Sport.pl

Prawda o polskim futbolu w dniu startu ekstraklasy: ... I kamieni kupa

Mundial udowodnił, że futbol bywa fascynująco nieprzewidywalny, gdyż każdy teoretyczny słabeusz może rzucić się do gardła potentatowi. Może pod jednym warunkiem - że nie jest polską drużyną.
Startuje nowy sezon Wygraj Ligę. 20 000 złotych w puli nagród »

Po brazylijskim mundialu w futbolu doszło do przewartościowania pewnych przekonań. Miliony kibiców oglądających fascynujący turniej dobitnie zobaczyły, że pojęcie faworyta jest w sporcie wartością względną. Mistrzostwo świata wywalczyli - jak najbardziej zasłużenie - faworyzowani Niemcy. Ale w trakcie całej turniejowej rywalizacji doszło do wielu sensacyjnych rozstrzygnięć, które zmieniły postrzeganie futbolowej rywalizacji.

Niedoceniani potrafią grać

W Brazylii z bardzo dobrej strony pokazały się reprezentacje niedoceniane, w które mało kto wierzył: Kostaryka, Algieria, Szwajcaria czy Grecja. Wielką sensacją była niedoceniana Kostaryka, która potrafiła wyjść na pierwszym miejscu z grupy, gdzie za rywali miała trzech byłych mistrzów świata: Anglię, Włochy oraz Urugwaj. Kostaryka stała się największym objawieniem turnieju, mimo że w swoim składzie nie posiadała gwiazd światowego formatu.

Wynik sportowy to jeden z elementów rywalizacji. Innym jest sposób gry, widowiskowość. Większość z tych niedocenianych przed mistrzostwami reprezentacji pokazała, że w piłkę można grać nie tylko skutecznie, ale i ofensywnie, radośnie, widowiskowo. W ich przypadku - może poza Grecją - skuteczność nie zabiła radości gry.

Uprawiają tę samą dyscyplinę

W dniu inauguracji kolejnego sezonu naszej piłkarskiej ekstraklasy nie bez przyczyny nawiązuję do brazylijskiego mundialu. Choć wydaje się to niewiarygodne, ci, którzy będą biegać po polskich ligowych boiskach, a także ci walczący do niedawna na mistrzostwach świata uprawiają tę samą dyscyplinę sportu. Zarówno piłkarze, jak i trenerzy.

I teraz nasi piłkarscy "profesjonaliści" mają problem. Bo jeśli nadal będą prezentować tak mizerne umiejętności jak w minionych sezonach, to pytania o przyczyny degrengolady naszego ligowego i reprezentacyjnego futbolu powrócą ze zdwojoną siłą. Inni na świecie potrafią, a my ciągle tkwimy w porażającej niemocy? Dlaczego tak się dzieje?

I nie porównujemy się do Niemców, Holendrów czy Argentyńczyków. Oni uciekli nam bardzo daleko, dzieli nas kosmiczna przepaść. Porównujmy się do tych, których sportowy potencjał nie jest większy niż nasz. Bo wbrew pozorom mamy kilku graczy europejskiego, a może nawet światowego formatu, ale nie potrafimy z tego stworzyć przyzwoitej reprezentacji.

Europejska zgroza i kompromitacja

Osobnym problemem jest dramatyczna niemoc polskich drużyn klubowych, które na arenie europejskiej konsekwentne są w jednym - w kompromitowaniu się. Więc może skończy się cierpliwość grupy kibiców czy sponsorów tego futbolowego półamatorstwa? Bo ostatnio przechodzimy do historii piłki nożnej jako ci, których łatwo ogrywają już nawet słabeusze europejskiej piłki. Żenujące występy Legii w minionej edycji Ligi Europy były tego najlepszym dowodem. Nowy sezon Legia zaczęła równie fatalnie. A przecież paradoksalnie pod względem finansowym ostatnimi biedakami już nie jesteśmy. Legia ma budżet większy niż wiele klubów, które potrafią awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Z innymi jest równie kiepsko. W Lechu nie inwestują wielkich pieniędzy w drużynę i rzeczywistości nie da się oszukać - w europejskich pucharach poznański klub zalicza ostatnio tylko klęski. Ruch męczył się z zespołem z Lichtensteinu. Zgroza.

Śląsk w tym sezonie o połowę zmniejszył swój budżet. Jedynie Lechia Gdańsk działa ekspansywnie i wyrasta na nową siłę naszej ligowej rzeczywistości. Ale na razie w Europie nie zaistnieje, bo w pucharach nie gra.

Pukanie spod dna

Pozostaje nadzieja, że zakończony mundial otworzył oczy tysiącom polskich kibiców, sponsorów i właścicieli klubów piłkarskich. Może wreszcie przestaną oni bezkrytycznie wsłuchiwać się w demagogiczne, puste opowieści naszych ligowców, tłumaczących się po meczu, że "przeciwnik wysoko postawił poprzeczkę", "szybko stracona bramka ustawiła mecz", "zagraliśmy słabo, bo byliśmy zmęczeni wcześniejszym spotkaniem", "przeanalizujemy porażkę i wyciągniemy z niej wnioski".

Nie oszukujmy się - nasze kluby w europejskiej rywalizacji nie znaczą nic, są na dnie. Nowy sezon pokaże, czy pojawi się jakiś promyk nadziei czy pogrążą się jeszcze bardziej.

Więcej o:
Komentarze (4)
Prawda o polskim futbolu w dniu startu ekstraklasy: ... I kamieni kupa
Zaloguj się
  • przemo1033

    Oceniono 1 raz 1

    Powtarzam od miesięcy że Polacy to półamatorzy. Czy Polacy stworzyli np samochód który się sprzedaje. Zgadzam się z blechtrommel(przedmówca). Przy czym nie jest to powód do smutku raczej do tego aby tą sytuację poprawić

  • zapytajnikowski

    Oceniono 2 razy 2

    Niemcy wygrywają bo są zgrani jak nikt inny na świecie. wszyscy najważniejsi grają w niemieckiej lidze z czego połowa kadry biega w barwach Monachium. u nas w kadrze jak ktoś potrafi kopnąć piłkę w kierunku kolegi z drużyny, ogłaszany jest przez media gwiazdą ligi i jedzie za granicę na ławkę rezerwowych, bo jego 'gwiazdorskość' przy dobrych wiatrach sięga tylko do 18 meczowej, do 11 już nie starcza, a i media jakoś przestają go kochać. za to zarobi troszkę sianka i siedzi jak baran na zielonej łące. potem z tego typu gwiazd selekcjoner, który bez wiedzy o nowoczesnej piłce, taktykach, treningach, wybiera elitę, która gra jak równy z równym z San Marino, czy innym Liechtensteinem, bo taki właśnie poziom reprezentujemy.

  • gmk38

    Oceniono 3 razy -1

    Po co oni graja w tych pucharach.tylko wstyd polsce robia buraki a kase brac potrafia patalachy

  • blechtrommel

    Oceniono 11 razy 11

    To jest szerszy problem, dotyczy polskiej mentalności w ogóle - minimalizm, niechęć do wychylania się ponad przeciętność, niepoważne podejście do obowiązków, nieumiejętność działania w zespole. W tym kraju sukcesy osiągają tylko jednostki mające dość sił, by się temu przeciwstawić, ale piłka to nie jest gra jednostek, tylko zespołów - dlatego wygrywają Niemcy, a my jesteśmy na peryferiach Europy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX