Koniec pustyni w Śląsku? Dankowski i Misik dodają optymizmu

Występy Kamila Dankowskiego i Patryka Misika w dotychczasowych sparingach dają nadzieję, że Śląsk przestanie być wreszcie pustynią w kwestii wprowadzania do zespołu młodych piłkarzy. Pytanie tylko, czy zawodnikom starczy formy, a trenerowi Stanislavowi Levemu odwagi, by nastolatków posłać w bój o pierwszą ósemkę ekstraklasy.


Chyba w żadnym innym klubie w ekstraklasie występom młodych piłkarzy trenerzy, działacze i kibice nie powinni się przyglądać baczniej niż w Śląsku. Żaden inny klub ze szkoleniem młodzieży, nie ma bowiem takich problemów, niemal wszystkie radzą sobie z wprowadzaniem wychowanków do pierwszej drużyny lepiej niż wrocławianie. Śląsk od lat ciągnie się pod tym względem w ogonie ligi i nie ma znaczenia ani to, o co aktualnie walczy zespół, ani kto go prowadzi. Efekt zawsze jest ten sam: młodzi gracze na boisku występują rzadko albo prawie wcale, a za "młodego, zdolnego wychowanka" w nieskończoność uchodzi 26-letni i doświadczony już przecież Tadeusz Socha. W ostatnim raporcie młodzieżowców Śląsk zajął ostatnie miejsce. Piłkarze poniżej 21 roku życia, grający we wrocławskiej drużynie spędzili jesienią na boiskach ekstraklasy zaledwie pięć minut.

Od babci do Śląska

Właśnie dlatego niezłe sparingowe występy duetu Kamil Dankowski - Patryk Misik przyciągają uwagę i dają nadzieję, że ten dramatyczny stan wreszcie się zmieni. 17-letni Dankowski zimą zaliczył już dwie bramki i dwie asysty, przyczynił się do towarzyskiej wygranej tak z III-ligową Ślęzą Wrocław jak i mistrzem Azerbejdżanu - Neftchi Baku. Dankowski nominalnie jest prawym obrońcą, ale trener Levy wypróbowuje go również na prawej pomocy i jak widać na razie testy wychodzą korzystnie. Regularnie grywa też 19-letni Misik, w swojej kategorii wiekowej odpowiednik Sebastiana Mili w seniorach wystawiany przez szkoleniowca na skrzydle i nawet w ataku. Misik zimą bramki ani asysty jeszcze wprawdzie nie zaliczył, ale jest chwalony przez bardziej doświadczonych kolegów, podobnie zresztą jak Dankowski. I chyba nie ma w tym przesadnej kurtuazji. Wśród komplementowanych piłkarzy jest także 20-letni Czech Lubos Adamec, ale on piłkarską edukację przechodził w Juventusie Turyn, o nabywaniu umiejętności w grupach młodzieżowych Śląska nie ma więc mowy.

Co ciekawe, historia każdego z młodych piłkarzy Śląska jest inna i jej pozytywne zakończenie w postaci regularnych występów w ekstraklasie dowodziłoby, że ostatnie lata nie zostały we Wrocławiu definitywnie zmarnowane. Dankowski jest chłopakiem z regionu, urodził się w Dusznikach-Zdroju, grał w FC Academy, jest reprezentantem Polski w niższych kategoriach wiekowych. Wychwycono go dość wcześnie dzięki współpracy Śląska z innymi wrocławskimi klubami, jeszcze rok temu trenerzy oprócz jego rozwoju piłkarskiego zamartwiali się ocenami. Ich talent był bowiem zagrożony z matematyki.

Dziś o osiągnięciach szkolnych cisza, głośno za to o tym, co Dankowski wyrabia w pojedynkach z seniorami.

Misik to z kolei przypadek wyjątkowo specyficzny, nie bałbym się go nazwać typowo śląskowym "wynalazkiem". Nie słyszałem bowiem, by jakikolwiek inny klub w ekstraklasie swe juniorskie zapasy obficie czerpał ze Światowych Igrzysk Polonijnych. A tak jest w tym przypadku. Piłkarza pochodzącego z Kanady wrocławscy trenerzy wypatrzyli podczas tej specyficznej imprezy trzy lata temu. Młody Patryk miał wówczas przyjechać do kraju zagrać w turnieju i odwiedzić babcię w Bielsku-Białej. Zamiast tego został w Śląsku i teraz jest w pierwszej drużynie wrocławian oraz młodzieżowych reprezentacjach Kanady, w których zresztą poczyna sobie całkiem solidnie.

Co zrobi Levy

W przypadku obu piłkarzy na wielkie zachwyty jeszcze oczywiście dużo za wcześnie, w tym wieku i w naszej piłce forma młodych graczy lubi odchodzić równie szybko jak przyszła. Za chwilę obaj gracze mogą wylądować w III-ligowych rezerwach i zamiast dokazywać mistrzowi Azerbejdżanu, będą stale bić się z ekipami bardziej prowincjonalnymi, boiska w ekstraklasie wcześniej nawet nie powąchawszy.

Trener Levy, wbrew pierwotnym deklaracjom, na młodzież zdaje się stawiać opornie, co ciszej lub głośniej wytykają mu nawet współpracownicy (patrz wywiad z szefem skautingu Józefem Klepakiem na portalu slasknet.com pod koniec 2013 roku). Zachwytów nad Dankowskim pełno było przecież i poprzedniej zimy, dokładnie rok temu szkoleniowiec obiecywał dać piłkarzowi szansę, po czym na boisko w ekstraklasie nie wpuścił go nigdy. Nawet na pojedynki ze słabszymi Podbeskidziem Bielsko-Biała czy Widzewem Łódź.

Jest paradoksem, że wolał szkoleniowiec Jakuba Więzika, którego teraz nie zabrał na obóz, a oddał na testy do 12. w II lidze Legionovii Legionowo. Trudno więc stwierdzić, czy wiosną Levemu starczy odwagi, by postawić na młodzież w znacznie trudniejszych przecież pojedynkach, bo definitywnie rozstrzygających walkę o pierwszą ósemkę.

Czy Dankowski z Misikiem są w stanie wypracować taką dyspozycję, by nikt, chyba łącznie ze szkoleniowcem, nie zaglądał im w metrykę?

Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>