Śląsk - Widzew 1:0. Wrocławianie konsekwentni i zwycięscy

Śląsk Wrocław wygrał trzeci mecz z rzędu u siebie, trzeci jedną bramką i po raz trzeci po trafieniu Marco Paixao. Na cztery kolejki przed końcem wrocławianie mają osiem punktów przewagi nad strefą spadkową i są bardzo blisko utrzymania w ekstraklasie.
W ostatnim czasie Śląsk Tadeusza Pawłowskiego zachwyca może nie stylem, ale żelazną obroną i konsekwencją w grze. Wrocławianie bramki nie stracili w czterech kolejnych spotkaniach. Taka seria nie zdarzyła im się nawet w sezonie mistrzowskim czy wicemistrzowskim.

Oczywiście w pewnym sensie jest to spowodowane faktem, że Śląsk gra w gronie zespołów walczących o utrzymanie. Te znalazły się tam także dlatego, że przez cały sezon miały problemy w ofensywie. Taki Widzew strzelił najmniej bramek w całej ekstraklasie, a na wyjeździe nie wygrał ani razu. Tak czy inaczej wyczyn drużyny Pawłowskiego trzeba jednak docenić, bowiem nawet na początku kadencji tego szkoleniowca zespół miał problemy w defensywie, a z łodzianami grał dodatkowo bez zawieszonego za kartki Adama Kokoszki.

Dla obu drużyn było to kolejne ważne spotkanie. Przy zwycięstwie łodzianie po raz pierwszy od dawna mogli wydostać się z dna tabeli. Z kolei wrocławianie grali o trzecią wygraną z rzędu u siebie i ośmiopunktową przewagę nad strefą spadkową.

Dla podopiecznych Artura Skowronka mecz był tak istotny, że w składzie gości pojawił się rozgrywający Mateusz Cetnarski, który jeszcze niedawno występował w barwach Śląska. Działacze z Oporowskiej za jego występ na Stadionie Miejskim spodziewają się 100 tys. zł, bo jak przekonują, takie były ustalenia przy przejściu piłkarza z Wrocławia do Łodzi. Przedstawiciele Widzewa są jednak innego zdania, więc szykuje się konflikt o pieniądze. W Śląsku warto z kolei odnotować powrót do składu Mariusza Pawelca, który wystąpił po raz pierwszy od grudnia

W pierwszej połowie Widzew koncentrował się na opanowaniu środka boiska, a wrocławianie okazje tworzyli po dośrodkowaniach w pole karne. Przy tych odrobiny szczęścia brakowało zwłaszcza Flavio Paixao. Najpierw w 8. minucie Portugalczyk sam uderzał głową, ale jego strzał świetnie wybronił Patryk Wolański. Potem Paixao podcinał piłkę wzdłuż linii bramkowej, ale dobrze interweniował Rafał Augustyniak. Z kolei łodzianie szansę na gola mieli jedną - Eduards Visnakovs stanął oko w oko z Marianem Kelemenem, ale zarył w murawę i nie trafił w bramkę

W drugiej połowie wrocławianie zdecydowanie dominowali i prowadzili grę, klarownych sytuacji jednak nie stwarzali. Śląsk wygrał jednak według niemal takiego samego schematu jak poprzednio z Lechią Gdańsk czy zwłaszcza Zagłębiem Lubin. Wówczas wrocławianie wygraną również wydarli, tuż przed końcem po golu Marco Paixao. Tym razem było podobnie. W 87. minucie wprowadzony wcześniej Sylwester Patejuk wpadł w pole karne, jego strzał zablokował Piotr Mroziński, a piłka trafiła w rękę obrońcę Widzewa Jonathana Pereza. Sędzia Tomasz Musiał podyktował rzut karny. Ten na gola zamienił Marco Paixao, dla którego była to 18. bramka w sezonie.

Tuż przed końcem meczu doskonałą okazję do wyrównania miał po dośrodkowaniu z lewej strony Eduards Visnakovs. Łotysz z bliskiej odległości nie trafił jednak do bramki.

Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:0 (0:0)

Bramka: Marco Paixao (87. - rzut karny)

Śląsk: Kelemen - Zieliński, Grodzicki, Pawelec, Dudu - Machaj (63. Pich), Stevanović (83. Droppa), Hateley, Mila, F. Paixao (77. Patejuk) - M. Paixao.

Widzew: Wolański - Leimonas, Nowak, Augustyniak (69. Perez), Mroziński - Bruno (65. A. Visnakovs), Kasprzak, Okachi, Cetnarski, Kaczmarek - E. Visnakovs.