Sport.pl

Widmo krachu krąży nad naszym futbolem: Jeszcze polska piłka nie zginęła, ale...

Wiele wpływowych osób, które próbowały stworzyć coś pozytywnego w polskim futbolu, pogodziło się z faktem, że tu niczego sensownego zbudować nie można. Uznali, że jeśli środowisko piłkarskie chce żyć w symbiozie z kibolami, to niech sobie wspólnie z nimi zarządza klubami i całym futbolem
Polska piłka systematycznie, konsekwentnie stacza się w przepaść. Niestety, kolejne wydarzenia z ostatnich miesięcy pokazują, że z naszym futbolem może być jeszcze gorzej, niż jest. A jest beznadziejnie źle.

Rzeczywistość jest brutalna - futbolem w Polsce coraz bardziej zaczynają rządzić kibole. Bitwa szalikowców Legii i Jagiellonii na stadionie w Warszawie, racowiska na obiekcie Wisły Kraków, wojna fanatycznych kibiców z władzami Zawiszy Bydgoszcz czy Wisły - to tylko wybrane przykłady naszej smutnej ligowej rzeczywistości.

Panowanie kiboli

Niektórzy ludzie polskiej piłki - jak choćby prezes Bogusław Leśnodorski z Legii - długo trzymali sztamę z kibolami, płacili finansowe kary za ich wybryki. Konsekwentnie bronili szalikowców, kiedy grzywny za ich wybryki płacili nie ze swoich pieniędzy, tylko korzystali z kasy właściciela klubu. Pan Leśnodorski nieco przejrzał na oczy, kiedy sam został współwłaścicielem Legii i teraz za ekscesy kibiców musi płacić z własnej kieszeni. A nie sięgać po środki z ITI.

W innym czołowym polskim klubie, Wiśle Kraków, kibice ogłosili teraz bojkot drużyny. Domagają się odejścia prezesa Bednarza i trenera Smudy, bo ich nie akceptują. Prezes podpadł, gdyż odważył się im przeciwstawić - nie chce m.in. płacić haraczu na pirotechnikę i meczowe oprawy.

Dopełnieniem marazmu polskiej piłki jest ciągły brak sukcesów naszych drużyn w europejskiej rywalizacji, słaby poziom ligowych rozgrywek i, niestety, wciąż porażająca niemoc reprezentacji.

Bawcie się sami

Jednak znacznie gorszym, bardziej niepokojącym sygnałem są inne zdarzenia, które źle wróżą tej dyscyplinie. Na kryzys naszego futbolu obojętne stały się najbardziej wpływowe krajowe elity - biznesmeni, finansiści czy politycy. Wiele wartościowych, wpływowych osób, które jeszcze niedawno próbowały budować coś pozytywnego w krajowej piłce, pogodziło się z faktem, że tu nie da się niczego stworzyć.

Ludzi ci doszli do wniosku, że świat polskiego futbolu jest nieuleczalnie chory, wypaczony. Uznali, że jeśli spora część środowiska piłkarskiego chce żyć w symbiozie z kibolami, to niech sobie wspólnie zarządza klubami. Wpływowe kręgi pogodziły się z faktem, że w wielu polskich drużynach decyzje podejmują fanatyczni szalikowcy i osoby z władz klubu o kibolskiej mentalności. W efekcie zrezygnowane elity machnęły na to ręką, wychodząc z założenia, że jeśli chcecie mieć kibolskie kluby, to miejcie, ale róbcie to bez nas. Dalej bawcie się sami.

Biznes odpuszcza

Z piłkarskiego biznesu na przestrzeni ostatnich miesięcy zrezygnowali: Mariusz Walter i koncern ITI (Legia), jeden z najbogatszych Polaków Zygmunt Solorz (Śląsk), Andrzej Kuchar (Lechia) czy Józef Wojciechowski (Polonia). W środowym "Przeglądzie Sportowym" właściciel Comarchu Janusz Filipiak przyznaje, że rozważa możliwość wycofania się z finansowania Cracovii, bo nie ma to większego sensu.

Poza tym właśnie firma Orange ogłosiła, że nie przedłuży kontraktu reklamowego z reprezentacją Polski. Natomiast koncern energetyczny Tauron rezygnuje ze sponsorowania Śląska Wrocław. A przekazywał na drużynę około 5 milionów złotych rocznie.

Zawodowcy na garnuszku samorządów

Różne były przyczyny odejścia bogatych biznesmenów z klubów. Ale wizerunkowo to bardzo niepokojące, złe sygnały. Prywatny kapitał głównie odpływa z naszych drużyn. Niewiele zmienia fakt, że Lechię Gdańsk przejęło konsorcjum kilku zagranicznych menedżerów. Efekt Euro 2012, który miał nakręcać piłkarską koniunkturę w Polsce, nie zadziałał.

Rzeczywistość mamy taką, że wiele zawodowych drużyn piłkarskich utrzymywanych jest głównie przez samorządy oraz spółki skarbu państwa, które przeznaczają na to od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. Tak dzieje się we Wrocławiu, w Zabrzu, Kielcach, Gliwicach, Bydgoszczy, Szczecinie czy Lubinie.

