Jak ekscentryczny amerykański milioner piłkarski Śląsk Wrocław kupuje

Ekscentryczny amerykański milioner Paul Bragiel może kupić Śląsk. Ale najpierw wprawił w konsternację władze Wrocławia, gdy na Facebooku napisał o tajnym spotkaniu z prezydentem miasta
Sytuacja jest zabawna. Przedstawiciele władz Wrocławia i wiceprezes Śląska spotkali się kilka tygodni temu z Paulem Bragielem. To nieco ekscentryczny amerykański milioner, którego rodzice pochodzą z Polski. Rozmawiano o sprzedaniu milionerowi piłkarskiego Śląska.

Bragiel przyleciał do Wrocławia. Spotkał się z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem oraz wiceprezesem Śląska Markiem Drabczykiem. Negocjacje potraktowano bardzo poważnie. Fakt, że doszło do rozmów, był ściśle skrywaną tajemnicą. Sekretarz miasta Włodzimierz Patalas publicznie zapewniał, że nic nie wie o żadnym Amerykaninie. Milczał też Śląsk. Rzecznik prasowy klubu nie chciał niczego komentować.

Fotka na Facebooku

Ale wszystko potwierdził sam Bragiel. Milioner na swoim profilu na Facebooku opisał wizytę we Wrocławiu. Poinformował o spotkaniu "z burmistrzem miasta". Zamieścił też fotkę z wiceprezesem Śląska Markiem Drabczykiem, zrobioną na pustym Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Podpisał ją: "Dyskutujemy z prezydentem klubu o przyszłości piłkarskiego Śląska Wrocław". Nieco niżej dopisał: "Zastanawiamy się, co trzeba wymyślić, aby stadion był wypełniony nawet w zimie".

- W mieście zapanowała lekka konsternacja, kiedy okazało się, że tajne spotkanie prezydenta z amerykańskim milionerem zostało ujawnione. I żeby było śmieszniej, upublicznił je sam Amerykanin. Wyszło nieco dziwnie, bo na Facebooku raczej nie powinno się informować o poważnym spotkaniu z prezydentem miasta - opowiada jeden z przedstawicieli magistratu, proszący o anonimowość.

Pod informacją na Facebooku o wizycie we Wrocławiu w sprawie Śląska wywiązała się dyskusja przyjaciół i znajomych Bragiela. Jeden z nich dopytywał o Śląsk: "Czy to spełnienie marzeń o posiadaniu zespołu piłkarskiego?" Na innym największe wrażenie zrobił elegancki garnitur milionera, a kolejny dopytywał, czy "to garnitur Prady i kosztował milion dolarów?"

Bragiel wytłumaczył, że "taki ubiór doradzono mu przed spotkaniem z burmistrzem miasta", oraz dopowiedział, że to nie garnitur Prady, tylko "jego ulubiona marka Burberry".

Najzabawniejsze było pytanie znajomego, który wypalił: "Jestem zdezorientowany, to chodzi o drużynę do biegania na nartach czy piłkarską?"

Niekonwencjonalny obieżyświat

Wbrew pozorom w tym ostatnim pytaniu nie ma nic zaskakującego. Bo Bragiel jest bardzo dobrym biegaczem narciarskim. Biznesmen ma trzy paszporty: amerykański, polski oraz kolumbijski. I właśnie jako reprezentant Kolumbii chciał wystartować w biegach narciarskich podczas niedawnej olimpiady w Soczi. 36-letniemu biegaczowi zabrakło niewiele, aby zakwalifikować się na olimpiadę.

Rodzice Bragiela urodzili się w Polsce i wyemigrowali do USA. Długo mieszkali w Chicago. On po zakończeniu studiów założył swoją pierwszą firmę Paragon 5. Działa w branży informatycznej, komputerowej. Zakładał kolejne firmy, niektóre sprzedawał ze świetnym zyskiem. Dorobił się milionów dolarów.

Mieszka w San Francisco, ale jedną z jego pasji jest podróżowanie po świecie. Z wpisów na Facebooku widać, że tylko w ciągu ostatnich kilku tygodni kolejno był m.in. w Kenii, Finlandii, Szwecji, Polsce, Portugalii, Brazylii i Sudanie Południowym.

Jest barwny, niekonwencjonalny. Pasjonuje go futbol. W czasie brazylijskiego mundialu poprzez swój profil na Facebooku poszukiwał biletów na mecz reprezentacji USA z Niemcami. Ostatecznie udało się kupić wejściówkę na pojedynek Kolumbia - Wybrzeże Kości Słoniowej. Fotkę z tego meczu zamieścił na FB.

W kilkanaście dni później był w Sudanie Południowym, gdzie przez prezydenta kraju został zaproszony na świętowanie trzeciej rocznicy powstania państwa. Zrobił sobie tam fotkę - jak napisał - "z najwyższym generałem Armii Wyzwoleńczej ludów Sudanu". I dodał, że to pewnie "najwyższy generał na świecie".

Kupię sobie klub

W Polsce pojawił się na początku czerwca. Podobno był zainteresowany kupieniem Wisły Kraków. Ale jak się dowiedział, że najpierw trzeba zapłacić około 100 mln zł właścicielowi klubu, który pieniądze Wiśle pożycza, a nie przekazuje, to szybko zrezygnował. Z przedstawicielami Wrocławia Bragiela skontaktował pewien polski menedżer działający w biznesie i futbolu, świetnie znający się z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem.

Pojawienie się amerykańskiego milionera, który może kupić Śląsk, wzbudziło w mieście nadzieję. Ratusz od kilku lat bezskutecznie szuka wiarygodnego inwestora, któremu będzie mógł odsprzedać klub będący finansową studnią bez dna. Dla bogatego milionera kupienie Śląska za blisko cztery miliony euro to żaden wydatek. Ale co dalej? Podobno miasto ciągle sonduje, czy jeśli biznesmen kupi Śląsk, później będzie chciał w niego jeszcze inwestować. I próbuje ustalić - po co tak naprawdę milionerowi ten Śląsk?

Ale także amerykański biznesmen bada sytuację Śląska. Miał stwierdzić, że nie wyobraża sobie przejęcia klubu, który nie pobiera wszystkich zysków ze sprzedaży biletów na stadionie. Konkretnie chodzi o miliony pochodzące ze sprzedaży najdroższych lóż VIP i miejsc biznesowych. We Wrocławiu te miliony trafiają do spółki zarządzającej stadionem.

Niektórzy twierdzą, że Bragiel był w ostatnią niedzielę we Wrocławiu na meczu Śląska z Ruchem. Inni temu zaprzeczają. Ale podobno negocjacje o odsprzedaniu Amerykaninowi Śląska nadal trwają. I każdy scenariusz jest możliwy.