Śląsk w kryzysie. Dutkiewicz milczy

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się to niemożliwe, ale gdyby w piątek Śląsk przegrał z Podbeskidziem, może wylądować w strefie spadkowej.
Drużyna z Bielska-Białej z 27 punktami zajmuje przedostatnie miejsce, Śląsk ma tylko trzy punkty więcej i jest 13. (14. Zagłębie ma 29 punktów). Jeśli wrocławianie wygrają, odskoczą nieco od dna. Ale porażka może zepchnąć drużynę w przepaść i spowodować, że walka o utrzymanie będzie niezwykle dramatyczna. Tym bardziej że po zakończeniu części zasadniczej sezonu punkty zostaną podzielone na pół, co jeszcze bardziej spłaszczy tabelę i zniweluje różnice między zespołami.

To, że Śląsk, niedawny mistrz Polski, zdobywca Superpucharu, broni się przed degradacją, jest największą sensacją sezonu. - Sport jest nieprzewidywalny, ale nie potrafię sensownie wytłumaczyć, dlaczego drużyna, która w ostatnich latach sięgała po wielkie sukcesy, teraz broni się przed spadkiem. Trzeba znaleźć przyczynę, oby nie za późno - mówi Rafał Holanowski, biznesmen, jeden ze współwłaścicieli Śląska.

Śląsk ma problem z wygrywaniem, jest całkowicie uzależniony w ofensywnie od jednego gracza - Marco Paixao. W zasadzie nikt poza Portugalczykiem nie strzela goli. Jeśli on zawiedzie, drużyna jest bezradna. Tak było podczas ostatniego ligowego meczu z Zawiszą. Śląsk długo dominował, miał wiele okazji do zdobycia bramki, ale był nieskuteczny i przegrał 0:1. Rozczarowują inni ofensywni zawodnicy, którzy mieli być siłą drużyny - Słowak Robert Pich oraz brat bliźniak Marco Paixao - Flavio.

Mimo że Śląsk ostatnio zgubił mnóstwo punktów, trener Tadeusz Pawłowski, który niedawno zastąpił Stanislava Levy'ego, jest zadowolony z gry zespołu. - Chcemy zbudować drużynę, która przyciągnie kibiców, będzie grała efektownie i efektywnie. Na pewno nie można osiągnąć tego w ciągu miesiąca, ale idziemy w dobrym kierunku - uspokajał po meczu z Zawiszą. Przyznał jednak, że sam Paixao meczów wygrywać nie będzie. - Mamy tylko jednego zawodnika, który znajduje się w czołówce klasyfikacji strzelców, a na drugim miejscu jest Waldek Sobota, który nie gra w Śląsku od sierpnia, a ma też na koncie najwięcej asyst w zespole - podkreślił Pawłowski.

Trener szuka nowych rozwiązań. Znalazł np. nowe miejsce na boisku dla byłego kapitana Sebastiana Mili, który ostatnio był rezerwowym. Pawłowski chce, aby Mila grał jako cofnięty, defensywny pomocnik. Trener preferuje agresywny pressing po stracie piłki, a według niego Mila jest za mało dynamiczny, by występować na pozycji rozgrywającego.

Mimo odległego miejsca w tabeli we Wrocławiu wciąż nie wierzą, że Śląsk może skończyć sezon spadkiem do I ligi. - Proszę nawet nie wspominać o takim scenariuszu - denerwuje się Rafał Holanowski.

Nie wiadomo, co o trudnej sytuacji Śląska myśli prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące kryzysu w klubie. Miasto ma 49 procent udziałów w Śląsku i przez ostatnie lata wpompowało w drużynę kilka milionów złotych publicznych pieniędzy. Prezydent Dutkiewicz najprawdopodobniej unika komentarza do sytuacji w swoim klubie, bo nie chce być kojarzony z czymś, co może się okazać klęską.