Legendy Śląska na Oporowskiej. Władysław Żmuda: Piłkarze powinni grać dla klubu i barw, a nie tylko dla pieniędzy

W środę w siedzibie Śląska przy Oporowskiej doszło do wyjątkowego spotkania byłych piłkarzy wrocławskiego klubu, którzy przed laty tworzyli jego historię i budowali legendę. - Mogę was zapewnić, że każdy młody zawodnik, który będzie wchodził do szatni Śląska zostanie zaznajomiony z historią klubu i nazwiskami jego legend - powiedział kapitan obecnej drużyny, Sebastian Mila.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Spotkanie zostało zorganizowane przez wrocławski klub oraz Projekt Kibice Razem. Przy Oporowskiej spotkali się zawodnicy, którzy osiągali ze Śląskiem przełomowe sukcesy: historyczny awans do ekstraklasy (czerwiec 1964), pierwszy tytuł mistrza Polski (sezon 1976/77), Puchar i Superpuchar Polski (1987).

Z rąk obecnego kapitana zespołu Sebastiana Mili kilkunastu byłych piłkarzy WKS-u odebrało pamiątkowe tabliczki, na których wygrawerowano ich imiona i nazwiska, a także umieszczono podziękowania "za wkład i oddanie w sukcesy Śląska Wrocław".

Pamiątkowe tabliczki z podziękowaniami za awans do ekstraklasy otrzymali: Wacław Holewa, Wacław Jamróż, Eugeniusz Kulig, Klaus Maselli, Władysław Poręba, Paweł Śpiewok i Władysław Żmuda. Ten ostatni, 36 lat temu już jako trener poprowadził drużynę do mistrzowskiego tytułu i krajowego pucharu. Z tamtej drużyny w środowe przedpołudnie przy Oporowskiej pojawili się: Krzysztof Karpiński, Janusz Sybis, Henryk Kowalczyk i Ireneusz Garłowski. Z kolei zespół, który 1987 roku sięgnął po Puchar i Superpuchar Polski reprezentowali: Mirosław Gil, Stefan Machaj i Waldemar Prusik.

- Kiedy dowiedziałem się, że będę mógł spotkać się z piłkarzami, którzy tworzyli historię tego klubu, było mi niezmiernie miło. Na dole jest szatnia, ale tutaj, w tym pomieszczeniu czuje się legendę tego klubu. Pewnie nerwy czasami was szarpią, jak oglądacie nasze mecze, ale mam nadzieję, że będziecie dumni z naszych wyników. Mogę was zapewnić, że każdy młody piłkarz, który będzie wchodził do szatni Śląska zostanie zaznajomiony z historią klubu i nazwiskami jego legend - przekonywał byłych graczy Śląska Sebastian Mila.

Radości ze spotkania ze znajomymi sprzed lat nie ukrywał Władysław Żmuda, który na tę okazję przyjechał specjalnie z Zabrza, gdzie mieszka na co dzień.

- Cieszę się, że mogłem się spotkać z kolegami, z którymi grałem i trenowałem. Szkoda, że nie wszyscy przyjechali. Niektórych zatrzymały kłopoty rodzinne i sprawy życiowe. Ja przyjechałem ze Śląska samochodem z Wackiem Holewą i Gienkiem Kuligiem. Miał jeszcze przyjechać Reinhard Pilarek, ale ma problemy zdrowotne i wczoraj lekarz mu zabronił. Bardzo chciałem, żeby Walek Czarnecki był tutaj, bo mieszka niedaleko, ale nie wiem, co teraz się z nim dzieje - mówił legendarny piłkarz i trener wrocławskiej drużyny.

74 -letni Żmuda, mimo że jest już na emeryturze, wciąż jest na bieżąco z tym, co dzieje się w świecie piłki nożnej. Jak przyznaje, stara się oglądać wszystkie mecze, nie tylko naszej ekstraklasy, ale także Ligi Mistrzów i reprezentacji. Na razie tylko przed telewizorem. Wciąż czeka bowiem aż zostanie zakończona modernizacja stadionu Górnika Zabrze. Jak zapowiada, wówczas wybierze się na mecz z całą rodziną. Póki co, na trybunach zasiada regularnie tylko podczas meczów juniorów Gwarka Zabrze, bo jak mówi, tam ma przyjaciół i chłopcy dobrze grają.

- Mam mnóstwo czasu, dlatego oglądam wszystkie mecze. Oglądam polską ligę. Kiedyś nawet przeprowadzałem analizy, ale teraz robię ich mniej - przyznaje Żmuda.

Jak zatem porówna Śląsk, w którym grał i który prowadził z tym obecnym? - Z tym potencjałem, jaki ma obecna drużyna, powinna grać lepiej, bardziej stabilnie. Ten mecz z Górnikiem, kiedy prowadzą 2:0 i przegrywają 2:3, to jest to efekt niefrasobliwości i takiego podejścia, że my możemy, ale nie musimy. Mi coś podobnego w karierze się nie zdarzyło - mówi Żmuda.

I kontynuuje: - Na pewno wymagania są większe po zdobyciu mistrzostwa Polski, ale znając te wszystkie problemy związane z finansami, to one wywierają jakieś piętno na poczynania. Ja też przeżywałem podobne sytuacje, bo przecież w Widzewie Łódź czy innych klubach, w których pracowałem także nie było pieniędzy. Trzeba jednak tak rozmawiać z zawodnikami, żeby ten problem odłączyć. Oni powinni grać dla klubu i barw, a nie tylko dla pieniędzy, ale to inne pokolenie, które ma inne spojrzenie na życie.