Śląsk trenera Pawłowskiego pokazał się kibicom. "Niech on ich utrzyma"

Kilkudziesięciu kibiców na trybunach, ogromne brawa dla trenera Tadeusza Pawłowskiego, wiele indywidualnych pojedynków między zawodnikami i uraz Sebastiana Mili. Tak wyglądał pierwszy trening Śląska pod wodzą nowego szkoleniowca.
Nowy Śląsk bez tajemnic. Zapisz się na bezpłatny newsletter Śląsk Extra

- Zdjęcie możemy zawsze zrobić. Pogadać to będzie ciężko, tyle mam roboty - mówił trener Tadeusz Pawłowski do grupki młodych kibiców, którzy podeszli do niego przed porannym treningiem Śląska. Pierwszym pod wodzą nowego szkoleniowca i pierwszym od dawna w pełni otwartym dla mediów oraz fanów zespołu.

Otwarcie zajęć, choć ogłoszone późno, okazało się bardzo dobrym pomysłem. Na trybunach stadionu przy ul. Oporowskiej zebrało się kilkudziesięciu kibiców, ze względu na ferie było bardzo dużo młodzieży. Zjawili się też starsi sympatycy Śląska, ci którzy pamiętali Pawłowskiego jeszcze jako znakomitego piłkarza. - Jeździłem za nim do Mielca i wielu innych miast Polski. Pawłowski i Sybis to ikony tego klubu. Piłkarze, którzy ostatnio zdobyli mistrzostwo, muszą jeszcze popracować, żeby im dorównać - mówił jeden z kibiców, który na trening przyszedł z synem. Nie chciał się przedstawić, zapewniał za to, że Śląskowi kibicuje od 50 lat. - Pawłowskiego jako trenera nie znam, ale mam nadzieję, że utrzyma Śląsk w ekstraklasie. Szczerze mówiąc nie musi nawet awansować z nim do grupy mistrzowskiej. Najważniejsze, żeby stworzył dobrą drużynę na przyszły sezon.

Choć zajęcia miały rozpocząć się o godz. 10, piłkarze wraz z nowym trenerem wyszli na boisko blisko pół godziny później. Największe brawa dostał oczywiście szkoleniowiec, który w sportowym dresie i butach, wyraźnie zadowolony, pozdrawiał fanów. Jego debiut na zajęciach obserwowali też przedstawiciele właścicieli klubu i członkowie rady nadzorczej Stanisław Han z Hasco-Leku, Rafał Holanowski z Supra Inwest i Marek Nowara z Inter System. Na trybunach posiedzieli dosłownie chwilę, potem udali się do klubu, by poczynaniom piłkarzy przyglądać się wraz z prezesem Pawłem Żelemem.

Same zajęcia rozpoczęły się od ćwiczeń z gumami gimnastycznymi, a potem zawodnicy przeszli do ćwiczeń typowo piłkarskich. Zawodnicy przy trybunie krytej ćwiczyli w parach pojedynki jeden na jednego, a ich zadaniem było wprowadzić piłkę między dwa stojaki imitujące bramkę. - Dalej, dalej, dawaj, dawaj. Nie ma czekania - pokrzykiwał trener Pawłowski, któremu czasem wyrwały się jakieś słowa w języku niemieckim "Ja, perfekt" -krzyczał szkoleniowiec.

W trakcie zajęć doszło do zabawnej sytuacji. Trener podszedł do jednej grupy zawodników złożonej głównie z piłkarzy zagranicznych i zapytał: "Czy ktoś tu mówi po polsku?". Okazało się, że nie, więc polecenia tłumaczył trener Łukasz Czajka.

Najkrócej spośród zawodników (byli wśród nich nowi: Mateusz Machaj, Juan Calahorro, Lukas Droppa i Robert Pich) trenował Sebastian Mila. Z boiska zszedł długo przed końcem zajęć i pojechał na badania.

Już bez niego koledzy mieli kolejną porcję pojedynków w parach, choć tym razem miały się one zakończyć strzałem na bramkę. Goli nie padało zbyt wiele. Widać za to, że trener Śląska chciałby możliwie szybko poprawić grę piłkarzy w starciach jeden na jeden. Zdaniem szkoleniowca w ostatnim czasie wrocławianie przegrywają ich zbyt dużo. Czy to się zmieni, okaże się dopiero w niedzielę podczas meczu z Cracovią.

Ponadgodzinne zajęcia zakończyły się grą 6:4, gdzie najważniejszy był pressing i skonstruowanie ataku. - Brakuje cierpliwości w rozegraniu - analizował szkoleniowiec, patrząc, jak atakująca drużyna mimo gry w przewadze, daje się łapać na spalone. Do piłkarzy mówił: - Liczą się ułamki sekund, jest różnica, czy gramy na dwa kontakty, czy na jeden. Zawsze musimy próbować na jeden - podkreślał Pawłowski.

Po treningu szkoleniowiec przybił piątki ze wszystkimi zawodnikami i współpracownikami, a potem wraz z piłkarzami rozdał autografy kibicom. - Będzie dobrze, trzeba w to wierzyć - zakończył.

Co trener Pawłowski osiągnie ze Śląskiem? Czekamy na FB