Dlaczego Burza Wrocław nie została polskim Realem Madryt? Fascynująca sportowa podróż po minionej epoce

Gdy czytałem książkę dr. Sławomira Szymańskiego "Wrocław, sport, PRL", przyszła mi do głowy parafraza słów wybitnego sportowca i dziennikarza Zdzisława Ambroziaka. Czerpiąc z niego, mogę powiedzieć: "Gdyby Szymański tej książki nie napisał, tę książkę trzeba byłoby po prostu wymyślić".
Dlaczego? Bo sport we Wrocławiu w poprzedniej, ważnej dla niego epoce zasługiwał na właśnie takie opracowanie. Naukowe, gdy chodzi o benedyktyńską pracę w gromadzeniu danych, uporządkowanie i przejrzystość wywodu, ale całkowicie przystępne, gdy chodzi o treść.

Szymański, niestrudzony popularyzator historii sportu, autor książki "Sport w Breslau", pisze, że jego nowa pozycja jest pomyślana jako reportaż z przeszłości.

Nie jestem do końca pewien, czy ta pozycja jest reportażem, wiem za to, że jest fascynującą opowieścią - skarbem dla dziennikarzy, niezwykle ciekawą lekturą dla wrocławskich kibiców. I pewnie nie tylko dla nich.

Autor w swojej niezwykle obszernej książce (544 strony) żadnego aspektu sportu w PRL stara się nie pominąć. Szeroko pisze o znaczeniu sportu w PRL, obiektach sportowych Wrocławia (niektóre z nich już dawno nie istnieją), wielkich i mniejszych imprezach, wreszcie analizuje dokładnie niemal wszystkie czołowe dyscypliny uprawiane w mieście przez 45 lat.

Co ważne, Szymański nie tylko przytacza artykuły prasowe, lecz także rozmawia z zawodnikami, co czynni tę pozycję zdecydowanie ciekawszą.

Wiedzieliście, że stadion przy Oporowskiej miał mieścić 35 tys. widzów? A bokserzy bili się w teatrze, piłkarzom zdarzało się grać z bronią palną przy boku, a na żużlowym torze Stadionu Olimpijskiego nawet dziś widać pozostałości lejów po wojennych bombach. Jeśli nie, to po lekturze tej książki z pewnością się dowiecie.

Dowiecie się też, kto wymyślił legendarne oświetlanie reflektorami samochodowymi finału drużynowych mistrzostw świata na żużlu w 1961 r. na wrocławskim Stadionie Olimpijskim oraz dlaczego obecną Halę Stulecia trzeba było ocieplać, paląc w niej ogniska.

Cała książka ilustrowana jest cennymi archiwalnymi zdjęciami i świetnymi karykaturami (polecam tę Władysława Żmudy I ze strony 114).

Czy mam po przeczytaniu tej książki jakiś niedosyt? Właściwie tak. Dlaczego, u licha, piłkarska Burza Wrocław nie została polskim Realem Madryt? A przecież, jak pisze autor, zostać mogła.

Sławomir Szymański "Wrocław, sport, PRL", wydawnictwo Via Nova, Wrocław 2013, 544 strony