Ryszard Tarasiewicz przed meczem ze Śląskiem: Szatni na pewno nie pomylę

Ryszard Tarasiewicz był piłkarską gwiazdą Śląska, a jako trener wprowadził drużynę z III ligi do ekstraklasy. We Wrocławiu konsultowano się z nim nawet przy budowie nowego stadionu. W niedzielę o 15.30 zagra na nim pierwszy raz - jako szkoleniowiec Zawiszy
Michał Karbowiak: Dla Ryszarda Tarasiewicza mecz ze Śląskiem jest jak każdy inny?

Ryszard Tarasiewicz: Skłamałbym, gdybym powiedział, że tak jest. Wrocław to moje miasto, Śląsk to mój klub. Tu zaczynałem karierę jako zawodnik, tu zacząłem prowadzić drużynę jako trener. Awansowałem z zespołem z III ligi do ekstraklasy

Stąd też pana zwolniono, a potem Śląsk zdobył trzy medale z rzędu.

- Tego też oczywiście nigdy nie zapomnę. Ale nie jest tak, że samo rozstanie spędza mi sen z powiek. Chodziło raczej o formę, o nieprawdziwe informacje, które przekazywano. Byłem w klubie od 9. czy 10. roku życia, spędziłem w nim wiele czasu, zagrałem sporo spotkań. Coś chyba dla niego zrobiłem. Naprawdę można się rozstać, ale w normalny sposób, bo przecież nikt nie ma patentu na wygrywanie, a w naszej lidze raczej nie będzie też Fergusonów czy Wengerów, którzy poprowadzą jedną drużynę przez lata. Po tym rozstaniu jest więc pewna zadra, ale nie chcę, by w jakikolwiek sposób hamowała mnie ona jako trenera.

W dzisiejszym Śląsku zostało jeszcze coś z drużyny Ryszarda Tarasiewicza?

- Jest jeszcze kilku chłopaków, których prowadziłem: Przemek Kaźmierczak, Mario Pawelec, Tadek Socha, Marian Kelemen, niedawno do klubu wrócił Krzysztof Ostrowski. Szkoda, że nie zagra z nami Sebastian Mila. To znaczy dla Zawiszy to dobrze, bo znamy jego wartość, ale źle dla chłopaka, bo z uszkodzeniem więzadeł w kolanie nie ma żartów. Niewiele jest w Polsce osób, które wiedzą o tym lepiej niż ja. Jeśli chodzi o Śląsk, to mam pewną satysfakcję, że zawodnicy, których sprowadzałem do klubu, jak Piotrek Celeban, Waldek Sobota czy Piotrek Ćwielong, potem wyrośli na czołowe postacie całej ligi. Taki Kelemen też miał kapitalny okres i między innymi dzięki niemu drużyna została wicemistrzem czy mistrzem Polski.

Odnoszę wrażenie, że dziś Zawiszę buduje pan podobnie jak kiedyś Śląsk - stawia pan na grę ofensywną, inicjowaną często przez szybkich skrzydłowych.

- Akurat ze Śląskiem zagramy bez Masłowskiego, Drygasa i Vasconcelosa, ale ma pan rację - ja sam widzę pewną analogię. To jest związane z moją filozofią futbolu, którą staram się przekazać zawodnikom. Chcę, żeby Zawisza, tak jak kiedyś Śląsk, szybko przechodził z defensywy do ofensywy, żeby dominował na boisku, jeśli to tylko możliwe. Moim konikiem nigdy nie będzie np. pressing, bo uważam, że silnych drużyn nie ma sensu atakować bardzo wysoko. Na razie w Bydgoszczy pracuję jednak zbyt krótko, by wszystko perfekcyjnie funkcjonowało. We Wrocławiu byłem dłużej, po awansie do ekstraklasy przeszliśmy raczej lifting niż rewolucję. W Zawiszy zmiany były duże, więc potrzeba kilku miesięcy na dopracowanie szczegółów. Jestem zadowolony, że forma zawodników idzie w górę, że jako zespół prezentujemy się coraz lepiej. W wielu spotkaniach niezależnie od rezultatu byliśmy dla rywali równorzędnym przeciwnikiem, momentami dominowaliśmy. Tak było z Górnikiem, Lechem, Piastem czy ostatnio z Wisłą Kraków. Nie zawsze przekładało się to na wynik, ale było widać naszą jakość.

Jest pan zdziwiony, że Śląsk ma nad Zawiszą tylko punkt przewagi?

- Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym. Wrocławianie pewnie jak wiele innych zespołów mogą powiedzieć, że brakuje im kilku punktów, że głupio je stracili. O Śląsku nie chciałbym zresztą za wiele mówić, w pewnym sensie mi nie wypada. To doświadczony zespół, ograny w pucharach, będzie grał u siebie. Z tych wszystkich powodów niewątpliwie jest faworytem. My będziemy chcieli jednak rozegrać dobre spotkanie i osiągnąć dobry rezultat.

Pierwszy raz zagra pan na stadionie, który niejako pomagał projektować.

- Rzeczywiście, na etapie budowy proszono mnie o opinię. Mówiłem między innymi o tym, że dobrze byłoby, gdyby ławka rezerwowych była wtopiona w trybuny, tak jak ma to miejsce na stadionach angielskich. Wtedy ten obiekt by się wyróżniał. Zdecydowano inaczej, może nie dało się tego zrobić? Na nowym wrocławskim stadionie jeszcze nie grałem, więc na pewno szatni nie pomylę, bo nie mam jakichś nawyków. Poza tym na drzwiach będzie napisane goście i gospodarze, a wciąż czytam całkiem nieźle, więc trafię do właściwej (śmiech ).