Po Euro 2012 niektóre samorządy zostały z kolosalnymi stadionami, które muszą teraz za miliony utrzymywać. A na meczach - poza nielicznymi wyjątkami - trybuny w większości miast świecą pustkami, bo ligowe pojedynki ogląda niewielu widzów. Mimo że mamy kilka nowoczesnych obiektów, a kolejne są budowane.

Niska frekwencja na meczach ekstraklasy to kolejna bolesna porażka polskiego futbolu.

Pikniki zostały w domu

Jeszcze niedawno specjaliści od tworzenia budżetów klubów wierzyli, że znaczną jego część stworzą pieniądze pochodzące ze sprzedanych biletów oraz dochodów z tzw. dnia meczowego. Problem w tym, że zyski są małe. Frekwencja na większości stadionów jest niska, a zyski z dnia meczowego słabe. W Polsce na piłkarskie trybuny nie udało się przyciągnąć klasy średniej, rodzin z dziećmi. Stanowią oni tylko niewielki procent widzów. Większość na trybunach to fanatycy, kibole, szalikowcy. To za mało, aby wypełnić wielkie obiekty. Za mało, aby zbudować sensowny budżet.

Inni, ci pogardliwie nazywani "piknikami", chodzą rzadko albo wcale. Zniechęca ich nie tylko przeciętny poziom, ale głównie wszechobecna wulgarność, chamstwo i antysemityzm, jaki opanował stadiony.

Brak efektu Bońka

Koniunkturę na polską piłkę miało nakręcić nie tylko Euro 2012, ale też kluczowe zmiany w PZPN. Porażka PZPN-owskiego betonu, reprezentowanego przez Grzegorza Latę i Zdzisława Kręcinę, a przede wszystkim wybranie na prezesa - przy wsparciu polityków - Zbigniewa Bońka, miało odmienić i uzdrowić nasz futbol.

Nic takiego się nie wydarzyło. Efektu Bońka na razie brak. I żeby nie było niedomówień - prezes Boniek nie jest winny temu, że nasze kluby kompromitują się w europejskich pucharach, że na mecze chodzi niewielu widzów, a klubu mają kłopoty finansowe. Ale że reprezentacja piłkarska nadal tkwi w marazmie i ciągle zawodzi, że nowy selekcjoner wcale nie jest lepszy od poprzednika - tu ponosi odpowiedzialność. Bo Nawałka jest autorskim pomysłem prezesa.

Nadzieja, że światowiec Boniek jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieni wszystko, była oczywiście naiwna. Jednak ciągłe kompromitowanie się naszej drużyny narodowej idzie na konto nowego prezesa. Podobnie jak absurdalne wypowiedzi nominowanych przez niego osób. Choćby Stefana Majewskiego, dyrektora sportowego PZPN, który niedawno w "PS" podkreślał, że w szkoleniu udało nam się wyprzedzić od Niemców, gdyż w młodzieżowych reprezentacjach szybciej niż oni wprowadziliśmy grę trzema napastnikami.

Przy takiej aberracji trudno się dziwić, że dla wielu kibiców polska piłka stała się już tylko tematem do złośliwych żartów. Choćby tego, że gdy w kolejnych eliminacjach los przydzieli nam: Eskimosów, Pigmejów i "Dzieci z Bullerbyn", będzie to dla nas grupa śmierci...

Smutna katastrofa

Regularna bitwa szalikowców Legii i Jagiellonii na stadionie, która doprowadziła do przerwania meczu, pojedynek lidera i wicelidera ekstraklasy przy pustych trybunach, bojkot swoich drużyn ogłoszony przez fanatyków Wisły i Zawiszy - to obrazki z kilku ostatnich tylko tygodni.

W tym wszystkim istotą przestał być sam sport. Bo dla kiboli liczy się tylko to, czy dostaną dofinansowanie na oprawę i czy będą mogli na stadionach odpalać race oraz fajerwerki. Sam futbol raczej ich nie interesuje.

Przez ostatnie lata w klubach - kosztem normalnych widzów - systematycznie dowartościowano fanatycznych, roszczeniowych szalikowców. Prowadzono z nimi negocjacje, ciągle zgadzając się na różne ustępstwa. Zapomnieliśmy o fundamentalnej, ale prostej prawdzie - w futbolu najważniejszy jest futbol. Nie kibole.

I zostaliśmy z kibolami. Tylko że futbolu już prawie nie mamy.

Więcej o:
Komentarze (200)
Widmo krachu krąży nad naszym futbolem: Jeszcze polska piłka nie zginęła, ale...
Zaloguj się
  • zostawciemniewspokoju

    Oceniono 1434 razy 1196

    Podstawą bytu klubu jest niedzielny kibic za rękę z synem i bratankiem.
    Nie małpa w kapturze. Kto tego nie zrozumie, nie ma racji bytu w biznesie.
    Mamy prawo wymagać - płacąc za bilet - bezpieczeństwa, braku wulgaryzmów, komfortu,
    infrastruktury. My - pikniki i Janusze - mimo tego że nie mamy sektorówek -
    jesteśmy podmiotem sportu zawodowego. Bez nas nie ma nic - kto nie wie -
    zapraszam na powtórkę mieczu na pustym stadionie. Jest tak bez sensu jak
    lody z kalafiora.

  • foryou22

    Oceniono 737 razy 611

    Na stadiony powinny chodzić całe rodziny ale się nie da bo tam jest spęd bydła i ja mam swojemu synowi kazać słuchać tej całej nienawiści i najgorszego rynsztoka . Niech umiera ta piłka wolę na siatkę syna zabrać

  • kocurxtr

    Oceniono 441 razy 407

    i bardzo dobrze - nie ma polskiej piłki, jest tylko sitwa dojąca kasę i zbieranina kopaczy
    jedno wielkie cwaniactwo o poziomie poniżej podwórkowej szmacianki

    trzeba być debilem, żeby wizerunkowo związać swoja firmę z czymś takim...

  • przemo1033

    Oceniono 264 razy 210

    W Polsce to tylko jedna z dziedzin w której nie da się zrobić porządka.Jednakże da się zrobić tylko trzeba chcieć. Po pierwsze monitoring i kary na chate tak jak z mandatami na drodze i dożywotni zakaz wstępu. Mamy codziennie z chołotą do czynienia na ulicach i mieczysławom się wydaje że można robić wszystko w tym latać ze szmatą na gębie po stadionie. O tuż nie są sposoby na chołotę i ja znam parę, wystarczy tylko odpowiedzialność finansowa indywidualna plus na komisarjacie mały wpi...i będzie ok

  • dawido85wawa

    Oceniono 283 razy 201

    niech zlikwidują te Polskie kluby i bedzie spokój niech grają tylko amatorsko

  • marczii

    Oceniono 197 razy 169

    Słusznie wielcy korpo ludzie! Jestem za tym żebyście wspierali inne dyscypliny w polskim sporcie, które mogą być podobnie widowiskowe i przynoszące zyski, a przynajmniej możemy być z nich dumni.

  • wizard

    Oceniono 377 razy 53

    Z piłkarskiego biznesu na przestrzeni ostatnich miesięcy zrezygnowali: Mariusz Walter i koncern ITI (Legia),
    - kwestie finansowe - ITI cienko przędzie

    jeden z najbogatszych Polaków Zygmunt Solorz (Śląsk)
    - kwestie finansowe - nie ma obiecanej galerii

    Andrzej Kuchar (Lechia)
    - kwestie finansowe (koszty otrzymania klubu)

    czy Józef Wojciechowski (Polonia)
    - kwestie sportowe (brak wyników) oraz wiele pomniejszych, w tym finansowe, brak stadionu, etc.

    . W środowym "Przeglądzie Sportowym" właściciel Comarchu Janusz Filipiak przyznaje, że rozważa możliwość wycofania się z finansowania Cracovii, bo nie ma to większego sensu.
    - kwestie sportowe (wyniki niezadowalające)

    Poza tym właśnie firma Orange ogłosiła, że nie przedłuży kontraktu reklamowego z reprezentacją Polski.
    - słabe wyniki reprezentacji

    Natomiast koncern energetyczny Tauron rezygnuje ze sponsorowania Śląska Wrocław.
    - słabe wyniki drużyny (od Mistrzostwa Polski do walki o trzymanie w grupie "spadkowej")

    Dziennikarzu! Żaden z wymienionych nie zrezygnował przez kibiców. To co dziennikarz pisze to tylko dopasowywanie rzeczywistości do własnej tezy.
    Problem z chuliganami to tylko jeden z wielu problemów piłki nożnej, ale jeden uznałbym za podstawowy:
    poziom sportowy.

    Słabe mecze, piłkarze anonimowi, najlepsze kluby w Polsce grają w kratkę, nie potrafią serią zwycięstw zachęcić do przychodzenia na stadion. Do tego ceny biletów np. w Warszawie.
    Polskie kluby nie potrafią wygrywać w Europie, polska reprezentacja nie potrafi wygrywać meczów o punkty.

    Ile można oglądać, chodzić na mecze, by oglądać żenujące mecze, żenujące porażki, żenujących piłkarzy?
    Zwyczajnie się nie chce, są ciekawsze sposoby spędzenia czasu.

  • paranoja999

    Oceniono 82 razy 42

    Gdzie jest państwo - chciałoby się zanucić. Otóż samo się nie wyczyści, nie zrobi. Nie pomogą bogaci wujkowie, słynni prezesi PZPN itd. Albo państwo uruchomi swoje siły żeby zrobiły porządek albo nie. Jak dotychczas wszyscy robią wszystko, żeby nic nie robić, a odpowiedzialność żeby nadal się rozmywała. Jak jest drakońskie prawo, to nie ma go jak egzekwować, jak by było jak, to nie ma kim itd. itp. Ile to już lat? Tymczasem na Legii w reakcji na zadymę podniesiono płot oddzielający kibiców jednych od drugich. I wszyscy uważają, że załatwili sprawę. Gdyby płoty były miernikiem bezpieczeństwa to stary stadion Legii byłby oazą spokoju.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX