Sam Marco Paixao to za mało: Śląsk tylko zremisował z Górnikiem Zabrze

Śląsk tylko zremisował 1:1 z Górnikiem Zabrze i praktycznie stracił szanse awansu do grupy mistrzowskiej. W Śląsku zbyt wiele zależy od Portugalczyka Marco Paixao, a on w pojedynkę nie jest w stanie wygrywać spotkań.
Pierwszy raz za kadencji Tadeusza Pawłowskiego na ławce Śląska usiadł Sebastian Mila, były kapitan wrocławian. W porównaniu z ostatnim meczem z Zagłębiem Lubin w Śląska doszło do jednej zmiany: za zawieszonego za czerwoną kartkę Dudu zagrał Paweł Zieliński. Ale Zieliński grał na prawej stronie obrony, a miejsce Brazylijczyka na lewej stronie zajął Ostrowski.

Zdecydowanie bardziej osłabiony personalnie był Górnik, w którym z różnych względów nie grało kilku zawodników: Błażej Augustyn, Mariusz Przybylski, Mateusz Zachara, Seweryn Gancarczyk, Adam Danch, Gabriel Nowak oraz Oleksandr Szeweluchin.

W pierwszej połowie tylko początkowo mecz był w miarę wyrównany. Z upływem minut coraz większą przewagę uzyskiwali gospodarze, którzy dominowali i stwarzali sobie okazje strzeleckie. Podobnie jak w poprzednich meczach w ofensywie gracze Śląska szukali przede wszystkim Marco Paixao. Dogrywali większość piłek do Portugalczyka, a ten wiele akcji kończył groźnymi strzałami. Bramkarz rywali musiał radzić sobie z jego strzałami z pola karnego, czy efektowną przewrotką.

W 25. min Kasprzik był bezradny. Po dośrodkowaniu Zielińskiego z prawej strony Marco Paixao świetnym uderzeniem głową posłał piłkę do bramki obok bezradnego bramkarza Górnika. po zdobyciu prowadzenia wrocławianie nadal atakowali i dominowali. Okazje bramkową miał Pich, ale Kasprzik tym razem dobrze interweniował. Później uderzali Machaj oraz Stevanović, ale wyjątkowo niecelnie. Doskonałą sytuację do strzelenia kolejnego gola miał Flavio Paixao, jednak z bliska źle trafił w piłkę.

Do przerwy gracze Górnika w zasadzie tylko się bronili i nie stworzyli sobie żadnej okazji bramkowej.

W drugiej połowie obraz gry zmienił się - Górnik zagrał znacznie odważniej i mecz się wyrównał. Zabrzanie zaczęli atakować, chcąc doprowadzić do remisu. Mieli okazje bramkowe - po jednej z akcji w doskonałej sytuacji znalazł się Oziębała, ale Kelemen świetnie interweniował.

Po przerwie mecz był znacznie ciekawszy, szybszy. Obydwie drużyny grały ofensywnie i Śląsk mógł podwyższyć prowadzenie - tym razem jednak Marco Paixao i Pich byli nieskuteczni.

Na ostatni kwadrans trener Śląska wprowadził na boisko Sebastiana Milę. Kilkadziesiąt sekund później - po kontrze wrocławian - Mila był w dogodnej sytuacji, jednak strzelił zbyt lekko i prosto w bramkarza. A ambitnie atakujący Górnik doprowadził do remisu. W 80. min po wrzutce na pole karne Zieliński nie zdołał zablokować Iwana, który przyjął piłkę i mocnym strzałem z sześciu metrów nie dał żadnych szans obrony Kelemenowi.

Śląsk rzuci się, aby zdobyć zwycięskiego gola i był blisko sukcesu. Jednak po zamieszaniu w polu karnym Stevanović z 16 metrów trafił piłka w słupek. Jeszcze w ostatniej akcji meczu goście mogli zdobyć komplet punktów, ale Majta, będąc sam na sam z bramkarzem, strzelił fatalnie, daleko od bramki.

Śląsk zremisował i ma 30 punktów, a więc siedem oczek straty do ósmej w tabeli Jagiellonii. Do końca zasadniczej części sezonu pozostały tylko trzy mecze, więc w zasadzie przesądzone jest, że wrocławianie w dalszej części rozgrywek będą walczyć o utrzymanie w grupie spadkowej.

Za tydzień Śląsk gra w Bydgoszczy z Zawiszą.

Śląsk - Górnik 1:1 (1:0)

Bramka: 1:0 - M. Paixao (25), 1:1 - Iwan (80)