Quintana zatańczył ze Śląskiem. Hiszpan upokorzył wrocławian

Śląsk po raz trzeci w sezonie przegrał z Jagiellonią 1:3 i to przegrał mimo prowadzenia. Najpierw jednak wrocławianie dali sobie strzelić dwie bramki w trzy minuty, a w drugiej połowie przy bardzo słabej grze upokorzył ich Dani Quintana.
To był bardzo dziwny mecz. Dziwny, bo rozpoczęty z 10-minutowym opóźnieniem z powodu przedłużenia się transmisji spotkania ligi angielskiej. Dziwny, bo to niesamowite, że drużyna grająca przez pół godziny tak słabo jak Jagiellonia była w stanie pięć minut później strzelić Śląskowi dwie bramki. Białostocczanie na początku prezentowali się rozpaczliwie, apatycznie. Podopieczni trenera Piotra Stokowca mieli problem z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy, często kopali w aut, byli słabo zorganizowani w destrukcji. Gospodarze grali koszmarnie i co więcej - przegrywali.

Po 26 minutach Sylwester Patejuk udokumentował wreszcie przewagę Śląska bramką. Patejuk zdecydował się na strzał zza pola karnego, piłka odbiła się jeszcze od nogi Ugo Ukaha i wpadła do bramki. Wydawało się, że wrocławianom nie pozostanie nic innego jak mecz kontrolować. Ale nic z tych rzeczy.

Śląsk na własne życzenie prowadzenie oddał, choć nie obyło się bez kontrowersji. W 31. minucie w polu karnym padł Bekim Balaj, a sędzia Paweł Gil uznał, że Rafał Grodzicki Albańczyka faulował. Był to już drugi raz z rzędu, kiedy stoper Śląska przytrzymuje rywala i za to zespół zostaje ukarany rzutem karnym. W poprzedniej kolejce podobnie było w zwarciu Adama Kokoszki z Danielem Gołębiewskim. Wówczas Paweł Golański karnego nie wykorzystał. Dani Quintana nie miał z tym problemów.

Trzy minuty później Jagiellonia wyszła z zabójczą kontrą. Gospodarze wykorzystali ofensywne ustawienie bocznych obrońców - szczególnie Dudu, a akcję strzałem wykończył skrzydłowy Dawid Plizga. Piłka po jego uderzeniu przeszła po rękach Kelemena i wylądowała w siatce.

Po tej bramce gra zdecydowanie się wyrównała. Wrocławianie nie mieli już takiej przewagi, jakby zdawali sobie sprawę z tego, że łatwo już w tym meczu było. Teraz może być tylko trudniej. Śląskowi nie pomogło nawet to, że po godzinie gry na boisku pojawił się kontuzjowany ostatnio kapitan Sebastian Mila. A może nawet zaszkodziło w tym sensie, że przy szybkich skrzydłowych Jagiellonii na prawej obronie Śląska grał Tomasz Hołota. Skrzydłowym był natomiast Mateusz Cetnarski. Jeśli więc wrocławianie chcieli odciąć sobie jedną flankę, to się udało.

W 77. minucie drużynę z Wrocławia upokorzył Dani Quintana. Hiszpan dostał dobre prostopadłe podanie między stoperów i w sytuacji sam na sam położył najpierw Kelemena, potem Pawelca. Wszedł z piłką do bramki.

Śląsk przegrał z Jagiellonią po raz trzeci w sezonie i został przez rywali przeskoczony w tabeli. Wrocławianie przy takich wahaniach dyspozycji będą mieli problem, żeby zakwalifikować się do ósemki.