Sport.pl

Adam Kokoszka: W lipcu mogę być już gdzieś indziej

We Wrocławiu i w Śląsku czuję się bardzo dobrze, ale biorąc pod uwagę życie piłkarza, w lipcu mogę być już gdzieś indziej. Tym bardziej że na razie nie mam z klubu żadnych sygnałów o chęci przedłużenia umowy - mówi Adam Kokoszka, obrońca Śląska, który rozpoczął zgrupowanie z reprezentacją Polski.
Obrońca Śląska jako jedyny piłkarz wrocławskiej drużyny został powołany na zgrupowanie reprezentacji Polski w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Drużyna Adama Nawałki złożona niemal w całości z graczy polskiej ekstraklasy rozegra tam dwa sparingi: z Norwegią 18 stycznia o godz. 15 oraz z Mołdawią 20 stycznia o godz. 17.15. Kokoszka do Zjednoczonych Emiratów Arabskich pojedzie po raz drugi w karierze, bo właśnie w tym kraju w reprezentacji narodowej debiutował. Było to osiem lat temu, za selekcjonera Leo Beenhakkera. Biało-czerwoni pokonali wówczas gospodarzy 5:2, a obecny obrońca Śląska miał 20 lat i zapowiadał się na jedną z nadziei polskiej piłki. Potem defensor zagrał jeszcze na Euro 2008, a ostatni raz w kadrze wystąpił 14 listopada 2009 roku w debiucie Franciszka Smudy.

Nadal nie wiadomo również, czy Adam Kokoszka zostanie w Śląsku. Klub do 20 grudnia mógł jednostronnie przedłużyć z nim umowę, ale tego nie zrobił. Działacze uznali, że obrońca jest zbyt drogi, chcą rozmawiać z nim o nowym kontrakcie, ale na innych warunkach.

Zawodnik może podpisać kontrakt z innym pracodawcą i przejść do niego za darmo po zakończeniu sezonu.

Michał Karbowiak: Zgrupowanie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich to będzie dla Pana sentymentalny powrót do przeszłości ?

Adam Kokoszka: To będzie raczej miły powrót do reprezentacji, bo od czterech lat mnie w niej nie było. Do przeszłości to nie, bo wiadomo, że od 2006 roku wiele się zmieniło. Teraz jestem zdecydowanie bardziej doświadczonym zawodnikiem, trochę meczów na wysokim poziomie już rozegrałem. We Włoszech zrobiłem duży postęp, w Śląsku miałem okazję sporo pograć, ustabilizować swoją formę. Wchodzę w optymalny wiek dla piłkarza, tworzy się nowa reprezentacja, więc wiadomo, że podobnie jak inni chciałbym się w niej zadomowić. Teraz pozostaje mi dać z siebie wszystko i przekonać do siebie trenera.

W 2006 roku też myślał Pan o zadomowieniu się w kadrze?

Każdy, kto jedzie na reprezentację choćby raz, zawsze chce tam wrócić, grać jak najwięcej. Ze mną było podobnie. Za trenera Beenhakkera pozostałem w orbicie zainteresowań, zagrałem na Euro 2008. Na pewno jednak te ostatnie cztery lata mi uciekły. Wiadomo, że w karierze pojawiają się różne zawirowania, poza tym wiele zależy od trenera. Jeden w swojej drużynie widzi tego piłkarza, inny kolejnego.

Myśli Pan, że selekcjoner Adam Nawałka będzie widział właśnie Pana?

Jak wielu moich kolegów mam taką nadzieję. Wszystko jednak zależy od naszej postawy na boisku. O tym, że jestem obserwowany przez sztab reprezentacji, wiedziałem 2-3 kolejki przed zakończeniem jesieni, bo rozmawiałem z trenerem Bogdanem Zającem, asystentem selekcjonera. Z trenerem Nawałką znamy się jeszcze z Wisły Kraków, bo to on jako koordynator młodzieży ściągał mnie do tego klubu. Potem grałem też u niego w pierwszym zespole Wisły. Parę razy widzieliśmy się też z trenerem, kiedy ja występowałem we Włoszech, a on przyjeżdżał tam na staże. Można więc powiedzieć, że mieliśmy kontakt, choć oczywiście niezbyt częsty. Sam jestem ciekaw, czy trener Nawałka się zmienił, ale to będę mógł ocenić dopiero po zgrupowaniu. Na pewno musiał zrobić jednak duży postęp, skoro wybrano go na selekcjonera reprezentacji.

Powołania do reprezentacji zawsze są indywidualne, ale w Pana wypadku jest to szczególnie widoczne. Gdyby bowiem formę zawodników oceniać przez pryzmat postawy całej obrony Śląska, to nie miałby Pan szans.

- Wszyscy wiedzą, że ani liczba straconych bramek, ani miejsce w tabeli nas nie satysfakcjonują. Wiosną musimy zrobić wszystko, żeby się poprawić. Z pewnością czeka nas ciężka walka o pierwszą ósemkę, ale jestem przekonany, że możemy do niej wejść. Kilku piłkarzy przebywa teraz na testach, być może kadra zespołu będzie nieco szersza. To z pewnością pomogłoby nam w walce o lepsze wyniki.

Nie zintegruje się Pan z nowymi kolegami, bo zabraknie Pana na pierwszym obozie Śląska.

Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, to myślę, że wiele nie stracę. O ile wiem, trenerzy klubowi byli też w kontakcie ze sztabem reprezentacji, więc z pewnością jakieś informacje zostały im przekazane. Dla mnie zgrupowanie kadry to miła odskocznia, natomiast wiadomo, że potem trzeba będzie wrócić do ciężkiej pracy w klubie. Z punktu widzenia przygotowań do wiosny zdecydowanie ważniejszy będzie zresztą drugi obóz w Turcji.

Był Pan zaskoczony, że Śląsk nie przedłużył z Panem umowy, choć miał taką możliwość?

- Zaskoczony to nie. Wiedziałem, że jeśli działacze nie zrobią tego aż do mojego wyjazdu na urlop, to raczej wątpliwe, by dokonali tego w ostatniej chwili, 20 grudnia. Do końca czekałem jednak na ten ruch, nie rozmawiałem z innymi klubami. Teraz mój menedżer spokojnie może zrobić rozeznanie na rynku. Gdyby pojawiała się jakaś poważna oferta zagraniczna, to na pewno ją rozważę.

A chciałby Pan w ogóle zostać w Śląsku?

Wiele osób mnie o to pyta, ale nie jest łatwo odpowiedzieć. Z jednej strony - ja i moja rodzina bardzo dobrze czujemy się we Wrocławiu. Z drugiej - od czasu przejęcia klubu przez miasto nie rozmawiałem z prezesem czy właścicielami. Żeby zostać, musiałbym wiedzieć, jakie warunki są mi proponowane, ale z klubu w sprawie ewentualnej umowy nie wyszedł żaden sygnał. Cóż, takie życie piłkarza, że w lipcu mogę być już gdzieś indziej.

Ile do tego czasu zbierze Pan żółtych kartek?

Mam nadzieję, że nie tyle, żeby pauzować za nie dwa mecze. A tak pauzuje się choćby po 12. kartce. Prawda jest taka, że ja wcale wiele nie fauluję, ale rzeczywiście - jak już to zrobię, to kończy się kartkami. Czasem dlatego, że jako stoper jestem zmuszony do przewinień taktycznych. Z pewnością muszę jednak nad tym popracować.

Więcej o: