Sport.pl

Nowi piłkarze sygnałem zmian? Co transfery mówią o Śląsku

W niedzielnym meczu z Cracovią możemy zobaczyć już zupełnie inny Śląsk. Nie tylko dlatego, że drużynę objął nowy szkoleniowiec Tadeusz Pawłowski, ale dlatego, że w kadrze wrocławian znajdą się pozyskani niedawno: Lukas Droppa, Mateusz Machaj, Juan Calahorro oraz Robert Pich.
Chcesz wiedzieć wszystko o Śląsku? Zapisz się na bezpłatny newsletter Śląsk Extra

Wszyscy ci gracze dołączyli do Śląska tuż przed zwolnieniem trenera Stanislava Levego i mieli być realizacją jego ciągłych postulatów o konieczności wzmocnienia zespołu. Paradoksalnie z tych zmian będzie mógł skorzystać już nowy trener wrocławian, dla którego nowi piłkarze są pewną niewiadomą. Trener Pawłowski miał bowiem pojęcie o potencjale wielu zawodników Śląska, właściwie właśnie poza tymi kupionymi do drużyny niedawno.

Potrzebny wyrobnik

Jeśli chodzi o uzupełnione przez Śląsk pozycje, to brak klasowego defensywnego pomocnika był najbardziej widoczny w meczu otwierającym piłkarską wiosnę Śląska. Adam Kokoszka przeciwko Lechowi grał chaotycznie, zdecydowanie zbyt ostro, i przegrywał większość swoich pojedynków. Z konieczności miał na tej pozycji wystąpić również przeciwko Ruchowi, jednak niepewna postawa Odeda Gavisha w defensywie wymusiła kolejną roszadę dokonaną już w trakcie meczu i to zawodnik z Izraela kończył spotkanie w środku pomocy. To jednak tylko podkreśliło potrzebę wzmocnień w obliczu dłuższych urazów Hołoty i Kaźmierczaka. Stąd zakontraktowanie Lukasa Droppy wydaje się więc naturalnym ruchem dla Śląska. Jest to piłkarz z rynku doskonale znanego trenerowi Levy'emu, a to on w opinii zarządu odpowiadał za wszystkie transfery w nowym roku. W Baniku Droppa nie chciał podpisać nowego kontraktu, na krótko zesłano go do rezerw, a sprawa ostatecznie zakończyła się rozwiązaniem umowy. Ta wiążąca go ze Śląskiem jest korzystna dla obu stron - jeśli się sprawdzi w rywalizacji o pierwszy skład, to zostanie we Wrocławiu na dłużej, a jeśli nie, Pawłowski przynajmniej będzie miał opcję rezerwową do końca obecnego sezonu.

Lukas Droop to zawodnik, który nie rozpali wyobraźni wrocławskich kibiców. Typowy wyrobnik od destrukcji, umiejętnie doskakujący do przeciwnika i zabezpieczający linię obrony. Może zastanawiać to, czy Śląsk potrzebuje zawodnika w gruncie rzeczy podobnego do Toma Hateleya - żaden z nich nie jest szczególnie dobry w rozegraniu, nie włącza się i nie błyszczy w ataku (pomijając stałe fragmenty gry Anglika). Pod tym względem odstają od Stevanovicia, który do Śląska przychodził jako ofensywny pomocnik i "do przodu" gra lepiej. Jedynym aspektem wyróżniającym Droppę jest jego zdolność do zagrywania podań diagonalnych, zmieniających kierunek akcji jego drużyny - coś, co było do tej pory zadaniem Przemysława Kaźmierczaka.

Machaj do ułożenia

Zatrudnienie Czecha może sygnalizować chęć odmłodzenia drugiej linii Śląska. Kaźmierczak już przekroczył granicę trzydziestu lat, Stevanovicia czeka to we wrześniu - i obydwu latem kończą się kontrakty we Wrocławiu. To, że ostatnio gra Śląska nie jest płynna, a wręcz zbyt przewidywalna dla rywali, wynika także z ich stylu gry oraz m.in. braku szybkości. Tego z kolei nie brakuje Mateuszowi Machajowi - dynamicznemu pomocnikowi, którego we Wrocławiu zakontraktowano na rok z opcją przedłużenia na kolejne dwanaście miesięcy. Po tym, jak jesienią głogowianin rozegrał więcej minut w trzeciej lidze niż w ekstraklasie, było jasne, że raczej będzie szukał nowego klubu. Śląsk może zaoferować mu szansę na ponowne wskoczenie na porządny poziom ligowy.

