Sebastian Mila deklaruje: Emocjonalnie czuję się związany ze Śląskiem

- Miałem dwie oferty z innych klubów, ale konsultowałem się z rodziną i temat odejścia ze Śląska jest dla mnie ucięty. Inna rzecz, że jako piłkarz i kapitan zawsze będę głośno pytał, o co ma grać drużyna - mówi Sebastian Mila
W poniedziałek menedżer zawodnika Daniel Weber oficjalnie przyznał, że szuka swojemu podopiecznemu klubu. Ze Śląska miały bowiem płynąć sygnały, jakoby wrocławian nie było stać na utrzymywanie Mili. Poza tym przedstawiciele klubu mieli być niezadowoleni z postawy rozgrywającego. Piłkarz podpisał latem nowy trzyletni kontrakt, ma wysoką pensję, ale ostatnio gra słabiej. W rundzie jesiennej zanotował jedynie dwie asysty i strzelił jedną bramkę.

Michał Karbowiak: Wybiera się pan gdzieś w najbliższym czasie?

Sebastian Mila: No tak, ze Śląskiem na drugi obóz do Turcji.

Chodzi mi bardziej o ewentualny transfer. Menedżer Daniel Weber mówi, że jest w trakcie szukania panu nowego klubu, a niedawno zgłosił się m.in. Apoel Nikozja.

- Nie wiem dokładnie, co mówił Daniel, bo jak pan wie, nie było mnie w Polsce. Może nastąpiło jakieś przeinaczenie albo mój menedżer wyraził się nieprecyzyjnie. Rzeczywiście, miałem ostatnio oferty nie tylko z Apoelu, ale także z jeszcze jednego klubu. Potraktowałem to jako nobilitację, docenienie mojej osoby. Rozmawiałem jednak z moją rodziną i oni nie wyobrażają sobie, żeby się wyprowadzać z Wrocławia. Ja zresztą podobnie. Gram w klubie sporo czasu, czuję się niemal wrocławianinem, podpisałem niedawno ze Śląskiem kolejną umowę. Jasne, że w życiu piłkarza bywa różnie, ale na ten moment temat odejścia ze Śląska jest dla mnie ucięty, zupełnie o tym nie myślę. Czuję się za to emocjonalnie związany z tym klubem, za co zresztą zbieram joby w innych miastach Polski.

Miał pan jakiekolwiek sygnały, aby Śląsk ze względu na wysokie zarobki czy słabą formę chciał rozwiązać z panem umowę?

- Absolutnie nie, przecież to tak nie funkcjonuje. W Śląsku pracują profesjonaliści i na pewno o tym wiedzą. Na nowych właścicieli i prezesa Pawła Żelema nie mogę powiedzieć nic złego. Prezesa znam zresztą od dawna, to on mnie do Wrocławia ściągał. W klubie naprawdę słyszę tylko słowa wsparcia i życzenia zdrowia, bo z tym ostatnio było słabiej. Inna rzecz, że w mediach rzeczywiście jest sporo informacji o tym, że w Śląsku trzeba będzie obcinać kontrakty i podobne tego typu historie.

Jak pan na nie reaguje, skoro kiedyś deklarował pan, że chce grać tylko o najwyższe cele?

- To się nie zmienia, ja naprawdę nie mam czasu grać o utrzymanie. Jeśli w swojej karierze to robiłem, to tylko w sytuacjach ekstremalnych. Z zespołem chcę rywalizować o mistrzostwo, grać w pucharach, jako piłkarz chcę występować w reprezentacji Polski. Moje cele pozostają stałe - chcę zawsze być najlepszy.

Jako kapitan i jako zawodnik Śląska zawsze będę głośno pytał, o co ma grać drużyna. Z poczucia odpowiedzialności za nią. Teraz jednak nie widzę z tym w Śląsku problemu. Klub pozyskał Flavio Paixao, wypożyczył Wojtka Pawłowskiego, może będą jeszcze jakieś wzmocnienia. Liczę, że trener jakoś to wszystko poukłada, a jako drużyna wreszcie odpalimy. Teraz pozostaje nam grać, jak należy, poprawić wyniki i miejsce w tabeli. Po pierwszym obozie w Turcji jestem bardzo zadowolony, myślę, że morale tak moje, jak i drużyny szybko się podniesie.

Pana morale jest niskie z powodu zaledwie dwóch asyst i jednego gola w rundzie ekstraklasy?

- Ja jestem dla siebie najsurowszym sędzią i też chciałbym, aby te statystyki były lepsze. Początek w pucharach miałem obiecujący, podobnie zresztą jak cały zespół. Potem było już gorzej, a jeszcze przypałętała mi się kontuzja kolana. Długo nie grałem, potem z kolei szybko chciałem wrócić na boisko, a dojście do optymalnej dyspozycji przy takim urazie i jeszcze w trakcie rundy jest bardzo trudne. Mnie też się to nie udało. Na domiar złego pod koniec miałem jeszcze kontuzję pięty, borykałem się z nią nawet w grudniu, na urlopie. Końcówka rundy i roku była dla mnie dość okrutna. Szczerze mówiąc, mocno z tego powodu cierpiałem.

W wywiadzie dla "Wyborczej" przed meczem z Legią Warszawa mówił pan, że nie jest już od asyst, tylko od regulowania tempa gry. Zabrzmiało to jak wymówka.

- Z tym regulowaniem gry cytowałem tylko Helio Pinto z Legii. Chodziło bardziej o to, że przecież do zespołu przychodzą nowi piłkarze, oni również muszą brać na siebie ciężar gry. Nasze zadania na boisku się zmieniają, dużo zależy od koncepcji trenera. Na pewno jednak nie jest tak, że nie chciałbym strzelać bramek czy notować asyst. Z punktu widzenia zawodnika to byłby absurd.

Więcej o: