Sport.pl

Piłkarskiego Śląska sukces niewiarygodny: Dwa lata temu wrocławianie zdobyli mistrzostwo Polski

Piłkarze nie znosili trenera Oresta Lenczyka, trener - prezesa Piotra Waśniewskiego, właściciele - prezydent Rafał Dutkiewicz i Zygmunt Solorz - siebie nawzajem. W takiej atmosferze Śląsk dwa lata temu zdobył mistrzostwo Polski
Im więcej czasu mija od tego historycznego wyczynu, tym bardziej wydaje się on kompletnie nierealny. Szczególnie jeśli zajrzy się za kulisy wydarzenia.

Po dwóch latach od pamiętnego 6 maja 2012 r. rozmawiałem o finiszu tamtego sezonu z ludźmi, którzy w tworzenie sukcesu byli zaangażowani. Z ludźmi, którzy sprawili, że Śląsk po 35 latach przerwy znów sięgnął po piłkarskie mistrzostwo Polski.

Wojna domowa

W Śląsku w mistrzowskim sezonie 2011/12 działy się rzeczy niewiarygodne. Na zewnątrz obserwowaliśmy walkę o największy sportowy zaszczyt od ponad 30 lat, a wewnątrz trwała wojna domowa. Trenerowi Lenczykowi o prezesie Piotrze Waśniewskim zdarzało się mówić: "ten gówniarz". Piłkarze o trenerze czasami mówili tak wulgarnie, że nie nadaje się to do cytowania.

Napięcia były od początku, ale po udanej, zwycięskiej rundzie jesiennej wszystko się jeszcze jakoś trzymało. W szatni pojawił się nawet prowizoryczny grafik z kolejnymi wiosennymi meczami Śląska i zapisanym na końcu hasłem "Mistrz Polski 2012". Problem w tym, że na początku wiosny w grafik zamiast zwycięstw trzeba było wpisywać głównie remisy i porażki. Drużyna na pierwsze siedem meczów wygrała tylko jeden.

Śląsk grał słabo, a dodatkowo w marcu do internetu wyciekło nagranie poufnych rozmów trenera Lenczyka z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem. Lenczyk narzekał w nim na piłkarzy, czym doprowadził zawodników do furii.

Jeszcze w tym samym miesiącu sekretarz Wrocławia Włodzimierz Patalas ogłosił, że klub jest niemal bankrutem, bo pieniędzy na utrzymanie nie przekazuje drugi poza gminą właściciel, czyli Polsat. Od tego momentu rozmowy na linii miasto - Polsat zamarły.

W trakcie sezonu Śląsk w pewnym sensie dosłownie wyrżnął o dno. - Dwa tygodnie przed końcem sezonu, po meczu z Lechią Gdańsk. Wówczas nastąpiło przesilenie - kompletny rozpad więzi trenera i piłkarzy. Oni nie chcieli już ze sobą pracować, ale przecież nadal grali o tytuł - opowiada jeden z rozmówców.

W 27. kolejce Śląsk zremisował na wyjeździe z Lechią Gdańsk 1:1. Wrocławianie przez ponad 70 minut grali w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Tadeusza Sochy, bronili się heroicznie, a fenomenalnie między słupkami spisywał się Kelemen. Mimo prowadzenia, Śląsk meczu nie wygrał, gola stracił w samej końcówce. Zespół nadal był na podium, ale mógł za chwilę w ogóle wypaść z europejskich pucharów.

Piłkarze piją w autokarze

W drodze autokarem z Gdańska do Wrocławia trener Lenczyk - choć jest zaciekłym abstynentem - pozwolił piłkarzom na wypicie kilku piw kupionych na stacji benzynowej. Ale z kilku zrobiło się kilkanaście, jeśli nie więcej. Piłkarze pili piwo, byli coraz głośniejsi, zaczęli otwarcie drwić ze szkoleniowca, obrażać go. Lenczyk siedzący z przodu autokaru nie reagował. Nałożył kaptur na głowę i udawał że śpi.

Po przyjeździe zawodnicy nie posprzątali autobusu, w którym walały się dziesiątki puszek. Rano zobaczył to prezes Waśniewski. Wściekł się. Od Lenczyka zażądał wyjaśnień na piśmie, jak mogło do tego dojść. Z kolei kapitana Sebastiana Milę wezwał na rozmowę i zapowiedział zabranie piłkarzom premii za kilka poprzednio wygranych meczów. Mila został też zawieszony na kolejny mecz z Zagłębiem. Oficjalnie nie zagrał z powodu kontuzji.

- Prezes wszedł do autobusu przypadkiem, natomiast zawodnicy myśleli, że szkoleniowiec na nich doniósł, co było nieprawdą. Ponieważ donoszenie jest w szatni grzechem śmiertelnym, nienawiść piłkarzy do trenera jeszcze się wzmogła. Zawodnicy zaczęli liczyć tylko na siebie - to, co grają, ustalali już będąc w kółku na murawie tuż przed rozpoczęciem meczu - twierdzi jeden z rozmówców.

To wersja radykalna, chyba trochę naciągana. - Między zawodnikami a trenerem miłości nie było, ale nie ma co z tym przesadzać. Lenczyk ustalał skład i taktykę. On zresztą nigdy nie wojował z liderami swoich drużyn, słuchał, co mieli do powiedzenia. Na kreatywność piłkarzy liczył zwłaszcza w ofensywie. To dlatego w autokarze przymknął oko na zachowanie zawodników. Byli dla niego zbyt ważni - przekonuje inna osoba związana z sukcesem Śląska. Rozmówca dodaje: - Gdybym miał procentowo określać zasługi dla mistrzostwa, to 60 procent należy się chłopakom, a 40 trenerowi.

Tak czy inaczej, stało się coś niespodziewanego. Śląsk po aferze alkoholowej, bez zawieszonego Mili, z przypadkowo zestawioną obroną, wygrał u siebie z Zagłębiem 2:1 i wrócił do gry o mistrzostwo. Do decydujących rozstrzygnięć pozostał tydzień

Mila rządzi

Jeśli w szatni do końca nie rządził trener Orest Lenczyk, to kto? - pytam moich rozmówców. Odpowiedzi są identyczne: liderem mistrzowskiej drużyny był Sebastian Mila. Każda osoba przypomina sobie sytuacje, w których kapitan zespołu przekonywał, że Śląsk będzie mistrzem Polski. Nawet jak zespół grał bardzo słabo, i nawet, kiedy niewielu już w to wierzyło.

- Sebastian miał w tej drużynie naturalny autorytet. Wspierały go też "starszaki", czyli Dariusz Sztylka i Krzysztof Wołczek. To byli być może ostatni w historii Śląska nienajemnicy. Czasem marudzili, jak wszyscy gracze, ale na samym końcu najważniejszy był Śląsk - opowiada osoba znająca kulisy szatni wrocławian.

Inna dodaje: - Ważna postacią był też Przemek Kaźmierczak: spokojny i doświadczony. Żołnierze zespołu to Piotrek Celeban i Mariusz Pawelec, absolutni profesjonaliści. To była naprawdę dobrze skomponowana grupa, piłkarze trzymali się jak rodzina. Byli i młodzi i starzy, ale wszyscy głodni sukcesu. W sumie Śląsk nie miał najlepszych piłkarzy, ale każdy z nich mógł dać w trakcie meczu coś ekstra. A Lenczyk mądrze zawodnikami rotował, każdego utrzymywał w grze. To była jego mądrość.

Lenczyk niemal przez cały czas zaskakiwał składem. W przedostatnim meczu sezonu z Jagiellonią również. Lenczyk posadził na ławce dobrych technicznie Cristiana Diaza i Waldemara Sobotę, w ich miejsce wpuścił silniejszych fizycznie Tadeusza Sochę i Łukasza Gikiewicza. I znów wygrał. Śląsk zwyciężył 3:1, przy wszystkich golach podawał przywrócony do jedenastki Sebastian Mila.

W rozgrywanym równocześnie meczu w Gdańsku liderująca w lidze Legia sensacyjnie przegrała 0:1 z Lechią. Wrocławianie wiedzieli o tym już w trakcie swojego spotkania. Wyniki przez telefony komórkowe zbierali siedzący na ławce rezerwowych kierownik Zbigniew Słobodzian i drugi bramkarz Rafał Gikiewicz. Zresztą i bez nich byłoby wiadomo, że Legia straciła gola. Wrocławskie trybuny oszalały z radości, choć na boisku nie działo się nic istotnego.

Najważniejszy prezydent

Śląsk po meczu z Jagiellonią został samodzielnym liderem i było wiadomo, że jeśli za trzy dni wygra z Wisłą w Krakowie, zostanie mistrzem Polski. Za nimi ze stratą jednego punktu był Ruch Chorzów, który w ostatniej kolejce grał u siebie z Lechią.

- No i zaczął się cyrk - mówi jeden z moich rozmówców. Biuro prezydenta Rafała Dutkiewicza po prostu oszalało. Przedstawiciele magistratu żądali takiego zorganizowania fety mistrzowskiej, by w przypadku zwycięstwa Śląska to właśnie prezydent Wrocławia był jedną z głównych jej postaci. Zależało im, aby to prezydent jak najszybciej otrzymał zwycięski puchar, jeszcze przed kapitanem drużyny - wspomina.

Nie chcieli dopuścić do tego z kolei przedstawiciele Polsatu. Zygmunt Solorz nie miał zamiaru przyjechać, Józef Birka nie mógł być, więc jako strażnika interesów firmy wysłano jego syna Kamila, członka rady nadzorczej klubu. - Zaczął się wyścig o to, kto pierwszy będzie mógł ogrzać się przy ewentualnym sukcesie. Prezes Waśniewski i wiceprezes Michał Domański cały czas byli na telefonach i informowali odpowiednio miasto i Polsat, jakie są ustalenia drugiej strony. Kuriozum - podkreśla rozmówca.

Ostatecznie na mistrzowskie podium obok zawodników weszli Kamil Birka i prezydent Dutkiewicz. Stanęli po dwóch przeciwnych stronach.

Specjalny film o przygotowaniach do meczu Wisła - Śląsk chciała też nakręcić stacja Canal Plus. Miał być to obraz na wzór legendarnego już "7 dni od mistrzostwa", z udziałem Lenczyka jako trenera GKS-u Bełchatów. Wówczas Lenczyk na dwa ostatnie mecze sezonu wpuścił dziennikarzy wszędzie: na odprawy, do szatni i... przegrał tytuł z Zagłębiem Lubin. Teraz szkoleniowiec nie zgodził się na powtórkę.

Lenczyk jedzie do domu

W sobotę 5 maja piłkarze Śląska do Krakowa jechali w skupieniu. Nie było zwyczajowych żartów i rozmów. Piłkarze zostali zakwaterowani w hotelu Orbis Novotel Centrum vis-a-vis Wawelu. Tam też w małej salce odbył się ich ostatni trening. - Niby było normalnie, a jednak nienormalnie. Skupienie znacznie większe, powaga również. Poza tym stopniowo dochodziły do nas informacje, że do Krakowa wybiera się wiele tysięcy kibiców, że we Wrocławiu na Rynku nie ma już miejsc w knajpach, bo wszyscy czekają na mecz Śląska - napięcie rosło - opowiada osoba związana z klubem.

Co ciekawe, trener Lenczyk ostatniej nocy przed walką o tytuł nie spędził z zawodnikami w hotelu. Ponieważ na stałe mieszka w Krakowie, pojechał do domu, do żony Alicji. Potem to właśnie z nią przyszedł na mistrzowską kolację.

- Myślę, że dla niego ten wyjazd do domu to była swego rodzaju ucieczka. Żeby oderwać się od presji, żeby usiąść w ulubionym fotelu - ocenia mój rozmówca.

Kto wygra mecz?

Przed meczem, w szatni, DJ Śląska Mateusz Cetnarski puścił m.in. "You simply the best" i "Eye of the Tiger". Legendarną przemowę wygłosił kapitan Sebastian Mila: - Pamiętacie jak każdy z nas był taki mały, na podwórku - gdzieś tam, ktoś by pomyślał, że będzie w drużynie o mistrzostwo Polski grał? Myślę, że nikt - mówił Mila. - Dzisiaj jest ten dzień właśnie. Dzisiaj zapracowaliśmy na to, każdy jak tu stoi. Dzisiaj, jak Bóg pozwoli, zostawimy tu zdrowie, ile trzeba będzie. Kurwa, chcę to zobaczyć dzisiaj. Dawać pany, wy mnie nie oszukacie, ja was znam. Widzę walkę, widzę zaangażowanie, widzę serce, którego mamy tyle, ile trzeba. Chcę głośno, żeby to wszyscy słyszeli: Kto wygra mecz - pytał Mila, a oni głośnym okrzykiem odpowiedzieli: - Śląsk!

Po pierwszej połowie był remis 0:0, przy prowadzeniu Ruchu w Chorzowie, to Niebiescy byli mistrzem Polski. Na początku przerwy trener Lenczyk wraz z całym sztabem nie wszedł do szatni, siedział na zewnątrz. Podobno trener chciał dać się piłkarzom wygadać, a sam musiał zebrać myśli. Gdy Lenczyk do szatni wszedł, mówił mało, prawie wcale. Więcej mówili zawodnicy - tradycyjnie Mila, niespodziewanie milczący zwykle Celeban. Że trzeba strzelić bramkę, że trzeba zachować koncentrację.

Ślady są do dziś

W 51. minucie Mila dośrodkował z wolnego, Rok Elsner uderzył głową i trafił do siatki - Śląsk miał wymarzone prowadzenie. Pół godziny później wrocławianie grali w dziesiątkę, bo drugą żółtą, i w konsekwencji czerwoną kartkę dostał obrońca Krzysztof Wołczek. A potem były wielkie nerwy, końcowy gwizdek i wielka radość. Lenczyk krzyczał z zaciśniętymi pięściami, piłkarze szaleli na murawie, ściskali się weterani Śląska: kierownik Słobodzian i masażysta Jarosław Szandrocho. Przypominali sobie, jak jeszcze w III lidze przywozili zgrzewkę wody podarowaną przez koszykarski Śląsk, bo piłkarski był biedny. Jak z jednej miski jedli sałatkę z pomidorów i rozmyślali o wielkim Śląsku. O mistrzostwie raczej na pewno nie marzyli.

Widać było, że wrocławianie do fet nie przywykli. Na dekorację wyszli późno, zamiast zgodnie z regulaminem czekać na podium na puchar, oni po niego zbiegli, właściwie niemal zabrali go dyrektorowi Ekstraklasy SA Marcinowi Animuckiemu. Ale kto by się w takich chwilach konwenansami przejmował. Śląsk miał wreszcie swoje mistrzostwo Polski.

- Nikt nam go nie dał, nikt nie odpuścił. Opowiadanie, że Wisła zagrała pod nas z powodu przyjaźni kibicowskiej jest absurdalne - opowiadają zgodnie wszyscy moi rozmówcy. I proszą, żeby to podkreślić.

Autokar z drużyną Śląska wyjechał ze stadionu po paru godzinach, kibice zatrzymywali ich po drodze wielokrotnie. Jeden z kibiców wręczył zawodnikom ogromnego szampana. Ten człowiek przyjechał specjalnie aż z Francji. Kiedyś kupił dwa szampany. Jednego, jeszcze w latach 90., przekazał po jednym z awansów Śląska do ekstraklasy. Z drugim czekał do mistrzostwa.

Historyczna butelka szampan stoi w siedzibie Śląska przy Oporowskiej - nienaruszona. Czeka na klubowe muzeum. A na stadionie Wisły, w szatni gości, do dziś widać smugi po szampanie z radości piłkarzy Śląska. Zasłużonej.

Więcej o:
Komentarze (35)
Piłkarskiego Śląska sukces niewiarygodny: Dwa lata temu wrocławianie zdobyli mistrzostwo Polski
Zaloguj się
  • sir_fred

    Oceniono 157 razy 121

    Orest to geniusz i najlepszy trener Wrocławia: mistrz, wicemistrz, a jeszcze do tego kretów spuścił z ligi...

  • roosvelt1984

    Oceniono 35 razy 33

    Z mojego poznańskiego punktu widzenia to wygladało tak, że Śląsk wbił się w kryzys najlepszych klubów w Polsce (Legii, Lecha i Wisły, pewnie niestety w tej kolejności) i, będąc takim sobie zespołem, wygrał ligę. A swoją realną siłę pokazał w pucharach...
    Śląskowi obecnie potrzebny jest spokój i stabilizacja, coś w stylu Rumakowego Lecha, który choć przez burze typu Żalgiris albo blamaże w PP wciąż trzyma się Legii. Śląsk nie ma o wiele gorszych piłkarzy, tylko o wiele gorszą atmosferę.
    Powodzenia

  • dreadhound

    Oceniono 21 razy 9

    Płakałem "Pamiętacie jak każdy z nas był taki mały, na podwórku - gdzieś tam, ktoś by pomyślał, że będzie w drużynie o mistrzostwo Polski grał? Myślę, że nikt - mówił Mila. - Dzisiaj jest ten dzień właśnie. Dzisiaj zapracowaliśmy na to, każdy jak tu stoi. Dzisiaj, jak Bóg pozwoli, zostawimy tu zdrowie, ile trzeba będzie. Ku..., chcę to zobaczyć dzisiaj. Dawać pany, wy mnie nie oszukacie, ja was znam. Widzę walkę, widzę zaangażowanie, widzę serce, którego mamy tyle, ile trzeba. Chcę głośno, żeby to wszyscy słyszeli: Kto wygra mecz - pytał Mila, a oni głośnym okrzykiem odpowiedzieli: - Śląsk!"

  • malone01

    Oceniono 60 razy 8

    Pamiętny mecz z "Wisłą" i I. Iliev kiwający z rozbawieniem głową, gdy "Wisła" omal nie strzeliła bramki i śmiech telewizyjnych komentatorów, gdy pokazał to realizator transmisji.

  • kakaowe-oko-1

    Oceniono 15 razy 3

    A ojców sukcesu w mediach było dużo! Największy to Dutkiewicz, który rozwalił klub!!! A mistrzostwo zdobyli wspaniali piłkarze!!! i to tylko dzięki nim było to możliwe!!! Przłamali wszystkie nierealne sytuacje i zostali Mistrzami Polski!!!

  • zdzichu_13

    Oceniono 15 razy -13

    troche cenzury dzieci to mogą czytać :)

  • opin7

    Oceniono 27 razy -17

    Ile Wrocław dał Musiałowi za wydrukowanie wyniku?

  • wassercug_fajvvel

    Oceniono 51 razy -23

    Dzisiaj pogonią wam kota pejsaci z Widzewa i zaczniecie robić w galoty, bo spadek z ligi na wyciągnięcie ręki.

  • mad.cowboy

    Oceniono 49 razy -23

    a o tym jak szmata z r22 dupy dala to ani slowa?
    Ruch zasluzyl na mistrza
    z drugiej strony szacun dla Lenczyka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX