odpowiedzi rywale w doliczonych dwóch minutach strzelili dwa gole i wygrali 3:2!
Tak dramatyczne mecze ogląda się niebywale rzadko. W 90. minucie meczu wszystko wskazywało na to, że Śląsk odniesie pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie, a Górnik pierwszy raz przegra w Zabrzu. Było 2:1 dla wrocławian i w sytuacji sam na sam z bramkarzem przeciwników był Portugalczyk Paixao, który wcześniej strzelił obydwa gole dla Śląska. Jednak tym razem z kilku metrów fatalnie przestrzelił obok słupka. Ale to był dopiero początek nieszczęść Śląska.

W odpowiedzi Górnik przeprowadził akcję, po której Sobolewski zagrał do Iwana, a ten technicznym strzałem przerzucił piłkę nad Gikiewiczem do siatki. W Zabrzu euforia, ale do końca gry pozostawała minuta. I po kilkunastu sekundach stadion Górnika oszalał z radości. Plaku zgubił piłkę w środku boiska, która trafiła do Nakoulmy, a ten z zimną krwią strzelił do siatki obok wybiegającego z bramki Gikiewicza. Było 3:2 dla miejscowych i sędzia zakończył grę.

Zrozpaczeni piłkarze Śląska padli na murawę, a gracze Górnika szaleli z radości.

Wcześniej niewiele wskazywało na to, że Śląsk straci punkty w Zabrzu. Na pierwszą połowę trener Stanislav Levy przeciwko Górnikowi ustawił swój zespół bez klasycznego skrzydłowego. Na ławce rezerwowych usiedli zarówno Plaku, jak i Patejuk. Czeski szkoleniowiec wrocławian chciał zapewne zneutralizować jeden z mocniejszych atutów Górnika, jakim jest gra skrzydłami. Tam Nakoulma, Olkowski, Kosznik czy Madej inicjują większość akcji ofensywnych zabrzan. Dlatego na bokach pomocy w Śląsku zagrali uniwersalni Hołota oraz Socha.

W pierwszej połowie szczególnie ten pierwszy był jednym z głównych bohaterów spotkania. Hołota grał w Śląsku na różnych pozycjach - był już defensywnym pomocnikiem i prawoskrzydłowym. Tym razem wyszedł na lewej pomocy i grał wybornie.

To właśnie Hołota był autorem obydwu asyst, po których gole dla wrocławian strzelał niewiarygodnie skuteczny Portugalczyk Marco Paixao. Przy pierwszej sytuacji Mila dośrodkował na pole karne, gdzie Hołota zgrał piłkę głową, a nadbiegający Paixao skierował ją do siatki. Przy drugiej bramce Hołota popisał się doskonałym podaniem na wolne pole, a Paixao w efektowny, techniczny sposób wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem rywali. Było 2:0 dla mądrze i skutecznie grającego Śląska.

Do przerwy Górnik starał się grać agresywnie, podchodził wysokim pressingiem pod pole karne Śląska, ale wrocławianie potrafili sobie z tym poradzić. Konstruowali znacznie groźniejsze akcje niż przeciwnicy i powinni zdobyć więcej goli. Najlepszej okazji nie wykorzystał Mila, który po centrze Sochy z bliska główkował, jednak bramkarz rywali instynktownie wybił piłkę.

Mało tego, Hołota w ostatniej minucie tej części gry sam powinien strzelić bramkę. Przepchał obrońcę Górnika i znalazł się w sytuacji sam na sam - niestety, z kilku metrów posłał piłkę obok słupka. Byłoby 3:0 i losy meczu raczej zostałyby przesądzone. Niestety, tak się nie stało.

Już na samym początku drugiej połowy Sobolewski w zamieszaniu podbramkowym strzelił gola kontaktowego. Górnik atakował, przeważał. Śląsk jakby opadł z sił, bronił się głęboko cofnięty. W dwóch sytuacjach Gikiewicz świetnie interweniował po strzałach Nakoulmy. Ale im bliżej było końca meczu, tym bardziej wrocławianie sprawiali wrażenie, że opanowują sytuację i kontrolują grę. Tak było do 90 minuty...