Mecz Śląsk Wrocław - Borussia Dortmund testem z piłkarskiego kapitalizmu

Mecz Śląska z Borussią pokaże, czy da się we Wrocławiu zorganizować wielkie sportowe wydarzenie, ale na komercyjnych zasadach. Bez rozdawania biletów i pompowania milionów z miejskiej kasy.
Spotkanie Śląska z Borussią od strony sportowej powinno być dla kibiców atrakcyjne. I to nawet jeśli ekipa z Dortmundu nie przywiezie do nas wszystkich swoich gwiazd, a jej piłkarze myślami będą już przy pojedynku z Bayernem Monachium o Superpuchar Niemiec - 13 sierpnia. Dla wicemistrzów Niemiec sparing we Wrocławiu jest raczej tylko marketingowym obowiązkiem z domieszką sportowej wartości. Dla Śląska i jego fanów wciąż może być piłkarskim świętem.

W końcu nie co dzień rywalizuje się z jedną najlepszych drużyn w Europie, finalistą Ligi Mistrzów ledwie sprzed roku, ekipą prowadzoną przez Jürgena Kloppa - trenera charyzmatycznego, cenionego, kandydata do wszelkich możliwych szkoleniowych zaszczytów w przyszłości.

Inny niż wszystkie

Znaczenie meczu Śląsk - Borussia we Wrocławiu wykracza jednak daleko poza futbol. To spotkanie ma bowiem także dla miasta aspekt biznesowo-wizerunkowy. W końcu już parę razy gościliśmy u siebie sławne piłkarskie zespoły, które grały tu wyłącznie towarzysko. Za pierwszym razem był to turniej Polish Masters z udziałem Benfiki Lizbona, PSV Eindhoven i Athletic Bilbao, za drugim mecz Brazylia - Japonia. W obu przypadkach za ich występy płaciło miasto Wrocław. Za pierwszym razem skończyło się całkowitą kompromitacją i aferą polityczną. Za drugim kolejnymi dopłatami z budżetu.

Afera turniejowa

Turniej Polish Masters z lipca 2012 roku - licząc razem z organizowanym po nim koncertem grupy Queen - przyniósł 10 mln zł straty. Rozdano wówczas lub sprzedano po zaniżonych cenach kilkanaście tysięcy biletów na mecze: 3 tys. trafiło do policji, 300 do strażaków, 2 tys. do spółki miejskiej ARAW. 70 najdroższych wejściówek miał do dyspozycji sam prezydent Rafał Dutkiewicz. Rozdawnictwo prowadzono na masową skalę, bo na kilka dni przed turniejem okazało się, że kibice kupili po kilka tysięcy biletów na poszczególne spotkania. A impreza miała być pokazywana w telewizji, więc Wrocław chciał ratować twarz.

Problemy przy Polish Masters były jednym z powodów odwołania ówczesnego wiceprezydenta Wrocławia - Michała Janickiego. W przypadku meczu Brazylia - Japonia z października 2012 roku takich perturbacji nie było, ale i tak do organizacji spotkania miasto musiało dołożyć ponad milion złotych. Poza tym sprzedaż biletów starano się wówczas poprawić akcją w szkołach. Dzieciom z tej, która kupiła najwięcej, oferowano spotkanie z piłkarzami Brazylii na murawie stadionu przy ul. Oporowskiej.

Chce zarobić

Mecz Śląska z Borussią ma być inny od wszystkich wspomnianych. Jego organizatorem jest już nie miasto czy stadionowa spółka, ale prywatna firma Polish Sport Promotion. To ona ściągnęła do Wrocławia wicemistrza Niemiec, ona mu za przyjazd płaci i w związku ze spotkaniem poniesie finansowe ryzyko. Na biletach, sprzedaży lóż biznesowych czy reklamach albo zarobi, albo straci. - Ten mecz to swego rodzaju test dla rynku we Wrocławiu. Po nim naprawdę będziemy wiedzieć, czy takie imprezy opłaca się w mieście robić - mówi szef PSP Tomasz Rachwał, który dodaje: - Chciałbym, żeby to spotkanie było zorganizowane w pełni profesjonalnie, bez zawirowań i bez rozdawania biletów. No i oczywiście chciałbym również na nim zarobić.

Czy się uda, jeszcze nie wiadomo. Z jednej strony sprzedaż wejściówek idzie nieźle, bo kibice kupili ich ponad 30 tys. Z drugiej strony - jak się dowiadujemy nieoficjalnie - słabiej sprzedają się loże VIP i pakiety biznesowe.

Borussia przelotem

Mecz Śląska z Borussią będzie inny od turnieju Polish Masters czy Brazylia - Japonia także z innego powodu. W tamtych przypadkach pięć sławnych drużyny i ich piłkarze gościli we Wrocławiu kilka dni. Dwie reprezentacje narodowe miały nawet u nas otwarte dla kibiców treningi.

Teraz zawodnicy wicemistrza Niemiec wpadną do nas ledwie na chwilę, przylecą kilka godzin przed meczem, z lotniska pojadą prosto na stadion, nie wynajmując nawet hotelu. Po spotkaniu ciężko może być o rozmowę z graczami Borussii. Organizatorzy nie planują nawet konferencji z trenerem Kloppem. W jakimś sensie to frustrujące. Z drugiej strony w ten sposób właśnie Wrocław zapozna się z twardymi regułami piłkarskiego kapitalizmu. Wcześniej przy ściąganiu futbolowych gwiazd dominował u nas raczej socjalizm.