Gdy wchodził do pierwszego składu Lechii, wiele mówiono o jego inklinacjach do gry ofensywnej - strzałach z dystansu, dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry czy indywidualnych rajdach. Jak w wielu podobnych przypadkach to były przedwczesne oceny, bo rola Machaja w Lechii szybko ograniczyła się do nadążania za chaotycznym stylem drużyny. To ujawniło jego wady w grze defensywnej, kiepski odbiór i błędy w ustawieniu - podkreślone choćby ostatnim jego występem dla gdańszczan przeciwko Cracovii, zakończonym przedwcześnie ze względu na otrzymaną czerwoną kartkę.

W Śląsku może odbić się po niekorzystnym półroczu, ale trzeba zdawać sobie sprawę z jego ograniczeń. Zaletą jest to, że Machaj chętnie schodzi do boków, wspiera skrzydłowych i jest bardziej ruchliwy od Kaźmierczaka czy Stevanovicia. Jeśli Tadeusz Pawłowski po piłkarsku go "ułoży" i sprawi, że jego gra będzie bardziej dojrzała, przedłużenie umowy będzie raczej kwestią czasu.

Hiszpańska elegancja

Również Juan Calahorro był wystawiany w roli defensywnego pomocnika w poprzednim sezonie w barwach Alcorcon. Jednak w obecnych rozgrywkach już nie występował, rozwiązał kontrakt i w ostatnim tygodniu zjawił się we Wrocławiu. Zdecydowanie Hiszpan byłby bardziej pomocny w środku obrony. Dobrze gra w powietrzu, lepiej się ustawia i dobrze wyprowadza piłkę z defensywy. Na pierwszym treningu Tadeusza Pawłowskiego był jednak ustawiany jako środkowy pomocnik, gdzie szybko pokazał pewną elegancję w poruszaniu się z piłką, jej kontroli i podaniach. To cecha typowa dla piłkarzy z Hiszpanii. Jednak widać było, że brak gry w ostatnich miesiącach odbił się na jego dynamice, gdy w pojedynkach jeden na jednego regularnie przegrywał ze swoim rywalem.

Zawodnik z marzeń Levego

Bez wątpienia najciekawszym transferem Śląska jest Robert Pich z MSK Żiliny - to piłkarz, którego wrocławianom dotąd brakowało. Nie tyle kreator sytuacji, ale drybler, często schodzący do środka boiska z lewego skrzydła, potrafiący efektownie wykończyć akcję. W sierpniu popisał się fenomenalnym strzałem nożycami w meczu z Nitrą w ramach słowackiej Super Ligi. Uniwersalny, szybki i zwrotny 25-latek to piłkarz wyjęty z... wielu wywiadów Stanislava Levego, który właśnie takich wzmocnień się domagał. Bez wątpienia lepiej radzi sobie w indywidualnych pojedynkach od Patejuka, jest też bardziej przebojowy od Plaku i od obydwu groźniejszy w polu karnym rywala. Jeśli do końca lutego również Flavio Paixao zostanie zatwierdzony do gry w Śląsku, drużyna dosłownie odzyska skrzydła. Czy jednak nie będzie za późno?

Chociaż o awans do czołowej ósemki może być niezwykle trudno, to poszerzenie kadry drużyny powinno wyjść Śląskowi na dobre. Piłkarzom, którym kończą się kontrakty, może być trudniej pokazać się przed ewentualnym podpisaniem kolejnej umowy, a to zwiększy rywalizację w składzie. Już na pierwszych swoich zajęciach Tadeusz Pawłowski miał do dyspozycji 25 zawodników, pomimo braku choćby Hołoty, Kaźmierczaka, Pawelca i Plaku. Charakter pierwszych zajęć wręcz bezpośrednią rywalizację wymuszał, dając szkoleniowcowi wiele materiału do przemyśleń. Już podczas meczu w Krakowie to może być zupełnie inny Śląsk.

Więcej o: