Dla Śląska i Zagłębia był za słaby, a teraz robi furorę w ekstraklasie

Parę lat temu starał się o angaż w Śląsku Wrocław i Zagłębiu Lubin, jednak w żadnym z tych klubów nie przekonali się na jego talencie. Michał Masłowski, bo o nim mowa, jest jednym z odkryć obecnego sezonu w T-Mobile Ekstraklasie
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Masłowski to jeden z kluczowych graczy Zawiszy Bydgoszcz. W tym sezonie 24-letni pomocnik debiutuje w ekstraklasie, do której wdarł się przebojem, niemal z miejsca stając się jednym z wyróżniających zawodników ligi. Rozgłos Masłowskiemu przyniosły cztery bramki strzelone Piastowi Gliwice przed tygodniem (Zawisza wygrał 6:0 - przyp. red.). Z dobrej strony pokazał się już jednak we wcześniejszych spotkaniach. W sumie w obecnych rozgrywkach wystąpił w 19 meczach, zdobył sześć goli i zaliczył asysty przy dwóch trafieniach. Z kolei w trzech występach w Pucharze Polski zapisał na swoim koncie po jednej bramce i asyście.

Masłowski pochodzi z położonego 40 km od Wrocławia Strzelina, gdzie mieszkają i pracują jego rodzice. Jest wychowankiem tamtejszej Strzelinianki i to właśnie w jej barwach stawiał pierwsze kroki w seniorskiej piłce. Przełomowy dla jego kariery okazał się 2010 rok, kiedy przeniósł się do Lechii Dzierżoniów. Grę w trzeciej lidze łączył ze studiami i pracą.

- Studiowałem i mieszkałem we Wrocławiu. W dzień dojeżdżałem na treningi do Dzierżoniowa, a w weekendy pracowałem jako dozorca w hotelu w Strzelinie. Dwie nocki ja, dwie tata. On zresztą do dziś tam pracuje. Potem po takiej nocce, żeby trochę dorobić, szedłem i sprzątałem posesję, m.in. grabiąc liście. Śmialiśmy się z tatą, że pieniądze leżą na ziemi, bo tak wtedy akurat było. To był rok, kiedy naprawdę miałem bardzo pod górę, ale jakoś sobie poradziłem - mówi w rozmowie z Weszlo.com Masłowski.

Pomocną dłoń wyciągnął do niego Radosław Osuch, menedżer piłkarski i właściciel Zawiszy. To on ściągnął go w 2011 roku do drugoligowej wówczas drużyny. Masłowski w kolejnych dwóch sezonach walnie przyczynił się do awansu bydgoszczan najpierw do pierwszej ligi, a następnie do ekstraklasy.

W najwyższej klasie rozgrywkowej mógł zagrać jednak dużo wcześniej, ale parę lat temu na jego talencie nie poznały się dwa największe kluby w regionie, czyli Śląsk Wrocław i Zagłębie Lubin.

- W Śląsku próbowałem kilka razy, ale nie wiem, z czego to wynikało. Czasami nie grałem dobrze, z tym się zgodzę. Ale były takie zgrupowania, gdzie pokazywałem ciekawą piłkę. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie mówię, że powinienem dostać od razu kontrakt, chodziło o drobną możliwość pokazania się. No niestety, nie było tego. A Zagłębie to już inna sprawa, spadli za korupcję, więc odbiłem się od ściany - przyznaje Masłowski.