Sport.pl

Śląsk gra z Pogonią Szczecin: Czy wrocławianie wstaną z kolan?

Sytuacja Śląska powoli robi się fatalna. Wrocławianie po 18 kolejkach zajmują 12. miejsce w tabeli - od powrotu do ekstraklasy tak nisko w tym momencie sezonu jeszcze nie byli. Dziś mecz z Pogonią Szczecin.
W piątek drużyna trenera Stanislava Levego w Krakowie została zdeklasowana, przegrała z Wisłą 0:3. Śląsk poniósł kolejną bolesną porażkę, znów był od rywali słabszy, znów dał sobie strzelić dwa gole w kilkadziesiąt sekund.

Takimi "wyczynami" wrocławianie niweczą wszystko inne. Nie ma znaczenia, że mecz z Wisłą rozpoczęli nieźle, że w statystykach strzałów czy dośrodkowań mieli ogromną przewagę. Na tej podstawie trener Levy mówił później, że Śląsk stwarzał sobie sytuacje. Nie do końca to prawda. Piłkarze z Wrocławia raczej kopali w kierunku bramki i w pole karne. Bramkarz Wisły Michał Miśkiewicz nie wysilił się podczas spotkania ani razu.

Trener Levy na negatywne oceny gry swojego zespołu reaguje alergicznie, ale niestety, fakty świadczą przeciwko wrocławianom. Śląsk poniósł do tej pory już siedem porażek, zespół ma ujemny bilans bramkowy, traci bardzo dużo goli, wygrywa rzadko, na wyjeździe tylko raz.

Nade wszystko Śląsk jest na kompromitującym 12. miejscu w tabeli. Tak nisko na tym etapie rozgrywek od powrotu do ekstraklasy jeszcze nie był. Gdyby nie reforma ligi, podział na dwie grupy i podział punktów po 30 kolejkach, wrocławianie mogliby już dziś zapomnieć o udziale w europejskich pucharach. Przecież do trzeciej Wisły traci już 13 punktów. To przepaść.

Naprawdę nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego Śląsk tuła się w okolicach strefy spadkowej. Na Wisłę czeski szkoleniowiec ewidentnie nie trafił ze składem. Nie wypaliło ani przestawienie Krzysztofa Ostrowskiego na lewą obronę (Dudu w tygodniu miał problemy z pachwiną), ani Mariusza Pawelca na prawą defensywę czy wystawienie Tadeusza Sochy w roli prawego pomocnika.

Niewiele dał powrót do środka pomocy Tomasza Hołoty, a gra Sebastiana Mili wywołuje największe kontrowersje. Kapitan wrocławian ewidentnie nie jest w dobrej dyspozycji, co jest efektem wcześniejszej kontuzji. Mila nie może dać Śląskowi tyle, ile by chciał, a jednocześnie gra zespołu naturalnie się na nim opiera. Może więc trener wrocławian zamiast na siłę eksploatować rozgrywającego, powinien z Pogonią dać mu odpocząć. Do pozostałych piłkarzy wysłałby jasny sygnał: Sebastian teraz nam nie pomoże, musicie wziąć odpowiedzialność za wyniki. Paradoksalnie w tym sezonie wcale nie kończyło się to aż tak źle.

W ostatnich meczach tego roku - z Pogonią (w poniedziałek we Wrocławiu), Widzewem na wyjeździe i Piastem u siebie, siedem punktów zdobytych przez Śląsk to okolice minimum przyzwoitości. Wrocławianie muszą zacząć przezwyciężać swoje słabości, bo na razie tylko się w nich pogrążają. A po przerwie zimowej czasu na odrabianie strat nie będzie wiele.

Dziś Śląsk gra z Pogonią Szczecin o godz. 20.30 na Stadionie Miejskim.

Więcej o: